Rynek

Energia z przepalanej kasy. Rząd PiS w desperacji przekonuje związkowców do NABE

Według ostatniego pomysłu rządu PiS aktywa węglowe mają trafić do NABE, czyli Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego. Według ostatniego pomysłu rządu PiS aktywa węglowe mają trafić do NABE, czyli Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego. Mateusz Włodarczyk / Forum
A raczej: przekupuje. Z projektu umowy społecznej negocjowanej przez związkowców energetyki z przedstawicielami rządu i spółek energetycznych wynika, że rząd gotów jest obiecać wszystko. Ci, którzy przejdą z PGE, Taurona i Enei do NABE, mają dostać gwarancje zatrudnienia, wzrostu wynagrodzeń, nagród, plus ekstra 10 tys. zł.

Polska energetyka jest dziś właściwie państwowym monopolem, ale ma być państwowa bardziej. W tym celu państwo przejmie od swoich spółek tzw. aktywa węglowe, czyli wszystkie elektrownie na węgiel kamienny i brunatny oraz kopalnie węgla brunatnego. Trafią one do NABE, czyli Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, a więc czegoś, co w założeniu ma być państwowym przedsiębiorstwem użyteczności publicznej. Będzie utrzymywane z naszych podatków i – jak marzą autorzy tego projektu – z pieniędzy UE. Wszystko to dlatego, że energetyka węglowa nie ma przyszłości i już dziś przynosi straty, obciążając budżety spółek energetycznych, a szczególnie Grupy PGE. Węgiel i prawa do emisji CO2 kosztują coraz więcej, czyniąc taką energię drogą i niekonkurencyjną. Problem jest tylko taki, że 70 proc. energii pochodzi w Polsce z węgla i tak z dnia na dzień zrezygnować z tych elektrowni nie sposób. Dlatego wymyślono NABE. To pomysł, który nie spodobał się energetykom, gdyż NABE okrzyknięto „hospicjum dla umierających elektrowni węglowych”. Bo do 2050 r. Polska ma rozstać się z energią węglową, więc perspektywy dla tej branży nie są różowe.

Czytaj także: Kronika zapowiedzianego kryzysu (energetycznego)

NABE, czyli wygrana na loterii?

Dlatego Ministerstwo Aktywów Państwowych ma dziś gorącą linię ze związkowcami energetyki, których rząd boi się bardziej niż górników. Jak ich przekonać do NABE, które ma stać się teraz pracodawcą dla dużej części zatrudnionych dziś w energetyce? Metoda jest prosta i znana od lat: trzeba pracowników przekupić. Zostało to już przetestowane ze śląskimi górnikami, a teraz nadeszła pora na energetyków i górników węgla brunatnego. Właśnie dotarł do naszej redakcji, dzięki uprzejmości działaczy Greenpeace, tekst projektu umowy społecznej negocjowanej przez związkowców energetyki z przedstawicielami rządu i spółek energetycznych. Jego lektura pokazuje stan desperacji rządu PiS, który by ratować skórę, gotów jest obiecać wszystko. I obiecuje tyle, że można odnieść wrażenie, iż ci, którzy przejdą z PGE, Taurona i Enei do NABE, wygrają los na loterii. Dostają gwarancje zatrudnienia, wzrostu wynagrodzeń, nagród. Plus ekstra 10 tys. zł dla każdego z okazji zmiany pracodawcy.

Czytaj także: Polski Bezwład Energetyczny, czyli Zjednoczona Prawica bez energii

NABE obiecuje inwestycje w „czysty węgiel”

Jednak większe wrażenie robią zapisy roztaczające przed energetykami wizje inwestycji NABE w czyste technologie węglowe. Można odnieść wrażenie, że to ciąg dalszy obietnic, jakimi kupiono górników, którym obiecano, że Polska osiągnie neutralność klimatyczną, wykorzystując węgiel w sposób przyjazny dla klimatu. To są oczywiście bajki, ale górnicy chcą w to wierzyć, a teraz mają uwierzyć także energetycy.

„W okresie przejściowym, do czasu i w celu osiągnięcia przez Polskę neutralności klimatycznej, przygotowane i wykonane zostaną poniżej wymienione inwestycje w skali przemysłowej. Ich realizacja nastąpi zgodnie z wymienioną kolejnością ze względu na zakres inwestycji i znaczenie dla osiągnięcia celów transformacji energetycznej:

  1. a) budowa instalacji do zgazowywania węgla w technologii IGCC z członem do wychwytu dwutlenku węgla,
    b) budowa infrastruktury do transportu wychwyconego dwutlenku węgla,
    c) budowa, dostosowanie magazynów do składowania wychwyconego dwutlenku węgla w górotworze,
    d) budowa instalacji do zgazowywania węgla do metanolu,
    e) budowa instalacji do wytwarzania (wychwytywania) wodoru z gazu koksowniczego,
    f) budowa instalacji do zgazowywania węgla do syntezowego gazu ziemnego (SNG) z członem do wychwytu dwutlenku,
    g) zagospodarowanie metanu z powietrza wentylacyjnego z kopalni węgla kamiennego,
    h) budowa zakładów wytwarzających energię elektryczną i/lub cieplną z niektórych lub wszystkich paliw o których mowa w lit. a, d, e, f i g,
    i) budowa sieci przesyłu do elektrowni zawodowych paliw, o których mowa w lit. a, d, e, f i g,
    j) budowa w lokalizacji dotychczasowych elektrowni zawodowych nowych bloków energetycznych zasilanych gazem ( paliwo przejściowe)”.

Czytaj także: Fit for 55. Komisja Europejska chce radykalnej redukcji CO2

Zatłaczanie pieniędzy pod ziemię

Okazuje się więc, że NABE nie będzie respiratorem, który podtrzyma przy życiu energetykę węglową tak długo jak to konieczne, a potem się z nią pożegna, ale będzie dynamicznie inwestowała w nowe, niezwykle kosztowne instalacje, które będą generowały nowe koszty. Bo oczywiste jest, że każda z tych inwestycji – zwłaszcza kosmicznie drogiego zatłaczania dwutlenku węgla pod ziemię – będzie też zatłaczaniem pod ziemię pieniędzy, bez szansy ich odzyskania. I to w sytuacji, gdy dziś brakuje pieniędzy w energetyce na wszystko. Kto więc za to zapłaci? Pomysł autorów jest taki:

„Strony ustalają powołanie specjalnego Funduszu Transformacji Energetyki Polskiej, którego celem będzie skoordynowanie transformacji sektora elektroenergetycznego i branży górnictwa węgla brunatnego.

  1. Strona Rządowa zobowiązuje się do powołania w drodze ustawy Funduszu Transformacji Energetyki Polskiej, którego celem będzie finansowanie inwestycji, o której mowa w niniejszej Umowie Społecznej.
  2. Fundusz finansowany będzie ze środków pochodzących z budżetu państwa oraz budżetu środków europejskich, w tym w szczególności Funduszu Spójności, Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Europejskiego Funduszu Społecznego Plus, Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, II i III filaru Mechanizmu Sprawiedliwej Transformacji, Funduszu Odbudowy UE (NextGenerationEU). Dodatkowo do funduszu przekazane będą środki ze sprzedaży praw do emisji CO2 oraz część środków z akcyzy od energii elektrycznej”.

Okazuje się, że pieniądze można wyczarować. Jeśli jednak autorzy umowy społecznej wierzą, że UE otworzy swoją kasę i da pieniądze na nowe inwestycje węglowe, mogą się srodze rozczarować.

Czytaj także: Jest lato, a węgiel drożeje. Górnikom to jednak nie pomoże

„Zamiast obietnic inwestycji związanych z rozwojem odnawialnych źródeł energii czy podnoszenia efektywności energetycznej mamy plany przepalania miliardów złotych na kolejne nieopłacalne projekty węglowe, które nie mają szans na powodzenie. Do tego mamy zapisy o wielotysięcznych odprawach i corocznych premiach, jednak bez pomysłu na stworzenie nowych miejsc pracy, które będą zgodne z transformacją całej gospodarki w kierunku neutralności klimatycznej. Słowem – łapówka w zamian za poparcie projektu NABE. Wszystko to pojawia się w momencie, w którym rząd szuka pieniędzy na różnego rodzaju wydatki budżetowe” – komentuje Joanna Flisowska, szefowa zespołu klimat i energia w Greenpeace. Trudno się nie zgodzić.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Za murami seminariów. Co chłopaków tam pcha? Jak sobie radzą?

Dziś mamy w Polsce ponad 70 seminariów, gdzie klerycy przez sześć lat są przygotowywani do swego zawodu.

Adam Szostkiewicz
24.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną