W tabloidach o psychologii

Efekt Zajonca... tylko który?
Rzadko kiedy tabloidy – goniące za nowinkami z życia sław – skłaniają kogokolwiek do refleksji psychologicznej. Tym razem jednak to właśnie na łamach "Faktu", "Super Expressu", "Plotka" i "Pudelka" debatowano na temat psychologicznych teorii wyjaśniających rzeczywistość. A wszystko za sprawą niedawnego telewizyjnego występu Katarzyny Cichopek w programie „Tomasz Lis na Żywo”.

Aktorka próbowała wyjaśnić zachowania matki 6-miesięcznej Magdy z Sosnowca, wypowiadając się o sprawie, którą żyła cała Polska. Cichopek, mająca za sobą studia psychologiczne, odwołała się do znanych jej zapewne z zajęć koncepcji Roberta Zajonca na temat prymatu emocji nad procesami poznawczymi. Profesor Zajonc twierdził, że reakcje afektywne są znacznie szybsze i bardziej podstawowe od myślenia, spostrzeżeń czy racjonalnej analizy danych. Choć podejście to zgodne jest z intuicją, przez lata było odrzucane przez psychologów. Cichopek mówiąc o „efekcie Zajonca” (a nie „zająca”, jak pisały o tym tabloidy) starała się wyjaśnić, czemu matka przeżywająca ekstremalne emocje na widok śmierci dziecka zdecydowała się na ucieczkę i ukrycie zwłok córki, a zatem – zdawałoby się – bardzo nieracjonalne zachowanie.

Tabloidy i serwisy plotkarskie rozbawione „efektem zająca” zaczęły drwić z celebrytki, a zapytany przez „Fakt” prof. Janusz Czapiński przytoczył inne odkrycie Roberta Zajonca – tzw. efekt czystej ekspozycji (czyli bardziej pozytywny stosunek do przedmiotów, które częściej widzieliśmy). Czy dowodzi to dyletanctwa młodej aktorki i psycholożki? Niekoniecznie. Robert Zajonc był bowiem autorem wielu koncepcji psychologicznych i odkrywcą wielu zdumiewających prawidłowości, które odbiły się szerokim echem nie tylko w pismach naukowych, lecz również w prasie popularnej. Przypomnijmy kilka z nich.

W latach 70. Zajonc odkrył, że w rodzinach wielodzietnych dzieci później urodzone mają niższy iloraz inteligencji niż dzieci najstarsze. Przyczyna tego jest dość prosta – najstarsze dzieci obcują wyłącznie z dorosłymi, a później uczą swoje młodsze rodzeństwo. Sprzyja to rozwojowi inteligencji. W innych badaniach Zajonc pokazał, jak obecność innych ludzi wpływa na jakość wykonywanych przez nas zadań. Okazało się, że, gdy inni ludzie na nas patrzą, osiągamy lepsze wyniki w tych dziedzinach, w których jesteśmy sprawni, natomiast gorzej sobie radzimy z zadaniami, z którymi i bez świadków radzimy sobie słabo. W latach 80. kolejny „efekt Zajonca” wstrząsnął działami naukowymi gazet. Profesor wykazał, że w 25 lat po ślubie małżonkowie zaczynają wyglądać do siebie znacznie bardziej podobnie aniżeli w momencie ślubu. I nie chodzi tu o ubiór czy fryzurę, lecz – zdawałoby się niezmienne – cechy czysto fizyczne. Do dziś nie jest oczywista przyczyna tego zjawiska – choć najprawdopodobniej chodzi tu o naśladowanie mimiki partnera, co po latach czyni wygląd twarzy małżonków nieco zbliżonym.

Najbardziej znane w Polsce „efekty Zajonca” dotyczą jednak automatycznego charakteru ludzkich emocji. W latach 80. Robert Zajonc, wspólnie ze swoją doktorantką zauważyli, że badani, którzy bardzo krótko patrzyli na zdjęcia smutnych twarzy, negatywnie oceniali zupełnie neutralne obrazy.  Co ważne, smutną twarz pokazywano badanym podprogowo – a zatem tak krótko, że nie byli w stanie świadomie zauważyć, co im pokazano. Z uśmiechniętymi twarzami było odwrotnie. Zatem emocje, nawet wtedy, gdy są nieświadome, znacząco oddziałują na nasze późniejsze chłodne, zdawałoby się, oceny rzeczywistości. W ten sposób Zajonc potwierdził swoją głoszoną od lat 70. tezę, że uczucia czy preferencje nie muszą koniecznie bazować na racjonalnym osądzie – czasem są one wynikiem nieświadomych emocji. I to o tym „efekcie Zajonca” starała się mówić Katarzyna Cichopek w programie telewizyjnym.

Robert Zajonc spędził niemal całe dorosłe życie w Stanach Zjednoczonych, pracując na uniwersytecie stanu Michigan w Ann Arbor. Urodził się jednak w Polsce, w Łodzi. Jego związki w Polską były niezwykle silne – współpracował z wieloma polskimi psychologami, ułatwiał kontakty polskich badaczy z Zachodem, w 1989 r. został doktorem honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego. Dziś jego imię nosi Instytut Studiów Społecznych na UW. Można się cieszyć, że po pięciu latach od jego śmierci postać i koncepcje Zajonca pojawiają się nie tylko w kontekście debat akademickich – lecz również w mediach bardzo dalekich od powagi uczelnianych murów.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj