Co wynika z pierwszego audytu SKOK?

Gorzkie zwycięstwo
Po wielu latach wreszcie dowiadujemy się prawdy o sytuacji finansowej spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych SKOK.

W końcu ubiegłego roku Kasy znalazły się pod kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego, a KNF zleciła niezależnym rewidentom przeprowadzenie audytu SKOK. Pierwsze opublikowane wyniki są zatrważające. Kasy, w których 2,5 mln Polaków trzyma prawie 17 mld zł depozytów, mają w bilansach góry zagrożonych kredytów. O ile w bankach spłacane nieterminowo lub wcale kredyty dla ludności stanowiły średnio 8 proc., to w systemie SKOK ten wskaźnik przekracza nawet 40 proc. Co więcej, o czym już rok temu pisała w POLITYCE Bianka Mikołajewska, wiele tych złych kredytów zostało księgowo wyprowadzonych do założonej przez SKOK spółki w Luksemburgu, w zamian za tzw. skrypty dłużne, nie wiadomo, czym zabezpieczone. Omawiając tę operację, firma audytorska zwróciła uwagę, że gdyby w badanym przypadku utworzono wszystkie wymagane prawem rezerwy, kapitały Kasy osiągnęłyby wartość ujemną. Dla osób, które trzymają w SKOK pieniądze, nadzieja w tym, że po zmianie prawa, już za kilka miesięcy depozyty te będą chronione przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny.

Od wielu lat POLITYKA domagała się objęcia SKOK – które z małych instytucji samopomocowych przekształciły się tymczasem w największy w Polsce parabank – podobnym systemem nadzoru i bezpieczeństwa, jakim cieszą się inne instytucje finansowe. Przeciwko temu bezwzględnie walczyła grupa kilku osób, które wraz z rodzinami przejęły faktyczną kontrolę nad systemem SKOK, oraz wspierający ich i rozmaicie powiązani z Kasami politycy, głównie z PiS. Już w 2004 r., w artykule „Wielki SKOK”, Bianka Mikołajewska opisała, jak znakomita idea kas oszczędnościowo-pożyczkowych, lansowana niegdyś przez Solidarność, została wypaczona i zdegenerowana. Pisała o tym, jak grupka pięciu osób, z prezesem Krajowej SKOK Grzegorzem Biereckim (dziś senatorem PiS) na czele, obsadziła kluczowe funkcje we władzach spółek, stowarzyszeń i fundacji powiązanych z Kasami, jak tworzyli wokół SKOK zupełnie prywatne interesy, jak dzięki lobbingowi uzyskiwali korzystne dla siebie zapisy ustawowe (w tym np. zwolnienie z podatku dochodowego i wyprowadzenie całego systemu poza jakąkolwiek zewnętrzną kontrolę). Liczne późniejsze publikacje POLITYKI, a także „Gazety Wyborczej”, ujawniały kolejne bulwersujące szczegóły tego polityczno-biznesowego układu, wskazując, że, pod polityczną osłoną, SKOK ewoluują w bardzo niebezpieczną stronę. Odpowiedzią była bezprecedensowa w historii polskiej prasy seria procesów wytoczonych mediom przez kierownictwo SKOK.

POLITYKA (i „GW”) zostały zasypane dziesiątkami wniosków o sprostowania; SKOK domagały się wypłacenia przez nasz tygodnik 5 mln zł odszkodowania za doznane krzywdy i naruszenie ich dobrego imienia, żądano też ustanowienia zakazu publikacji kolejnych artykułów. Wykorzystując przepisy słynnego art. 212 Kodeksu karnego, który umożliwia wdrożenie przeciw dziennikarzom procesów karnych, przez lata zmuszano autorkę do podróżowania po sądach i prokuraturach. Przy wsparciu prawników POLITYKI wygrywaliśmy procesy w kolejnych instancjach (ten o 5 mln zł trwał aż 6 lat). W 2008 r. mogliśmy napisać „POLITYKA – SKOK 8:0”. Ale, jakby tego było mało, w obronę SKOK zaangażowała się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, która prowadzenie śledztwa przeciwko dziennikarce POLITYKI zleciła Centralnemu Biuru Śledczemu, zwykle zajmującemu się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej. Ówczesny szef Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku uzasadniał wykorzystanie prokuratury i CBŚ przeciwko pismu tym, że „pomówionych mogło zostać milion członków SKOK”. W obronę interesów SKOK angażowały się też tzw. media prawicowe (robią to zresztą do dziś), dla których SKOK stanowiły i stanowią często główne źródło przychodów reklamowych i dotacji (jako „jedyna firma finansowa o prawdziwie polskim kapitale”).

Przypominam skrótowo tę długą i barwną historię, bo od początku, w dziesiątkach publikacji, powtarzaliśmy jedno: odkąd SKOK stały się wielką scentralizowaną instytucją finansową, muszą – dla dobra ludzi, którzy powierzyli im swoje pieniądze – podlegać zewnętrznemu audytowi, systemowi gwarancji i sprawdzonym standardom rachunkowości. Przypominaliśmy, jak runął w Ameryce budowany na podobnych zasadach system kas Savings&Loans, w porównaniu z czym skala słynnej afery Amber Gold to drobiażdżek. Stopniowo, dzięki kolejnym zmianom prawa, pojawiły się szanse na prawdziwą obronę i reformę systemu SKOK, a ujawniane właśnie dane audytu potwierdzają tylko to, o czym przed kolejnymi sądami i prokuratorami mówiliśmy przez lata. Szkoda tylko, że trwało to tak długo.

Ta sprawa ma cichą bohaterkę: Bianka Mikołajewska, obecnie współpracująca z „Gazetą Wyborczą”, przez prawie 10 lat była ścigana przez opłacanych z pieniędzy SKOK prawników i polski wymiar sprawiedliwości. Przy całym wsparciu redakcji POLITYKI, to na nią spadły najcięższe pomówienia, pogróżki, szykany i ataki, to jej zabrano tysiące godzin z życia. Ta epopeja może mieć happy end, jeśli miliony depozytariuszy SKOK uzyskają gwarancje bezpieczeństwa, a patologiczny układ, który omotał kasy, zostanie rozmontowany. Gorzki triumf porządnego dziennikarstwa i upartej dziennikarki.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj