Rynek

Benzyna za 6 zł. Co się stało? I czy może być jeszcze drożej?

Stacja paliw Orlenu. Aktualne ceny paliwa, październik 2021 r. Stacja paliw Orlenu. Aktualne ceny paliwa, październik 2021 r. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
6 zł za litr benzyny, litr autogazu – 3 zł? Jeszcze niedawno wydawało się to nieprawdopodobne, a dziś staje się faktem. Tak drogo na stacjach paliw nie było od 2012 r. Módlmy się, by kolejna bariera nie została pokonana i cena nie doszła do 7 zł.

Co się stało? Odpowiedź jest prosta: to, co zawsze, gdy cena paliwa idzie w górę. Po prostu zbieg wielu negatywnych czynników doprowadził do tego, że tankowanie kosztuje tak wiele. Ale konkretnie: co poszło nie tak?

Rynek paliw. System naczyń połączonych

Po pierwsze, brakuje na rynku ropy. Te braki mają wiele przyczyn. Tu awaria platformy, tam awaria rurociągu, na świecie ciągle coś się psuje. A OPEC+ niechętny jest zwiększaniu limitów wydobycia ropy. Cena ponad 80 dol. za baryłkę bardzo kartelowi naftowemu odpowiada, bo producenci ropy mają szansę odkuć się po okresie pandemii, kiedy popyt spadł i trzeba było ograniczać wydobycie. Teraz światowa gospodarka odżyła i próbuje nadrobić stracony czas, więc wszystkiego brakuje: ropy, gazu, węgla, energii elektrycznej. Po prostu sektor produkujący surowce energetyczne nie jest w stanie tak nagle zwiększać podaży, bo tu jest wiele technicznych ograniczeń. Ropociągi nie są z gumy, tankowców jest tyle, ile jest, i szybciej nie popłyną.

Na dodatek cały rynek paliw jest systemem naczyń połączonych – z ropy naftowej robi się nie tylko benzyny i olej napędowy, ale też olej opałowy, a wiele domów w USA jest nim ogrzewanych. Idzie zima, więc popyt rośnie. Energia elektryczna z odnawialnych źródeł energii jest produkowana na taką skalę, na jaką pozwalają warunki pogodowe. Więc kiedy jej zaczyna brakować, trzeba się ratować prądem wytwarzanym z gazu. Zatem gaz drożeje, ceny gazu mają wpływ na ceny produktów ropopochodnych itd.

Czytaj też: Kierowcy, łapcie się za portfel!

Trzeba było nie osłabiać złotego

Na koniec jest jeszcze jeden, podstawowy czynnik, który powoduje, że energia i surowce energetyczne drożeją. To spekulacja na rynkach surowcowych. Po prostu w czasie pandemii rządy i banki centralne większości krajów ratowały własne gospodarki, drukując pieniądze. I teraz te nadwyżki gotówki szukają gdzieś ujścia. Znajdują w funduszach inwestujących w instrumenty pochodne na rynkach surowcowych. Kwitnie handel opcjami i kontraktami terminowymi na wirtualną ropę, gaz, energię elektryczną, a to przenosi się na rynek realnych surowców, powodując wzrost cen. Z tego m.in. powodu producenci zrzeszeni w OPEC bronią się przed zbyt szybkim wzrostem wydobycia. Nie wiedzą, na ile rosnące ceny to spekulacja, a na ile rosnący popyt.

I teraz wracamy na nasze podwórko. Orlen jest tu głównym graczem, to on wyznacza poziom cen. Ropę kupuje, podobnie jak Lotos, z różnych źródeł: z Rosji, Bliskiego Wschodu, Norwegii. Płaci różne ceny, ale zawsze są one zbliżone do światowych. A jeśli są niższe, to na tym korzysta. Na pewno jednak nie korzysta na drogich dolarach, za które kupuje ropę. Polityka NBP prowadząca do osłabiania złotego na wszelkie sposoby, bo to ponoć pomaga eksporterom, ma swe ponure oblicze w postaci wysokich cen paliw i wszystkich surowców energetycznych. A wysokie ceny paliw przekładają się na rosnące ceny pozostałych towarów i usług, bo wszystkie wymagają do powstania paliw i energii. I w efekcie mamy wysoką inflację, o której potem prezes NBP Adam Glapiński mówi, że została wywołana przez niezależne czynniki zagraniczne, na które on rady nie ma. Otóż ma – może tak nie deprecjonować krajowej waluty.

Czytaj też: Stopy procentowe wciąż za niskie. A ceny szaleją

Jarosław Kaczyński na stacji

Kolejnym czynnikiem podnoszącym ceny paliw jest sam Orlen, który ma faktyczny rynkowy monopol. Może więc inkasować rentę monopolistyczną od produkcji: przez hurt, na detalu kończąc. Może na detalu najmniej, bo tu jest pewna konkurencja (choć większość towaru pochodzi z Orlenu). Akurat jednak marże detaliczne są dziś niskie, więc nie pomstujmy na stacyjników. Oni też są w trudnej sytuacji.

Rekordowe ceny paliw pobudzają zwykle polityków do działania. Wszyscy wspominają, jak w 2011 r. Jarosław Kaczyński zorganizował konferencję prasową na stacji benzynowej, domagając się obniżki akcyzy paliwowej. Ten nacisk przyniósł efekt, Tusk akcyzę chwilowo zredukował, ale kierowcy tego nie poczuli, bo pieniądze rozpłynęły się w łańcuchu uczestników rynku paliwowego.

Bywały też inne operacje: premier wzywał prezesów Orlenu i Lotosu, zalecał ulżenie doli kierowców i obniżkę cen. Takie putinady nie dawały nigdy realnego efektu, choć prezesi bili się w piersi i obiecywali, że ceny hurtowe zredukują. Ostatnio Daniel Obajtek obiecywał, że opłatę paliwową Orlen weźmie na siebie. Nie wykluczam, że i tym razem też taka pokazówka się odbędzie. Z efektem takim jak zawsze. Dlatego możemy się pocieszać, że benzyna droga, bo droga, ale jest. Bo w Wielkiej Brytanii mało, że drogo, to jeszcze przed stacjami długie kolejki.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną