Rynek

Reguły regulacji

Marek Kwiatkowski / Polityka
Zaplątane w gąszczu unijnych przepisów firmy ostrzegają, że bez radykalnych zmian kontynent nie wyjdzie ze stagnacji.
Polityka

Wojna francusko­niemiecka tym razem dotyczyła tylko samochodów, ale sam fakt, że do niej doszło, nie świadczy najlepiej o stanie integracji. Najpierw Komisja Europejska nakazała stosowanie w układach klimatyzacji w samochodach osobowych innej niż dotąd substancji. Czynnik oznaczony symbolem R134a został uznany za zbyt szkodliwy dla środowiska naturalnego i ma być zastąpiony bardziej ekologicznym. Na razie surowe normy spełnia tylko czynnik o nazwie R1234yf. Jednak niemiecki koncern Daimler przeprowadził własne testy i stwierdził, że R1234yf pewnie i jest lepszy dla środowiska, ale niekoniecznie dla pasażera i kierowcy – przy bardzo wysokich temperaturach może okazać się dla nich niebezpieczny.

Producenci R1234yf zarzuty Niemców odrzucili, dając do zrozumienia, że Daimler chce po prostu oszczędzić, bo wymiana czynników to dość kosztowny zabieg. Jednak niemiecki producent postanowił pozostać przy sprawdzonym, choć szkodliwym dla środowiska R134a. Bardzo nie spodobało się to francuskim władzom, które zakazały sprzedaży najnowszych egzemplarzy Mercedesa w swoim kraju. Daimler odwołał się od tej decyzji i pod koniec sierpnia sprawę przed francuskim sądem wygrał. Bogaci Francuzi na razie mogą rejestrować luksusowe Mercedesy bez przeszkód, ale spór trwa nadal. Ostatnio do Daim­lera dołączyła Toyota, która również nie zamierza stosować R1234yf.

Zielona ochrona

Ta historia pokazuje, że unijne regulacje potrafią spowodować ogromne zamieszanie. Choć często powody ich przyjmowania są szlachetne, to już konsekwencje okazują się dla wielu firm bardzo kosztowne. Dla Unii istnieją dziś dwa najważniejsze motywy w działalności regulacyjnej. Pierwszym jest ochrona środowiska realizowana przede wszystkim poprzez walkę z globalnym ociepleniem. Bruksela, wspierana przez część państw członkowskich, uważa, że nasz kontynent ma być liderem w dbaniu o stan planety, nawet jeśli sam nie ochroni Ziemi przed ekologiczną katastrofą. Ktoś musi wyznaczać trendy i inspirować innych. Skoro to zadanie przypada Europie, trzeba się poświęcić dla wspólnego dobra i europejskie firmy muszą w wielu dziedzinach liczyć się z surowszymi zasadami niż ich konkurenci z reszty świata. Ma to im zresztą w przyszłości pomóc, bo regulacje inspirują do szukania nowych rozwiązań.

Drugi pretekst do regulacyjnej gorączki to troska o europejskiego konsumenta. Motywy znów są szlachetne, bo instytucje unijne chcą chronić nas wszystkich przed różnymi niebezpiecznymi produktami, nieuczciwymi praktykami i wszelkiego rodzaju oszustami. Co więcej, Unia pragnie nam również pomagać w dokonywaniu najlepszych wyborów, więc zwiększa obowiązki informacyjne dostawców usług i produktów.

Idealnym przykładem regulacji z tych dwóch powodów naraz jest branża lotnicza. Działające na europejskim rynku linie znajdują się pod czujnym okiem urzędników, bo zarówno zatruwają środowisko, jak i znane są z naruszania praw pasażerów. Branża lotnicza dorobiła się w związku z tym ogromnego katalogu regulacji. Najbardziej kontrowersyjne z nich dotyczą włączenia linii do systemu handlu emisjami dwutlenku węgla. Kłopot w tym, że w innych częściach świata przewoźnicy takich obostrzeń nie mają. Komisja Europejska chciała nawet rozszerzyć te przepisy na wszystkie linie latające na europejskie lotniska, ale na razie z tego pomysłu zrezygnowała.

Z drugiej strony, przewoźnicy są coraz skrupulatniej kontrolowani pod kątem ich uczciwości wobec klientów. Muszą od razu podawać pełną cenę biletu, bo przez długi czas podatki i prowizje doliczali dopiero na końcu procesu rezerwacji. Mają także szereg obowiązków w przypadku odwołania lub opóźnienia lotu. Muszą zaopiekować się pasażerem, zapewniając mu nocleg i wyżywienie, nawet jeśli lot został anulowany z powodu siły wyższej, jak strajki czy niekorzystne warunki pogodowe. Nic dziwnego, że wiele linii narzeka na regulacyjny zapał Brukseli, a najgłośniejszy w wyrażaniu swojego niezadowolenia jest słynny szef Ryanaira, Michael O’Leary.

 

Gdyby europejski biznes chciał wybrać twarz swojego sprzeciwu wobec zbyt surowych regulacji unijnych, Irlandczyk znakomicie nadawałby się do swojej roli. Pytany o Unię nie przebiera w słowach, twierdząc, że brukselscy politycy i urzędnicy spędzają czas głównie na pozywaniu, torturowaniu, krytykowaniu i potępianiu Ryanaira. O’Leary jest w konflikcie z Unią z wielu powodów, z których większość dotyczy właśnie kwestii regulacji.

Irlandczyk ma za złe Brukseli brak zgody na przejęcie linii Aer Lingus, co według Unii doprowadziłoby do monopolu Ryanaira na irlandzkim rynku, czyli zaszkodziło klientom. O’Leary jest również wściekły z powodu obowiązku pomocy uziemionym klientom, bez względu na to, ile zapłacili za bilet. Bezskutecznie domagał się ustalenia górnej granicy zwrotu wydatków po słynnym paraliżu europejskiego nieba w 2010 r., spowodowanym wybuchem islandzkiego wulkanu. Dla kontrowersyjnego prezesa Bruksela to baza Złego Imperium, a znajdujący się tam politycy i biurokraci kłamią zawsze, gdy ich usta się poruszają.

O’Leary jest głośnym krytykiem, jednak on konkuruje przede wszystkim z europejskimi liniami, których dotyczą identyczne regulacje. Znacznie większe powody do narzekań mają szefowie przewoźników oferujących loty międzykontynentalne. Oni muszą mierzyć się z coraz silniejszymi rywalami z regionu Zatoki Perskiej, którzy nie tylko nie martwią się emisją dwutlenku węgla, ale i mogą znacznie lepiej dysponować flotą. Większość najważniejszych europejskich lotnisk z powodu surowych przepisów antyhałasowych ma obowiązkową nocną przerwę, a zbudowanie nowego pasa startowego poprzedzone jest zazwyczaj wieloletnią walką o uzyskanie wszystkich pozwoleń. Porty w Dubaju czy Dosze takimi ograniczeniami nie muszą się przejmowa

Nie oznacza to wcale, że w imię ochrony europejskich firm należy zrezygnować z wszelkich rozwiązań chroniących klientów. Popatrzmy choćby na rynek telekomunikacyjny: to przykład udanej ingerencji Brukseli, gdzie dzięki ustawowemu obniżeniu opłat za roaming wiele osób zaczęło śmielej korzystać z własnego aparatu podczas zagranicznych podróży. Spadek przychodów koncernów z tego tytułu nie pogorszył znacząco ich wyników finansowych, a równocześnie tańszy roaming ułatwił życie turystom i biznesmenom.

Komisja Europejska postanowiła pójść za ciosem i w przyszłym roku prawdopodobnie roaming wewnątrzunijny w ogóle przejdzie do historii, a za korzystanie z telefonu w innych krajach Wspólnoty będziemy płacić tyle samo co u siebie. Regulacje w tej dziedzinie, choć na początku kontrowersyjne, okazały się słuszną interwencją w sytuacji, gdy wolny rynek po prostu nie funkcjonował prawidłowo.

Firmy bez gazu

Znacznie bardziej skomplikowana okazuje się polityka unijna w dziedzinie energetyki. W tym przypadku również ekologia jest podstawowym motywem licznych regulacji, które z państw wspólnotowych mają uczynić bazę zielonej energii. Zgodnie ze strategią Europa 2020 właśnie do tego roku udział odnawialnych źródeł w produkcji energii powinien sięgnąć w skali całej Unii przynajmniej 20 proc. Z drugiej strony, wojna została wydana węglowi, bo równocześnie z promocją słońca, wody czy biomasy trzeba ograniczać emisję dwutlenku węgla. Jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze całkowity odwrót Niemiec od energii atomowej, to okaże się, że zielona rewolucja stanowi potężny koszt dla europejskich firm. Co gorsza, w parze z nowymi regulacjami idzie niechęć zarówno Brukseli, jak i wielu krajów do eksploatacji złóż ropy i gazu z łupków.

 

W rozmowie z „Financial Times” nowa szefowa organizacji Business Europe Emma Marcegaglia zwraca uwagę, że zwłaszcza amerykańskie firmy korzystają z łupkowej rewolucji, która pozwoliła obniżyć ceny energii za Oceanem. Tymczasem w Europie drogi prąd to jeden z podstawowych problemów dla przedsiębiorców, obok biurokracji czy kłopotów z dostępem do kredytów. Marcegaglia, wcześniej kierująca włoską Confindustrią zrzeszającą pracodawców tego kraju, mówi wprost o poważnym problemie konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw, które mierzyć się muszą zarówno z amerykańskimi, jak i z coraz silniejszymi chińskimi rywalami.

Nie znaczy to oczywiście, że tylko w Europie prowadzona jest bardzo surowa polityka regulacyjna. Wayne Crews, wicedyrektor amerykańskiego Instytutu Konkurencyjnej Przedsiębiorczości, co roku wydaje publikację pod tytułem „Dziesięć Tysięcy Przykazań”. Stara się w niej zebrać przykłady różnego typu ingerencji rządu Stanów Zjednoczonych w wolny rynek i oszacować ich wpływ na gospodarkę. Crews wyliczył, że w 2012 r. uchwalono w Ameryce tylko 127 ustaw, ale towarzyszyło im aż 3,7 tys. różnych regulacji. Według raportu dostosowanie się do tego typu przepisów kosztuje Amerykanów ponad 1,8 bln dol. rocznie, czyli więcej, niż wynosi produkt krajowy brutto Kanady. Dla krajów Unii Europejskiej przygotowanie podobnego zestawienia byłoby znacznie trudniejsze, a oszacowany koszt dla podatników prawdopodobnie jeszcze wyższy.

Realizowana w tej chwili strategia Europa 2020 próbuje uczynić z Unii region przyjazny środowisku, zapewniający socjalną ochronę swoim mieszkańcom, jak i gospodarczo nowoczesny i konkurencyjny. Z jednej strony ma rosnąć produkcja zielonej energii, a 20 mln osób do 2020 r. powinno zostać wyciągnięte z ubóstwa. Jednocześnie przyjęto, że wydatki na badania i rozwój muszą za niecałe siedem lat osiągnąć poziom 3 proc. PKB, natomiast 75 proc. obywateli Unii w wieku 20–64 lat będzie aktywnych zawodowo. Tyle ambitne plany. Kłopot w tym, że wielu przedsiębiorców zwraca uwagę na trudne do pogodzenia cele. Trzeba bowiem równocześnie stosować się do coraz ostrzejszych regulacji w dziedzinie ekologii czy ochrony konsumenta, a przy tym nie przestawać inwestować w przyszłość i tworzyć nowych miejsc pracy. Czy taka kombinacja jest w ogóle wykonalna? A przede wszystkim, czy pozwoli europejskim firmom wygrać rywalizację z konkurentami z innych części świata, których rządy są zdecydowanie mniej gorliwe w tworzeniu regulacji?

 

O systemie unijnych przepisów będą dyskutować uczestnicy panelu „Gospodarcza architektura Nowej Europy. Jak sprawić, by instytucje, zarządzanie i regulacje sprzyjały rozwojowi” podczas najbliższego Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie, którego partnerem jest PKN Orlen.

Polityka 38.2013 (2925) z dnia 17.09.2013; Rynek; s. 48
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną