Mieszkańcy małych miast i wsi odpowiadają za niemal 30 proc. zaległości wszystkich konsumentów wpisanych do Krajowego Rejestru Długów. Łącznie długi ma 541,8 tys. osób, a przeciętna zaległość wynosi blisko 21,8 tys. zł. Największa część problemu koncentruje się w miejscowościach od 5 do 10 tys. mieszkańców. Ich mieszkańcy mają do oddania 4,93 mld zł.
Ta kwota nie zawsze świadczy o lekkomyślności. Częściej o napiętym budżecie, wąskim rynku pracy i kosztach, których nie widać z perspektywy dużego miasta. Według danych GUS w Polsce w miejscowościach liczących do 20 tys. mieszkańców, a więc także na wsiach, żyje ok. 20 mln osób. To ogromna część kraju, ale z innymi warunkami bytowymi niż w dużych ośrodkach. W mniejszych miastach dochody są niższe, oferta pracy węższa, a koszty dojazdów potrafią pochłonąć znaczną część pensji. Jeśli w takim budżecie zabraknie jednej wypłaty, zepsuje się samochód albo pojawi się nagły wydatek, finansowa równowaga szybko się chwieje.
Gdy pensja musi dojechać do domu
Różnice widać w zarobkach. Przeciętny roczny dochód do dyspozycji na osobę w miastach do 20 tys. mieszkańców wyniósł niespełna 64 tys. zł. W największych aglomeracjach powyżej 500 tys. mieszkańców - 86,2 tys. zł. Oznacza to, że mieszkańcy dużych miast mają do dyspozycji o ponad jedną trzecią więcej pieniędzy. A przecież potrzeby są podobne: kredyt na mieszkanie, czynsz, rachunki, jedzenie, transport, leczenie, szkoła, telefon, Internet, raty za sprzęt elektroniczny albo samochód.
W małych miejscowościach dochodzi jeszcze jeden problem: mniejszy wybór miejsca zatrudnienia. Pracę często dają te same firmy i instytucje: dyskonty, niewielkie sklepy, szkoły, urzędy, przychodnie, mała gastronomia, lokalne zakłady usługowe. Kto chce zarabiać więcej, musi dojeżdżać do większego miasta. Wiąże się to z dodatkowymi kosztami - biletami na autobus czy pociąg albo zakupem paliwa i utrzymaniem samochodu, bez którego trudno funkcjonować.
Dług z męską twarzą
Najwyższą łączną kwotę zaległości mają osoby w wieku 46-55 lat. Muszą oddać 3,8 mld zł, czyli jedną trzecią wszystkich długów mieszkańców małych miejscowości. To także grupa z najwyższym średnim zadłużeniem, przekraczającym 30 tys. zł na osobę. Są to ludzie zwykle w szczycie aktywności zawodowej, ale też z dużą liczbą zobowiązań. Spłacają kredyty, utrzymują domy, pomagają dzieciom, wspierają starszych rodziców. Na ich barkach kumulują się koszty kilku pokoleń.
Wyraźnie widać różnicę między płciami. Mężczyźni stanowią blisko 70 proc. dłużników w małych miejscowościach, ale odpowiadają za aż 80 proc. zaległości. Mają do spłaty 9,3 mld zł. Kobiety — 2,5 mld zł. Przeciętny dług mężczyzny wynosi 25,3 tys. zł, kobiety 14,3 tys. zł.
– W małych miejscowościach często jedna osoba zaciąga kredyt, pożyczkę czy kupuje sprzęt na raty na potrzeby całej rodziny. Gdy domowy budżet się załamuje, to ona ponosi formalne konsekwencje długu – wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Praktyka windykacyjna pokazuje jednak, że mieszkańcy małych miejscowości często inaczej podchodzą do zadłużenia niż osoby z dużych miast. Częściej podejmują rozmowę z negocjatorem, wyjaśniają sytuację, chcą ustalić nowy termin płatności albo rozłożyć zobowiązanie na raty. Dług w małej społeczności to nie tylko sprawa finansowa. Ma też wymiar wizerunkowy. Tam, gdzie ludzie się znają, problemy z płatnościami trudniej ukryć.
Rosną też aspiracje. Mieszkańcy wsi i małych miast chcą żyć wygodniej, podobnie jak w aglomeracjach. Zależy im na sprzęcie z wyższej półki, wygodnym samochodzie, ładniejszym mieszkaniu, dodatkowych zajęcia dla dzieci, wakacjach, dostępie do usług i codziennego komfortu. Same aspiracje są naturalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy dochody nie nadążają za potrzebami. Wtedy pojawiają się kredyty gotówkowe, zakupy ratalne, odroczone płatności i szybkie decyzje finansowe, które początkowo rozwiązują problem, ale z czasem mogą stworzyć kolejny - zadłużenie.
Jest też dobra wiadomość. W ciągu roku zaległości konsumentów z miejscowości do 20 tys. mieszkańców spadły o 814,3 mln zł — z 12,61 mld zł do 11,79 mld zł. Liczba dłużników zmniejszyła się o 36,7 tys., z 578,5 tys. do 541,8 tys. Przeciętne zadłużenie jednej osoby pozostało jednak niemal bez zmian i wynosi blisko 21,8 tys. zł. To oznacza, że część osób zniknęła z rejestru dłużników, ale ci, którzy nadal w nim figurują, wciąż mają poważne obciążenia.
Zatory płatnicze po sąsiedzku
Długi mają nie tylko mieszkańcy, lecz także lokalne firmy. Przedsiębiorstwa z miejscowości do 20 tys. mieszkańców zalegają z płatnościami na 2,53 mld zł. To ponad jedna piąta całego firmowego zadłużenia widocznego w KRD. Problem dotyczy blisko 60 tys. podmiotów, które mają łącznie 328,8 tys. niespłaconych zobowiązań.
Najwięcej zaległości przypada na handel, transport i gospodarkę magazynową, budownictwo oraz przetwórstwo przemysłowe. Sam handel ma 547,4 mln zł długu, transport 455,1 mln zł, budownictwo 413,8 mln zł, a przetwórstwo przemysłowe 375,5 mln zł. Razem te cztery branże odpowiadają za 71 proc. zadłużenia firm z małych miast i wsi. Są one bowiem mocno zależne od branż najbardziej wrażliwych na opóźnienia w płatnościach. Lokalne sklepy prowadzą nierówną konkurencję z dyskontami. Przewoźnik zależy od zleceń, kosztów paliwa, napraw i terminowych przelewów od kontrahentów. Budowlaniec pracuje sezonowo, kupuje materiały z wyprzedzeniem i często czeka na zapłatę po zakończeniu robót. Mały producent działa na wąskim rynku, gdzie strata jednego odbiorcy może zachwiać całym biznesem.
– Małym sklepom osiedlowym i lokalnym trudno konkurować cenowo z dużymi dyskontami. Brakuje im siły przetargowej wobec dostawców, a rozproszone dostawy do wsi i miasteczek dodatkowo podnoszą koszty – wyjaśnia Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.
Za dużą częścią tych liczb stoją jednoosobowe działalności gospodarcze. Siedmiu na dziesięciu firmowych dłużników z małych miejscowości to właśnie JDG. Ich łączne zaległości wynoszą 1,61 mld zł. Właściciel takiej firmy rzadko ma finansową poduszkę, dział księgowości i szeroką bazę klientów. Często sam prowadzi sprzedaż, wystawia faktury, pilnuje dostaw, rozmawia z klientami i płaci rachunki. Gdy kontrahent spóźnia się z przelewem, problem natychmiast przenosi się z firmy na życie prywatne.
– W mikrofirmach wszystko dzieje się bliżej bieżącej gotówki. Opóźniona płatność nie zostaje w Excelu, tylko szybko przechodzi na codzienne decyzje: czy zapłacić ZUS, zatankować samochód, kupić materiał czy wstrzymać kolejne zlecenie – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG i serwisu Fakturatka.pl.
Mazowsze i Wielkopolska: punkty na mapie zaległości
Na mapie firmowego zadłużenia najwyższe kwoty notują województwa mazowieckie - 351,6 mln zł, wielkopolskie - 335,7 mln zł i śląskie - 240 mln zł. Nie ma tu zaskoczenia, bo to regiony z dużą liczbą aktywnych przedsiębiorstw.
W przypadku konsumentów największe łączne zaległości mieszkańców małych miejscowości widać w województwie mazowieckim — 1,5 mld zł, wielkopolskim — 1,1 mld zł i dolnośląskim — 1,1 mld zł. Ale najwyższe przeciętne zadłużenie na osobę jest gdzie indziej: w Lubelskiem wynosi 24,8 tys. zł, w Warmińsko-Mazurskiem 23,6 tys. zł, a w Pomorskiem 23,3 tys. zł. To ważne rozróżnienie. Łączna kwota długu pokazuje skalę zjawiska w regionie, ale średnia zaległość mówi więcej o ciężarze przypadającym na jednego dłużnika.
Materiał przygotowany przez Krajowy Rejestr Długów.