Sejm tnie stawki za płatności kartą

Zapłaci najsłabszy
Mało jest spraw, które w parlamencie naprawdę jednoczą polityków, ale w ostatni piątek jedna taka się znalazła. Sejm, po wielomiesięcznych przygotowaniach, jednogłośnie uchwalił ustawę określającą maksymalne stawki opłat ponoszonych przez handel za korzystanie z terminali i rozliczanie z klientami za pomocą systemu kartowego. To była głównie rozgrywka między sklepami a sektorem finansowym, ale kupujących też przecież dotyczy.

Dotychczasowe opłaty interchange i inne prowizje pobierane przez banki i agentów rozliczeniowych od każdej transakcji były tak wysokie, że drobny handel jak mógł bojkotował system płatniczych kart. Sklepikarze nie chcieli montować u siebie terminali i przyjmować zapłaty w plastiku, ustalali – bezprawnie - minimalne limity dla pojedynczych transakcji kartowych, tłumaczyli, że jedne z najwyższych w Europie polskie opłaty interchange pochłaniają większość i tak kurczących się ich zysków. W tym lobbingu okazali się skuteczni. Od początku przyszłego roku (chodzi o wszystkie nowe umowy) stawki interchange w Polsce spadną z 1,3 do 0,5 proc. wartości transakcji. Handel na pewno mniej więc będzie płacił za obsługę systemu kartowego (banki i inne instytucje finansowe zarabiały na tym rocznie ok. 1,5 mld złotych). Teraz banki będą więc musiały poszukać sobie innych źródeł dochodów. A co z tej rewolucji będą mieli klienci sklepów, zakładów usługowych i restauracji?

Jeśli mechanizm rynkowy zadziała, a w handlu tak właśnie do tej pory było, to sporo korzyści. Po pierwsze, mniejsze sklepy stracą swój obecny, wrogi stosunek do okrutnie kosztownych dla nich kart. Po pewnym czasie wzrośnie więc liczba punktów akceptujących karty, a przy okazji zapewne skłonność dorobienia zakupów przez klientów i tym samym wzrosną obroty sklepów. Po drugie, skoro łączne koszty handlu z tytułu akceptacji plastiku się zmniejszą, to być może zechce on podzielić się częścią zysku z klientami. W efekcie choć trochę spadną ceny towarów, pewnie nie wszędzie, ale jednak. Wówczas wszyscy, poza sektorem finansowym, będą szczęśliwi.

Tyle teorii. W praktyce, powiadają pesymiści, może być dużo gorzej. Np. handel zatrzyma wszystkie zyski dla siebie, ceny towarów nawet nie drgną, natomiast banki nie tylko, że zlikwidują wszystkie obecne, szeroko stosowane, systemy premiowania aktywnych użytkowników kart to jeszcze zaczną podnosić opłaty za wydawanie i użytkowanie kart, także bankomatowych, by jakoś załatać wyrwę we własnych przychodach. To przeciąganie liny jest dopiero przed nami. Na razie pierwszą rundę wygrał handel, ale w kolejnej banki pewnie spróbują się odegrać. Łatwo przewidzieć, że nie na politykach tylko na ich wyborcach. A tym ostatnim banki coraz trudniej w codziennym życiu omijać.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj