Autor „Amoku” walczy z systemem

Linijka obrony
Zbrodnia, jaką Krystian Bala opisał w książce „Amok”, naprowadziła śledczych na trop prawdziwego morderstwa. Wyrok na autora – 25 lat – zapadł 5 lat temu. Bala walczy. Twierdzi, że jego historia jest jak z Franza Kafki.
Spacerniak wrocławskiego więzienia nr 1.
Krystian Bala/Polityka

Spacerniak wrocławskiego więzienia nr 1.

W więzieniu Bala praktykuje medytację, uważa, że wolność ma się w sobie.
Krystian Bala/Polityka

W więzieniu Bala praktykuje medytację, uważa, że wolność ma się w sobie.

Krystian Bala konstruuje w więzieniu modele latarni morskich i wiatraków.
Krystian Bala/Polityka

Krystian Bala konstruuje w więzieniu modele latarni morskich i wiatraków.

Karę odbywa we wrocławskim więzieniu nr 1. W tym mieście w 2007 r. Sąd Okręgowy wydał wyrok. Dwa lata później Sąd Apelacyjny utrzymał go w mocy. W 2010 r. Sąd Najwyższy oddalił kasację. Teraz Krystian Bala czeka na oczyszczenie z zarzutów, które – jak wierzy – ma nadejść z Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Siedzi za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem domniemanego kochanka swej żony.

Precedensowy proces zainteresował nie tylko polskie media. Reportaż Davida Granna, amerykańskiego dziennikarza i pisarza, ukazał się w „New Yorkerze”. Roman Polański zastanawiał się nad nakręceniem filmu; scenariusz napisał Jeremy Brock, autor m.in. „Ostatniego króla Szkocji”.

Fabuła sznura

Policjant Jacek Wróblewski poznał „Amok” na pamięć. Linijka po linijce analizował i porównywał życie z fikcją literacką. On i jego ludzie w wytworze wybujałej, podszytej erotyzmem wyobraźni autora, w niekonwencjonalnych skojarzeniach rozszyfrowali zagadkę prawdziwego mordu.

(„Czy jeśli piszę o brunetce z uszami o smaku wołowiny, to znaczy, że jestem kanibalem?” – bronił się potem oskarżony).

Ofiarą prawdziwej okrutnej zbrodni był D.J., właściciel agencji reklamowej. Śledczy ustalili, że parę dni po zaginięciu mężczyzny w 2000 r. jego telefon komórkowy trafił na aukcję internetową. Sprzedawca zalogował się jako Chris B. Tak właśnie nazywa się postać fikcyjna – bohater literacki „Amoku”. W powieści opisuje on zabójstwo swojej kochanki. „Wyciągnąłem spod łóżka nóż i sznur, jak wyciąga się obrazkową historyjkę dla dzieci, by uśpić je bredniami o tym, co za lasami i za górami. Zacząłem rozwijać fabułę sznura i dla uczynienia jej bardziej interesującą wiązałem pętlę”.

Czy fikcyjny Chris, który podczas aktu seksualnego zabija kochankę, to alter ego autora „Amoku”? Krystian Bala twierdzi, że jest niewinny i że nigdy nie przyznał się do winy. Z akt sprawy wynika co innego. „Nikt mi nie pomagał przy zabójstwie, zrobiłem to sam” – wyjaśniał na samym początku zeznań w 2006 r. Potem poczuł się źle, poprosił o wodę. Odmówił składania wyjaśnień, był nerwowy, osuwał się na krześle. „Nic nie widzę, nie słyszę, nie mogę odpowiadać na pytania, nie mogę odczytać, ani podpisać protokołu” – wyjaśniał.

„Nie wierzyłam w te historie, które opowiadałeś, ale opowiadałeś świetnie (...). W którą nie uwierzyłaś w ogóle? (...) Może w tę, jak zaszlachtowałem człowieka, który zachował się nieodpowiednio wobec mnie 10 lat temu?”. („Amok”)

Teraz informacje o Bali znajdują się w więziennych aktach osobopoznawczych; sygnatura P–1/p. P znaczy – pierwszy raz karany, 1 – zakład zamknięty, p – program oddziaływania. W teczce jest odpis dyplomu ukończenia filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim. Zachowanie skazanego nie budzi zastrzeżeń. Nagradzany. Brał udział w zajęciach teatralnych, pełnił funkcję świetlicowego na oddziale. Utrzymuje porządek w celi, respektuje regulamin więzienny.

Rzeczniczka prasowa więzienia por. Iwona Kozak prowadzi Krystiana Balę z budynku, gdzie w pięcioosobowej celi odsiaduje karę. Siedzi siódmy rok. Zmienił się od czasu aresztowania, nabrał muskulatury. W jego krótkich, ciemnych włosach przebijają srebrne kosmyki. Nie jest już z wyglądu intelektualizującym młodzieńcem. Na wywiady z dziennikarzami zawsze przychodził ze zgromadzonym archiwum – zapiskami, dokumentacją śledczą, książkami, czasopismami, w których publikował swoje artykuły i podwodne zdjęcia. Z upływem lat teczki pęcznieją. Tym razem wnosi plastikową skrzynkę, wypełnioną szczelnie segregatorami.

Rzeczniczka wychodząc, pyta, czy zamknąć drzwi. Nic tej pani nie zrobię – odpowiada Bala, z właściwym sobie sarkastycznym przekąsem. – Czy pani czytała te bezrozumne wypotki? Ten bełkot uzasadnień wyroków? – pyta. – Jeśli będą chcieli mnie dłużej trzymać w więzieniu, muszą udowodnić, że istnieją podróże w czasie i że Krystian Bala brał w nich udział.

Podróże w czasie

Grudzień 2000 r. Wieś Chobienia nad Odrą. Wędkarze łowią ryby. Coś jest w wodzie, mówi jeden i porusza kijem. Topielec. Sekcja zwłok wykazuje, że jest nim J. W aktach sądowych ze zdjęć uśmiecha się przystojny brunet z długimi włosami. Marzenie wielu kobiet. Znaleziono go po ponadmiesięcznych poszukiwaniach. Ciało było skrępowane w tzw. kołyskę – linką łączącą z tyłu związane ręce i szyję. W takiej pozycji każdy ruch ofiary powoduje, że sama się poddusza. Mężczyzna przed śmiercią był głodzony, kopany i bity tępym narzędziem.

W 2000 r. małżeństwo Krystiana i Stanisławy Balów dogorywało. Ona zaczęła oswajać się z poczuciem, że jest wolną kobietą. Za namową księgowej Krystiana, Małgorzaty D., poszły potańczyć do klubu Szalony Koń. Tam poznała D.J. Rozmawiali do rana. Oboje na życiowych zakrętach. Potem spotkali się ponownie, ale Stanisława nie chciała kontynuować znajomości. I może na tym by się skończyło, gdyby księgowa była bardziej powściągliwa i o wypadzie do Szalonego Konia nie wygadała się Krystianowi. Zeznania świadków jednoznacznie opisują reakcje Bali: wściekł się, był zazdrosny, wszczynał awantury, groził.

Stanisława nie zaprzeczyła na sali rozpraw. Byli wtedy już w separacji, mieszkali oddzielnie. Krystian przyszedł do niej, doszło do rękoczynów, interweniowała policja. „Mówił, że był w biurze D.J., opisał wygląd jego firmy, twierdził, że wynajął detektywa, któremu zapłacił 3 tys. zł” – zeznawała.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną