Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Rynek

Koniec małego ruchu granicznego z Obwodem Kaliningradzkim. Kto na tym ucierpi?

Tomasz Rytych / Reporter
Według PiS to w Kaliningradzie czai się teraz ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski. Rachunek zapłacą mieszkańcy Warmii i Mazur, którzy stracili w ten sposób rosyjskich klientów.

Mały ruch graniczny z Obwodem Kaliningradzkim nie został wznowiony, chociaż szczyt NATO już dawno za nami, a Światowe Dni Młodzieży też dobiegły końca. Podobno bliżej niesprecyzowane względy bezpieczeństwa powodują, że Rosjanie nie mogą już do nas przyjeżdżać bez wiz (a my do nich – w ramach odwetu).

Mogą natomiast Ukraińcy, bo mały ruch graniczny z tym krajem znowu funkcjonuje. Co ciekawe, do początku lipca Obwód Kaliningradzki takiego wielkiego zagrożenia dla Polski chyba nie stwarzał, skoro podróże bez wiz dla mieszkańców pasa przygranicznego były dozwolone.

Wiadomo, że nasze stosunki z Rosją są złe albo bardzo złe. Ostatni szczyt NATO nic pod tym względem nie zmienił, bo wiadomo, że my Rosji się boimy, więc stawiamy na zbrojenia i obecność wojsk amerykańskich na naszym terytorium, a Rosja traktuje to jako prowokację, zatem odpowiada własnym zbrojeniami – także w Obwodzie Kaliningradzkim. Nie od dziś.

Historia wzajemnej wrogości jest długa, a ostatnie lata jeszcze ją „wzbogaciły”. Polska była jednym z głównych orędowników wprowadzenia unijnych sankcji po okupacji Krymu i wspieraniu przez Rosję rebelii na wschodzie Ukrainy. Rosja odpowiedziała embargiem, które dotknęło zwłaszcza polskich eksporterów jabłek. Do tego dochodziły różne spory tematyczne, jak choćby konflikt o prawo wjazdu polskich ciężarówek do Rosji. A jednak dotąd, mimo tych wszystkich konfliktów i oskarżeń, udawało się ochronić mały ruch graniczny, na którym korzystali przede wszystkim zwykli ludzie i lokalne firmy.

Rosjanie, przyjeżdżając na zakupy, mieli dostęp do produktów i usług lepszych niż u siebie, a jednocześnie swoimi pieniędzmi pomagali jednemu z najuboższych regionów w Polsce, dotkniętemu wciąż plagą bezrobocia. Teraz Polacy liczą straty i nie wiedzą, kiedy i czy w ogóle mały ruch graniczny zostanie wznowiony. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie chce powiedzieć niczego konkretnego.

Skoro polski rząd zdecydował się na taki krok, powinien pomyśleć o rekompensatach dla województwa warmińsko-mazurskiego. A zwłaszcza dla tych firm, które z myślą o klientach z Rosji rozwijały swoją działalność, inwestowały w nowe maszyny czy zwiększały zatrudnienie. Tyle się dziś mówi o Planie Odpowiedzialnego Rozwoju, zachwalanym przez wicepremiera Morawieckiego. A przecież podstawą jakiegokolwiek „odpowiedzialnego rozwoju” są trwałe podstawy, w oparciu o które podejmuje się biznesowe decyzje.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną