Rynek

Świadomy turysta

Na czym polega odpowiedzialne podróżowanie

Wioletta Drozdowska-Malicka Wioletta Drozdowska-Malicka materiały prasowe
Rozmowa z Wiolettą Drozdowską-Malicką, country managerem Biura Podróży Albatros w Polsce, o tym, jak podróżować odpowiedzialnie i na co zwracać uwagę, rezerwując wycieczki objazdowe.
„Pozostawiamy turystom więcej czasu na kontemplację, nie dopychamy programu pseudoatrakcjami, rezerwujemy trochę czasu wolnego, gdy klient może wybrać, co chce robić”. „Pozostawiamy turystom więcej czasu na kontemplację, nie dopychamy programu pseudoatrakcjami, rezerwujemy trochę czasu wolnego, gdy klient może wybrać, co chce robić”.

Kiedyś turyści byli wszędzie witani z otwartymi ramionami, ale teraz coraz częściej patrzy się na nich krytycznie. Czy da się jeszcze podróżować z czystym sumieniem? Biuro podróży Albatros przekonuje, że odpowiedzialna turystyka jest możliwa.
Rzeczywiście, podnosimy ten temat w rozmowach z naszymi klientami. Wiemy, że nie jadą za granicę tylko ze względu na piękne plaże, że chcą poznawać inne kultury i narody. Odwiedzając różne miejsca, powinniśmy szanować miejscową ludność, ich kulturę i zwyczaje, pamiętając, że jesteśmy tu tylko gośćmi. W ten sposób turystyka może być świadoma, odpowiedzialna. Co więcej, staramy się także pomagać lokalnym społecznościom, zwłaszcza że wiele naszych wyjazdów odbywa się do miejsc, gdzie ludzie żyją w dużo gorszych warunkach niż w Polsce.

Prowadzicie akcje charytatywne?
Tak, na przykład w Indiach pomagamy domowi dziecka niedaleko Delhi, w południowej Afryce wspieramy lokalną szkołę i drużynę piłkarską, a na Borneo wybudowaliśmy tradycyjne domy dla miejscowego plemienia. Staramy się też chronić zwierzęta. W południowej Afryce finansujemy dodatkowych strażników, którzy chronią siedliska białych nosorożców przed kłusownikami.

Biuro podróży promujące odpowiedzialną turystykę. Kto wpadł na taki pomysł?
Nasz założyciel, duński biolog Søren Rasmussen, który stworzył Albatrosa ponad 30 lat temu. Zakochał się w Afryce i chciał tam jak najczęściej wracać. Stąd właśnie pomysł stworzenia biura podróży, które narzuci sobie wysokie wymagania, odnośnie do respektowania lokalnych społeczności i dbania o środowisko. To takie bardzo skandynawskie podejście. Søren kupił trochę ziemi w południowej Afryce i założył tam tzw. kampy oraz lodge, z których korzystają nasi goście podczas safari. To jedna z naszych najstarszych atrakcji, swoisty znak rozpoznawczy Albatrosa. Takie wyjazdy szczególnie polecamy klientom, którzy chcą odkryć świat dzikich zwierząt.

Ale czy safari może być odpowiedzialne?
Tak. W kwestii ochrony zwierząt nasze biuro podróży ma bardzo restrykcyjną politykę. Nigdy nie organizujemy wycieczek do miejsc, w których zwierzęta są trzymane w niewoli, zmuszane do nienaturalnych zachowań lub służą tylko ludzkiej rozrywce. Dlatego my nie odwiedzamy sierocińca słoni na Sri Lance czy rezerwatu szympansów w RPA, chociaż wiele biur ma to w swoich programach. Nie ma też w naszej ofercie przejażdżek na słoniach w Indiach czy Tajlandii. W przypadku safari w południowej Afryce szukamy zwierząt na terenie ogromnych parków narodowych, tropimy je, a nie naganiamy turystom. Staramy się zachowywać tak, żeby nie przeszkadzać zwierzętom, tylko podglądać je w ich naturalnym środowisku. Oczywiście nie ma mowy o żadnych polowaniach.

Biuro podróży Albatros w Skandynawii to uznana marka, ale na polskim rynku działa dopiero rok. Czym jeszcze wyróżniają się państwo poza promowaniem zasad odpowiedzialnej turystyki?
Na przykład przejrzystością. Nasza cena zawiera zawsze wszystkie koszty, także bilety wstępów do zwiedzanych obiektów, podczas gdy większość biur podróży nie wlicza do podstawowej ceny biletów wstępu. My podajemy zawsze rzeczywistą, ostateczną cenę. Nie zawiera ona tylko osobistych wydatków naszych gości na miejscu. To zresztą też forma odpowiedzialnej turystyki: poważnie traktować klienta. Poza tym mamy mniejsze grupy, liczące najczęściej od 20 do 30 osób. W ten sposób zwiedza się dużo wygodniej i spokojniej.

A kiedy najlepiej rezerwować? Tańsze są oferty first minute czy last minute?
Takich różnic u nas nie ma. Cena jest stała, bez względu na to, kiedy klient rezerwuje wycieczkę. Wszyscy klienci otrzymują taki sam wysokiej jakości produkt. Uważamy więc, że każdy powinien zapłacić tyle samo za wyjazd. To jest postawa fair wobec wszystkich uczestników.

Czy w polskiej ofercie wyjazdy wyglądają tak samo jak w duńskiej albo szwedzkiej?
Generalnie tak, choć oczywiście następują drobne modyfikacje. Staramy się na przykład znajdować polskie akcenty i dodawać je do programów wycieczek, jednak podstawa jest ta sama.

A czym taka skandynawska turystyka różni się od tej, z którą stykamy się w biurach podróży działających głównie na polskim rynku?
Przede wszystkim nie chcemy turysty zamęczyć, tylko sprawić, żeby wrażenia zapadły mu głęboko w pamięć. Nie oferujemy wyjazdów typu „Azja w tydzień”, nie zakładamy, że klient do danego regionu świata już nigdy nie wróci. Jadąc na przykład do Indii czy Stanów Zjednoczonych, koncentrujemy się na konkretnym regionie. Z doświadczenia wiemy, że klienci wracają bardzo zadowoleni i nabierają ochoty na kolejny wyjazd już do innego regionu.

A jak nie zamęczyć uczestników takich długich i forsownych wyjazdów?
Pozostawiamy więcej czasu na kontemplację, nie dopychamy programu pseudoatrakcjami, rezerwujemy trochę czasu wolnego, gdy klient może wybrać, co chce robić. Chcemy zanurzyć się w lokalnej kulturze – odwiedzić targ czy pójść napić się kawy. Nie ma u nas pobudek o szóstej rano, do hotelu staramy się wracać około piątej czy szóstej po południu, tak aby każdy mógł przetrawić, przeanalizować to, czego doświadczył danego dnia, czy wyjść na wieczorny spacer. A do tego wybieramy hotele trzy- lub czterogwiazdkowe, korzystnie położone, aby nie tracić czasu na dojazdy do atrakcji.

Brzmi wspaniale, ale czy taka skandynawska jakość nie oznacza też skandynawskich, czyli wysokich cen?
To mit, z którym musimy oczywiście jako duńskie biuro trochę walczyć. Wcale nie jesteśmy drożsi od konkurencyjnych biur podróży, jeśli porówna się rzeczywistą cenę, uwzględniającą wszystkie koszty, o czym już wspominałam. Często nawet okazujemy się nieco tańsi. Zachęcamy wszystkich zainteresowanych ciekawymi wyjazdami, aby sprawdzili naszą ofertę na stronie www.albatros.pl albo osobiście w warszawskim biurze przy ul. Marszałkowskiej 74 i sami się przekonali.

Czy polski klient różni się bardzo od skandynawskiego?
Według moich doświadczeń wcale nie. Być może jako Polacy mamy nieco większe wymagania wobec standardu hoteli niż wychowani w duchu protestanckiej skromności Duńczycy, Szwedzi czy Norwegowie. Ale to szczegóły. Jeśli chodzi o nasze zainteresowania, w niczym nie odstajemy od mieszkańców Europy Zachodniej. Przychodzi do nas bardzo wielu klientów niezwykle świadomych tego, co chcą przeżyć i zobaczyć. Niedawno wprowadziliśmy na przykład do oferty wyjazd pod hasłem „Opera w Weronie”. To program bardzo popularny w Skandynawii, ale z powodu dość wysokiej ceny mieliśmy wątpliwości, jak zareagują na niego Polacy. Tymczasem zainteresowanie jest ogromne, pierwsze wycieczki sprzedały się błyskawicznie. Podobnie ciepło klienci przyjęli wyjazdy do Toskanii, które nazwaliśmy „akademią stylu życia”, bo nie koncentrujemy się w nich tylko na zabytkach i muzeach. Jest czas, aby nauczyć się podstaw języka włoskiego czy wziąć udział w warsztatach kulinarnych.

Biuro podróży Albatros znane jest nie tylko ze standardowych wycieczek, ale też z maratonów.
To prawda, organizujemy aż pięć takich maratonów co roku, w bardzo różnych częściach świata. Najbardziej znany to maraton po Wielkim Murze Chińskim. Inne odbywają się w jednym z rezerwatów w południowej Afryce, na pustyni w Jordanii koło Petry, w kompleksie świątynnym Bagan w Birmie oraz na Grenlandii. Naszym klientom oferujemy specjalne pakiety, w ramach których oprócz samego startu w maratonie jest również kilka dni zwiedzania.

A czy za pośrednictwem państwa biura można też udać się w rejs?
Tak, ale nie tylko standardowym wycieczkowcem na Karaiby. Mamy również ofertę dla miłośników innego typu rejsów. Dysponujemy flotą sześciu specjalnych statków ekspedycyjnych (jeden z nich powstał zresztą w Stoczni Gdańskiej), na pokładzie których organizujemy specjalne rejsy na Grenlandię oraz Antarktydę. Zabierają one około 200 osób, więc można liczyć na kameralną atmosferę. Od niedawna wycieczki na Antarktydę są też w ofercie polskiego oddziału Albatrosa. To prawdziwa podróż życia. Mamy na każdym statku ornitologów i zoologów, podglądamy zwierzęta, jest też kilka zejść na ląd. Wyjazdy organizujemy, gdy w Polsce jest późna jesień albo zima, a na Antarktydzie trwa krótkie lato.

Koszty chyba szalone?
Oczywiście taka wycieczka wiąże się z dużym wydatkiem (28 200 zł za osobę). Jednak to i tak najtańsza tego typu oferta na polskim rynku. Kierujemy ją przede wszystkim do bardzo doświadczonych podróżników, którzy zwiedzili praktycznie cały świat i pozostał im do odwiedzenia ten ostatni, siódmy kontynent.

W państwa katalogu przy każdej propozycji wycieczki podana jest też ocena. Kto ją wystawia?
Sami klienci. To średnia w skali 1–5 z ankiet, jakie wypełniają uczestnicy każdego wyjazdu po jego zakończeniu. I to dla nas największa satysfakcja, bo wszystkie proponowane wycieczki w katalogu biura podróży Albatros mają średnią ocen powyżej czterech. To znaczy, że taki model odpowiedzialnej turystyki, jaki oferujemy, może zapewnić niezapomniane przeżycia i wart jest swojej ceny.

ROZMAWIAŁ PIOTR CYMERMAN

Polityka 33.2018 (3173) z dnia 13.08.2018; Podróże; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Świadomy turysta"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama