Społeczeństwo

Sieciaki

Nastolatki uwięzione w sieci

Kadr z filmu „Sala samobójców”. Kadr z filmu „Sala samobójców”. ITI Cinema
W Polsce szybciej niż w innych krajach zwiększa się liczba dzieci uzależnionych od internetu.
Coraz więcej dzieci w Polsce jest uzależnionych od internetu.bogumil/PantherMedia Coraz więcej dzieci w Polsce jest uzależnionych od internetu.
Z danych GUS wynika, że komputery są już prawie w każdym domu, gdzie są dzieci.Iaroslav Neliubov/PantherMedia Z danych GUS wynika, że komputery są już prawie w każdym domu, gdzie są dzieci.

Artykuł w wersji audio

Czternastoletni Marcin wstaje o 13.00 i pierwsze, co słyszy jego matka, ekonomistka z zawodu, to dźwięk włączanego komputera. Potem szum spuszczanej wody, miękkie uderzenie drzwi lodówki i zgrzyt zasuwy w drzwiach jego pokoju. Otwiera tylko, kiedy zajrzy kurator (wyznaczony przez szkołę w Żyrardowie pod Warszawą, do której Marcin przestał chodzić już rok temu) albo matka postraszy go policją (od ubiegłego roku, kiedy po odłączeniu internetu ją pobił, założyła błękitną kartę dla ofiar przemocy). Wtedy matka wietrzy, wyrzuca śmieci, przeciera mokrą szmatą podłogę. Omija przy tym siedzące przy stole dziecko i zostawia na podłodze obrys jego skrzyżowanych nóg.

Coraz więcej dzieci w Polsce jest uzależnionych od internetu. Z najnowszych badań EU Kids Online, prowadzonych w Polsce przez dr Lucynę Kirwil z SWPS, wynika, że u co piątego nastolatka w wieku 11–16 lat można zaobserwować objawy „problemowego korzystania z internetu” (chłopców jest tu więcej niż dziewcząt). U co dziesiątego – już pełne objawy. A więc: dziecko nie je lub nie śpi, bo jest w sieci. Izoluje się w swoim pokoju, nie ma znajomych, zaniedbuje naukę, nie ma hobby. Surfuje po internecie nawet wtedy, kiedy nie sprawia mu to już żadnej przyjemności – bo po prostu musi, a kiedy rodzic odcina mu dostęp do komputera – staje się agresywne. Tak działa nałóg.

Problem okazał się globalny, dlatego zespół uzależnienia od internetu (IAD – od Internet Addiction Disorder) doczekał się miejsca w amerykańskiej i europejskiej klasyfikacji chorób psychicznych. Szybko przybywa uzależnionych, dziś najwięcej dzieciaków uwikłanych w sieć jest w Azji – w Chinach powstało coś na kształt poprawczaków o podwyższonym rygorze dla dzieci uzależnionych od sieci. Ale i Europa nie odstaje znacznie od druzgoczących statystyk, a w Europie niewygodne rekordy w tej dziedzinie bije Wschód na czele z Polską. Z kolei z jakościowych (a więc prowadzonych na małej grupie osób) badań pt. Kompetencje Komunikacyjne Najmłodszych wynika, że 3–4 godziny spędzane w sieci przez 9–13-latki to już właściwie norma. Połowa 12–14-latków ma konta na portalach społecznościowych, w starszej grupie wiekowej – ponad 90 proc. Uzależnione od sieci dzieci i nastolatki coraz powszechniej trafiają też na oddziały terapeutyczne dla osób z nałogami. W Krakowie działa specjalny program terapeutyczny, niestety tylko dla pełnoletnich. Młodsze sieciaki trafiają na ostry dyżur psychiatryczny do oddziału Mazowieckiego Centrum Psychiatrii w Józefowie – do jedynej placówki w Polsce dla dzieci z nałogami – lub, coraz powszechniej, dowożone są na zwykłe oddziały pediatryczne, jak ostatnio w Bytomiu, dokąd trafił 13-latek bez kontaktu, zabrany siłą wprost sprzed komputera.

Gdy kilka miesięcy temu warszawska fundacja First prowadziła kampanię społeczną „Wloguj się do życia”, telefon się urywał. Piotr Szmigielski, koordynator projektu, cytuje relacje bezradnych rodziców dzwoniących z pytaniem, co robić. I dodaje: – Historie były naprawdę dramatyczne. Co pokazuje nie tyle skalę zjawiska, ile brak ścieżek radzenia sobie z problemem, np. możliwości skorzystania z terapii.

W badaniach Kompetencje Komunikacyjne Najmłodszych prawie wszyscy przebadani opiekunowie narzekali też, że ich dziecko w sieci siedzi zdecydowanie za długo, a oni, dorośli, nie wiedzą, co z tym robić.

W różnym stylu

Dzieciaki wpadają w sieć, bo cyberświat to część ich życia. Już najmłodsze dzieci na niezliczonych portalach grają w gry typu pokoloruj misia, ubierz laleczkę, na YouTube można znaleźć całe sezony najpopularniejszych kreskówek, starsze rozwiązują zadania szkolne. To ich świat.

Gdy dzisiejsze nastolatki odbierano z porodówek, komputery istniały, a koncerny opracowywały coraz łatwiejsze w obsłudze, intuicyjne wersje urządzeń mobilnych. Dziś nie ma właściwie dwulatka, który nie poradziłby sobie z uruchomieniem i podstawową obsługą tabletu.

W sieć wpada się na podobnej zasadzie jak w inne nałogi. – Nie przypadkiem dziecko porzuca real dla wirtualu. Zwykle chce się odciąć od rzeczywistości, która z jakichś powodów je przeraża, zasmuca, jest za trudna – tłumaczy Renata Graduszyńska, psycholożka i psychoterapeutka, zajmująca się nastolatkami uzależnionymi od sieci. I dodaje, że siecioholizm to, podobnie jak w innych uzależnieniach, po prostu odcinanie się od emocji. W tle jest nieumiejętność wyprowadzenia trudnych emocji z ciała (bo emocje zawsze odczuwa się przez ciało) i przepuszczania przez głowę – żeby dały ciału spokój. Zostaje wewnętrzny chaos, którego człowiek (także bardzo młody) nie potrafi uporządkować. Najłatwiej więc zagłuszyć go bodźcami (a tych internet dostarcza w nadmiarze). Względnie wyciszyć kompulsywnym, powtarzalnym zachowaniem (czyli na przykład grą komputerową).

 

Ale za podatnością polskich dzieci na uzależnienia stoi coś jeszcze. Specyficzny, nad­opiekuńczy styl matek Polek: zawiążę ci buciki, pokroję kotlecik. Styl, który jest w gruncie rzeczy bardzo mechaniczny: odkarmione i umyte dziecko ma być grzeczne, zająć się czymś i nie zawracać głowy. Dziecko nie dość, że nie ma szans poćwiczyć w praktyce obsługi własnych emocji, to jeszcze od dzieciństwa serwuje się mu przekaz: nie poradzisz sobie beze mnie, ja to zrobię lepiej, obsłużę cię, podam ci. W wieku lat nastu takie doświadczenia przekładają się na brak poczucia sprawstwa, niesamodzielność, wreszcie brak przyjaciół. Nastolatek nie odnajduje się w realu, bo nie umie, szuka sobie bezpieczniejszego miejsca niż świat – i błędne koło się zamyka. Zdaniem dr. Bohdana Woronowicza – psychiatry zajmującego się uzależnieniami, m.in. od internetu – odpowiedzią na te właśnie deficyty jest socjomania, czyli uzależnienie od czatów, portali społecznościowych, komunikatorów. To drugi najczęstszy model nałogu w Polsce.

Z dobrego domu

Bo ze wszystkich współczesnych możliwych nałogów internet jest dla dzieciaków najbardziej dostępny. Z danych GUS wynika, że komputery są już prawie w każdym domu, gdzie są dzieci. Ze wszystkich powodów, o których było wyżej, grzeczne dzieci z dobrych domów, zamknięte w przyzwoitych mieszkaniach, chronione przed nieodpowiednim towarzystwem z podwórek, okazują się najbardziej podatne na uzależnienie od sieci.

Jak 10-letni (wówczas) Januszek, który znalazł w sieci nieopresyjny świat, w odróżnieniu od tego realnego, w którym umierali na żywo dziadek z babcią. A było tak: synek mamusi, karmiony zupkami przecieranymi, bo nie lubił gryźć, do 10 roku życia na butli ze smoczkiem z kaszą gryczano-ryżową, sadzany przed telewizorem, żeby oglądał bajki. Mama spała z nim do 10 roku życia, uważając, że delikatne dziecko potrzebuje dużo miłości i opieki. A potem jej rodzice posypali się zdrowotnie, a mama Januszka postanowiła pokazać synowi z powodów wychowawczych, jak się rodziców należycie kocha i szanuje. Zabierała więc 10-latka ze sobą, gdy na kilka dni w każdym tygodniu lokowała się u rodziców. Ale zwymiotował, kiedy karmiła swoją matkę strzykawką przez nos. Nie chciał wynosić pełnych pampersów, choć zdaniem mamy powinien. Dostał więc komputer, żeby się czymś zajął.

A ponieważ szybko (zdaniem ojca) rozgryzł najprostsze gry, rodzice dodali większą pamięć, udoskonalili łącze, wreszcie zafundowali jeden z droższych laptopów. Matka była zajęta, ale z ojcem, kiedy czasem wcześniej wracał z pracy, siadali razem do grania. Ojciec miał nawet wrażenie, że łapią wspólny język. Aż po czterech i pół roku takiego życia (tyle czasu babcia umierała na parkinsona) okazało się, że 15-letni już Januszek przestał mówić całymi zdaniami. Krótkie, konkretne „nie” usłyszała matka Januszka, kiedy usiłowała go wyciągnąć na pogrzeb swojej matki. To wtedy siłą zabrała go do psychologa.

Julek, dziś 13-letni, też znalazł sobie w internecie nowe życie. Dostał komputer jako 9-latek, gdy rodzice po długim małżeńskim kryzysie zdecydowali się na kolejne dziecko. Ale ponieważ był złośliwy (tak uważali rodzice), nie przynosił dostatecznie wysokich ocen i nie chciał zajmować się młodszym bratem, za karę zlikwidowali mu potem ten internet. Julek po powrocie ze szkoły zaczął siadać przed telewizorem, oglądając wszystko, jak leci, ale matka wyłączała, bo mały budził się i płakał. Julek przesiadał się na gry w jej telefonie, ale znowu było nie tak, bo wyczerpywał baterię. W końcu zajęła się nim babka, choć nie była zachwycona, bo niedawno zrobili z mężem remont i wyburzyli wszystkie ścianki działowe, no więc chłopak w domu to był jednak problem. Za to u dziadków znów mógł korzystać z komputera.

Na własną rękę

Zdaniem specjalistów już jeden problem z listy – niedosypianie, niedojadanie, niewyłączanie komputera samodzielnie i agresja związana z wyłączeniem go przez rodzica, brak kontaktu z rówieśnikami w świecie rzeczywistym i samotność – to dla rodziców dzwonek alarmowy. Więcej niż kilka takich objawów naraz to już bardzo poważny problem.

 

Szkoła nie jest w stanie pomóc ani rodzicom, ani dzieciom. Marcin, który pobił matkę, kiedy odłączyła mu internet, kilka razy, przymuszony przez wychowawczynię, poszedł do szkolnej pani pedagog i usłyszał, że miło byłoby, gdyby znalazł sobie kolegów na podwórku albo obudził w sobie zainteresowanie grami zespołowymi. To tyle. Gdy zaczął wagarować, do matki zadzwonili ze szkoły, że ma coś z tym zrobić. Matka poprosiła więc o pomoc dzielnicowego – taki dziwny pomysł, żeby chłopaka nastraszyć. Ale ten zawiózł Marcina siłą na lekcje i od tej pory chłopak przestał z matką rozmawiać, nie wpuszczał jej do pokoju, a na wykręcane korki reagował krzykiem. A kiedy odłączyła router, rzucił w nią krzesłem.

Sieć publicznej i prywatnej służby zdrowia też nie jest w stanie nikogo zaasekurować. Matka Marcina zgłosiła się do poradni psychiatrycznej, ale termin wizyty wyznaczono za pół roku. Gdy szantażem skłoniła go do wizyty w szpitalu psychiatrycznym, tam odesłano ich do domu, bo nie miał skierowania. Za kolejnym razem (znów szantaż) ubłagała przyjęcie. U chłopca zdiagnozowano stany depresyjne i zaburzenia emocjonalne i zostawiono go na dwa miesiące na oddziale. Ale więcej NFZ nie refundował. Ze szpitala Marcin wrócił znów do domu, przed komputer.

Rodzice w takich momentach zabierają sprzęt – a wówczas nastolatki grożą samobójstwem, więc rodzice się boją. Strach przed takim epizodem w przypadku uzależnienia od sieci jest o tyle realny, że depresja szczególnie wyraźnie koreluje i z uzależnieniem od internetu, i z próbami samobójczymi. Renata Graduszyńska, która pracuje z dziećmi uzależnionymi od sieci, zauważa z niepokojem, że coraz więcej z nich mierzy się z uzależnieniem tylko na jeden sposób: biorąc antydepresanty przez kogoś zapisane, zwykle na prośbę rodziców. Lub raczej – na twarde żądanie. A to nie może pomóc.

Specjaliści od dziecięcych uzależnień podkreślają, że jedyną naprawdę dającą nadzieję metodą w podobnych okolicznościach jest psychoterapia obejmująca wszystkich członków rodziny.

Jeśli dziecko jest już starsze, ma więcej niż 15 lat, działa indywidualna terapia poznawczo-behawioralna, oparta na idei, że najważniejsze jest doprowadzenie do zmiany przez inne zachowanie, bez głębokiego wnikania w jego przyczyny. Niestety, na luksus terapii – systemowej czy nie – której NFZ nie refunduje, stać niewielu. W stanach ciężkich pozostaje szpital psychiatryczny (w Polsce nie ma ich wiele, dysponują zwykle niewielką liczbą łóżek – zaledwie ponad 20). Oraz praca nad emocjami, szukanie kontaktu z nastolatkiem, negocjowanie z nim, zawieranie umów i respektowanie ich przestrzegania. Oraz dozowanie komputera. W placówkach zajmujących się siecioholizmem pracuje się właśnie na emocjach i nad rozwijaniem tak zwanych kompetencji społecznych, nie odcinając uzależnionych na stałe od sieci – skoro we współczesnym świecie nie da się z niej uciec.

Lepiej bądź gorzej

Z badań EU Kids Online wynika też, że będąc rodzicem, zawsze lepiej jest przedsięwziąć cokolwiek, niż nie zrobić nic.

Na potrzeby badań wyróżniono pięć strategii ochrony dzieci. Dwie z nich wspierają i budują kontakt z dzieckiem: aktywna ochrona, czyli zaglądanie, co robi w internecie, robienie czegoś wspólnie oraz instruowanie, pomoc w bezpiecznym korzystaniu z internetu. Na drugim biegunie jest tak zwana ochrona restryktywna, polegająca na ograniczaniu aktywności dziecka w internecie. A więc zabranianiu ściągania filmów, korzystania z komunikatorów, korzystania z portali społecznościowych itp. W tę strategię wpisuje się również przeglądanie historii odwiedzanych stron czy poczty e-mailowej otrzymywanej przez dziecko. Badania wykazały, że już stosowanie którejkolwiek z metod zmniejsza ryzyko „problemowego korzystania z internetu” o jedną trzecią.

Długofalowy ochronny skutek mają strategie oparte na zaufaniu, budowaniu w dziecku krytycyzmu i niezależności. A to – jak zauważa dr Konrad Piotrowski, psycholog z Instytutu Badań Edukacyjnych w Warszawie specjalizujący się w rozwoju młodzieży – buduje się od najwcześniejszych chwil życia dziecka. Zaczynając wcześnie, można więcej. – Przy retoryce w stylu „rób, co mówię” drogi rodzica i nastolatka będą się rozchodziły, a wpływ rodzica na dziecko będzie malał – mówi dr Piotrowski.

A internet będzie przecież trwał.

Polityka 25.2014 (2963) z dnia 15.06.2014; Społeczeństwo; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Sieciaki"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną