Rynek

Wyższe czynsze

Dlaczego mimo deflacji utrzymanie mieszkania jest coraz droższe

Minęły czasy, kiedy w domach komunalnych mieszkało się tanio, a w spółdzielczych drożej, bo do spółdzielców nikt nie dopłaca. Minęły czasy, kiedy w domach komunalnych mieszkało się tanio, a w spółdzielczych drożej, bo do spółdzielców nikt nie dopłaca. EAST NEWS
Do opinii, że pewne i nieuniknione są tylko śmierć i podatki, można dorzucić wzrost opłat za mieszkania. Generalnie ceny w Polsce spadają, od 15 miesięcy mamy deflację, ale utrzymanie mieszkania kosztuje coraz więcej.
Polityka

Ostatnio opłaty rosły w tempie umiarkowanym: w latach 2013–14 łącznie o 2,9 proc., a w obecnym, do końca października, według GUS, o 0,7 proc. Ale tendencja jest stała i wszystko wskazuje, że utrzyma się także w przyszłym roku.

Czeka nas przede wszystkim mała rewolucja śmieciowa: odpady, które nie nadają się do recyklingu, a mogą być wykorzystane jako paliwo, nie powinny być wywożone na składowiska. 1 stycznia wejdzie w życie rozporządzenie ministra gospodarki zakazujące składowania odpadów o kaloryczności powyżej 6 MJ/kg. Powinny trafić do cementowni albo do spalarni. Dla cementowni są od lat alternatywnym paliwem, po odpowiednim rozdrobnieniu i wymieszaniu, ale spalarnie (poza warszawską) dopiero powstają.

– Zakaz składowania kalorycznych odpadów łączy się z uruchomieniem sześciu spalarni o wydajności około miliona ton rocznie. Kosztownych w budowie i w eksploatacji. Można je traktować jako zło konieczne, bo są niezbędne. Według zgodnych opinii specjalistów koszty zagospodarowania odpadów wzrosną, co przełoży się na opłaty ponoszone przez mieszkańców domów – twierdzi Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych. Na razie nie wiadomo, jakie podwyżki wchodzą w grę. Ale w Bydgoszczy, gdzie spalarnia została właśnie uruchomiona, rada miasta podjęła uchwałę o podniesieniu w przyszłym roku opłaty za śmieci segregowane z 10 do 13 zł na osobę miesięcznie, a za zmieszane z 20 do 39 zł.

Spalarnie nie tylko likwidują góry śmieci, ale także wytwarzają z nich energię elektryczną i ciepło. To takie trzy w jednym. Szkopuł w tym, że połowa z nich jest jeszcze w budowie. Na razie, jak w napoleońskiej anegdocie, będzie więc brakowało armat. Chociaż na przygotowanie się do rewolucji śmieciowej było sporo czasu. Do spalania kalorycznych odpadów zobowiązała nas unijna dyrektywa z 2008 r. Wdrożona, jak często u nas bywa, z opóźnieniem. UE dofinansowuje także budowę naszych spalarni.

Unijne dyrektywy (o jakości powietrza, o ograniczeniu emisji niektórych zanieczyszczeń) przymusiły również do modernizacji wiele przedsiębiorstw – tradycyjnych zatruwaczy środowiska. W tym producentów dostarczanego do naszych mieszkań ciepła. Według raportu Urzędu Regulacji Energetyki, obejmującego lata 2002–14, ciepłownie zmniejszyły w tym czasie emisję pyłów groźnych dla układu oddechowego ludzi o 72,5 proc. Z kolei emisję dwutlenku siarki, również silnie drażniącego drogi oddechowe, powodującego kwaśne deszcze i stanowiącego składnik smogu, ograniczono o 54,7 proc. – Jesteśmy na początku drogi. Wymagania dotyczące emisji rosną, konieczne są dalsze inwestycje, a także zwiększenie kogeneracji, technologii, w której oprócz ciepła wytwarza się energię elektryczną. W rezultacie zużywa się mniej paliwa i emituje mniej dwutlenku węgla – mówi Bogusław Regulski, wiceprezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Modernizacja ciepłowni wymaga dużych pieniędzy, tymczasem na unijne dopłaty można liczyć głównie przy inwestowaniu w odnawialne źródła energii, z których pochodzi u nas zaledwie 7,6 proc. ciepła. Dlatego spadek cen węgla nie przełożył się na taryfy ciepłowni. Ceny ciepła ciągle idą w górę (średnio o 3 proc. rocznie). Inna rzecz, że w domowych rachunkach tego nie zauważamy: łagodne zimy sprawiły, że zapotrzebowanie na ciepło wyraźnie spadło.

Za czystą wodę trzeba płacić

Wiele wskazuje na to, że więcej będziemy płacić także za wodę i ścieki. – Duży wpływ na ich ceny mają ogromne inwestycje z ostatnich lat, w tym budowa siedmiuset oczyszczalni i zmodernizowanie ponad tysiąca. Większość została dofinansowana z funduszy unijnych. Komisja Europejska pilnuje, żeby wydatki inwestycyjne zwróciły się podczas eksploatacji, czyli mieszkańcy powinni ponosić pełne koszty usług. Głównie dlatego ceny wody wzrastały w ostatnim dziesięcioleciu przeciętnie o 5,6 proc., a ścieków o 9,5 proc. rocznie – twierdzi Mateusz Bogdanowicz, ekspert Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie.

W Warszawie największe podwyżki wprowadzono w latach 2011 (łącznie o 31 proc.) i 2012 (o 15 proc.). Ale od drugiej połowy 2012 r. ceny się nie zmieniają. Takie same – 11,47 zł za metr sześc. wody i ścieków – będą także do końca czerwca przyszłego roku. Największy wysiłek inwestycyjny miasto ma już za sobą: wszystkie ścieki z sieci kanalizacyjnej są oczyszczane, można pić wodę prosto z kranu.

Ceny wody i ścieków zależą także od łaskawości miejskich i gminnych rajców. Radni zwykle akceptują żądania cenowe firm wodno-kanalizacyjnych, jeśli uważają je za uzasadnione. Zdarza się jednak, że podejmują uchwały o dopłatach do taryfy dla gospodarstw domowych. Zwłaszcza na Śląsku, gdzie ceny są najwyższe. W tym roku takie dopłaty wprowadzono np. w Dąbrowie Górniczej, zmniejszając łączną cenę wody i ścieków płaconą przez mieszkańców o 3,25 zł za metr sześc.

Tańszy gaz

Wyłom w mało pocieszających prognozach stanowią ceny gazu. W sierpniu prezes URE Maciej Bando zatwierdził nowe taryfy i od września płacimy za gaz ziemny o 3,1– 4,5 proc. mniej, zależnie od tego, kto jest dostawcą. Energia elektryczna zdrożała w tym roku nieznacznie. Według oceny prezesa URE miesięczne rachunki za prąd są o 1–2 zł wyższe niż przed rokiem. O ile wzrosną w przyszłym roku, jeszcze nie wiadomo, ale jest szansa, że będziemy płacić przynajmniej bardziej racjonalnie. Federacja Konsumentów zapowiedziała zorganizowanie 28 stycznia odwróconej aukcji dla sprzedawców energii elektrycznej: zwycięży ten, który zaproponuje najniższą cenę. Federacja zadba, żeby umowy z odbiorcami były przejrzyste, bez ukrytych kruczków. Sprzedawcy mogą już zgłaszać oferty. Odbiorcy energii zainteresowani tą akcją mogą się rejestrować (do 27 stycznia) za pośrednictwem formularza na stronie www.energiarazem.org.

Na utrzymanie mieszkania wydajemy co piątą złotówkę (według GUS). Opłaty za media z natury rzeczy nie zależą od formy własności, ale pozostałe koszty – jak najbardziej. Minęły czasy, kiedy w domach komunalnych mieszkało się tanio, a w spółdzielczych drożej, bo do spółdzielców nikt nie dopłaca. Według danych Instytutu Rozwoju Miast za 2013 r. (nowych raportów nie ma i nie będzie) przeciętne opłaty eksploatacyjne za metr kw. mieszkania komunalnego wynosiły średnio 4,22 zł miesięcznie i były dwa razy wyższe niż za metr mieszkania spółdzielczego.

W spółdzielniach w dużych miastach tak tanio na ogół nie jest, ale system naliczania opłat został na tyle skomplikowany, że trudno mówić o średniej. „Stawki opłat eksploatacyjnych ustala się indywidualnie dla każdego budynku. Podstawową stawkę eksploatacyjną obniżono w 2015 r. średnio o 0,10 zł za metr kw., głównie dzięki dochodom z lokali użytkowych” – poinformował nas zarząd warszawskiej Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej Rudna.

To chlubny wyjątek, bo spółdzielnie zawiadamiają głównie o podwyżkach. W przykładowym budynku Rudnej podstawowa stawka za eksploatację i remonty wynosi 2,25 zł na metr kw. Łącznie z podatkiem od nieruchomości, opłatami za windę, prąd na cele ogólne i domofon spółdzielca płaci za 50-metrowe mieszkanie zajmowane przez dwie osoby 152,25 zł (bez mediów). Jeśli mieszkaniec nie jest spółdzielcą, opłaty są wyższe o 133 zł. Spółdzielnie powszechnie faworyzują tych, którzy nie opuścili ich szeregów. Czynsz za mieszkanie komunalne o takim samym standardzie i powierzchni wynosi w Warszawie 406 zł.

Miasta ustalają czynsze na miarę potrzeb: domy komunalne są zaniedbane, wymagają gruntownych remontów. W Poznaniu maksymalna stawka może sięgnąć 9,70 zł za m kw., w Warszawie 8,12 zł. Szkopuł w tym, że podwyżki, zamiast zasilać miejską kasę, powiększają armię niepłacących. – Przy końcu 2014 r. długi za mieszkania komunalne sięgnęły 421 mln zł, nie licząc odsetek – informuje Beata Wrońska, dyrektor Stołecznego Biura Polityki Mieszkaniowej.

W tym roku czynsze nie wzrosły: waloryzowane są wskaźnikiem inflacji, a ceny spadają. Wydaje się jednak, że ustawianie poprzeczki coraz wyżej w ogóle nie ma sensu. Zamożniejsi ludzie mieszkania wykupili i płacą teraz stawki uchwalane przez wspólnoty, niższe niż czynsze komunalne (według danych IRM średnia zaliczka łącznie ze stawką remontową wynosiła 3,81 zł na m kw.). W gminnych lokalach zostali biedniejsi, których na rosnące czynsze nie stać. Władze Krakowa doszły do tego wniosku już kilka lat temu i zamiast podwyżek wprowadzają coraz więcej ulg dla biednych lokatorów (maksymalna stawka – niezmiennie 7,87 zł za m kw.).

Idealna sytuacja to w ogóle nie płacić czynszu i od pewnego czasu taką możliwością kusi wielu deweloperów. Zapowiadają, że w budynku nie będzie żadnych opłat za zarządzanie i utrzymanie części wspólnych, za windę, za remonty. Pomysł polega na tym, że wspólnych części i windy po prostu nie ma. – Przykładem może być osiedle Kamyk Zielony w Białołęce, w którym każde mieszkanie ma oddzielne wejście. Budynki są dwulokalowe. Te, które znajdują się na piętrze, mają własną klatkę schodową. Wspólne są tylko dach i elewacja – twierdzi Dorota Piwowarczyk z firmy deweloperskiej Dolcan. Według dewelopera system bezczynszowy przynosi oszczędności rzędu 500 zł miesięcznie. Oczywiście dopóki dach i elewacja nie wymagają remontów. Z czasem przeciekający dach wymusi zrzutkę i tanio już nie będzie.

Nazwa systemu wprowadza w błąd, bo czynsze płacą tylko lokatorzy. Właściciel ponosi koszty utrzymania mieszkania i przypisanej do niego części nieruchomości wspólnej. Mniejsza jednak o nazwę: najważniejsze, że przynajmniej na początku mieszka się tanio.

Obniżka czynszów?

Czynsze rynkowe płaci w Polsce zaledwie 4,2 proc. ludności (według danych Eurostatu 2013 r.). Wiele osób, które kupiły mieszkania na wynajem, może się bardzo rozczarować, bo przy dzisiejszych czynszach i zarobkach nie znajdą na nie chętnych. W Europie szczególnie dużo wynajmujących jest w krajach, w których się najwięcej zarabia – na wysokie czynsze ich stać. My z naszymi wynagrodzeniami wleczemy się w ogonie Europy i stać nas na niewiele. Dlatego można się spodziewać, że w przyszłym roku stawki rynkowych czynszów pójdą w dół. Będzie to zapewne jedyny wyłom w rosnących wydatkach na mieszkanie.

Polityka 50.2015 (3039) z dnia 08.12.2015; Rynek; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Wyższe czynsze"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną