Ostatnia miłość pewnego stalkera

Trędowaty
Starszy pan trudne słowo „stalking” usłyszał pierwszy raz. Niech wysoki sąd powie, czy przestępstwem jest kochać tak mocno?
Po ogłoszeniu wyroku starszy pan wyciągnął spod ławy czerwone róże i powiększony w obwodzie zaręczynowy pierścionek z kamieniem pustyni, prosząc o jej spracowaną dłoń.
pazham/PantherMedia

Po ogłoszeniu wyroku starszy pan wyciągnął spod ławy czerwone róże i powiększony w obwodzie zaręczynowy pierścionek z kamieniem pustyni, prosząc o jej spracowaną dłoń.

Odświeżyli między sobą romantyczne kontakty. Ona podarowała mu swoje aktualne zdjęcie w kolorze: lewe ucho odsłaniają włosy siwe, krótkie, wyczerpane wieczną ondulacją.
Todd Warnock/Corbis

Odświeżyli między sobą romantyczne kontakty. Ona podarowała mu swoje aktualne zdjęcie w kolorze: lewe ucho odsłaniają włosy siwe, krótkie, wyczerpane wieczną ondulacją.

Było to pierwsze zetknięcie ze sprawiedliwością Staszka z Katowic, tak podpisywał się, śląc do powódki miłosne pocztówki. 70 lat upłynęło mu bez skazy, choć (o czym później) jako kierowca tirów na trasach międzynarodowych transportował po Europie asortyment najwyższego ryzyka, w tym psychotropy.

Starszy pan pod krawatem włożonym w wełniany pulowerek uprzejmie prosi wysoki Sąd Rejonowy w Częstochowie o wzięcie pod uwagę faktu, iż powódka jest miłością jego życia. Tą pierwszą, młodzieńczą i ostateczną, która definitywnie ukształtowała w nim ideał kobiety. Niestety, przerwaną na pół wieku z powodu (o czym później) błahej scysji. Miłość ta – wysoki sądzie – wybuchła nagle podczas dożynek w Złotym Potoku, gdzie pojechał z wycieczką pracowniczą w 1966 r. Dramaturgia uczucia, które zawiodło go na salę rozpraw, była następująca.

Włosy na wietrze

Więc jest upalny sierpień w Złotym Potoku, w związku z czym on, wówczas 20-letni hutnik, mocno spragniony ustawia się w kolejce przy straganie. Akurat na scenie grają „Rudego rydza”, gdy prosi o oranżadę. Za polowym bufetem urządzonym w busie stoi zniewalająca urodą dziewczyna z grubym warkoczem do pasa. Popijając swój napój, obserwuje z boku, jak skrzynki z towarem dźwiga jedną ręką. Czerstwa, rumiana, od razu widać, że chowana na potrawach wiejskich. Odpyskująca hardo na zaczepki chłopców. On mówi wycieczce, że dziś do Katowic nie wraca. O zmierzchu już są na ty, pomaga jej zwinąć stoisko, a ona rewanżuje się adresem. Niech przyjedzie, jeśli będzie miał życzenie.

Przyjeżdża. Wówczas niespełna 18-letnia powódka uczęszcza jeszcze do technikum handlowego. Jej matka zawsze wita go wylewnie, stawiając na stół gotowane jajka od kur własnego chowu i prawdziwą śmietanę. Taki kawał drogi przebył, to musowo głodny. Młodzi rozkładają koc po zagajnikach. Ona, całując się z nim, pyta, czy na pewno od tego nie zaciąży? Taka – w jego miastowych oczach – była urzekająco niezepsuta.

Pewnego razu niespodziewanie zjawia się u niego na kwaterze, chcąc rozeznać się co do dalszej edukacji w mieście. On przyciska ją do siebie mocno, lecz ona odskakuje i ucieka, wrzeszcząc, iż próbuje wykorzystać na chama. Zajeżdża na konfrontację – wysoki sądzie – przy najbliżej wolnej sobocie. Idzie od przystanku polną drogą, nagle w tumanie kurzu mija go powódka na motorynce, udając, że nie widzi. A – wysoki sądzie – śmiga jak szatan. Rozpuszczone włosy w motocyklowym galopie unoszą się niczym grzywa mustanga na prerii. Tak utrwala się w nim archetyp idealnej kobiety: zdrowej, czupurnej, lekko próżnej, będącej zawsze sobą.

Ona zaparkowawszy motocyklem na podwórku ignoruje go, po czym zamyka się w pokoju i głośno szlocha. Bierze ją na przeczekanie. Wypłacze się i wyjdzie, by tamten incydent wyjaśnić. Tymczasem ona ucieka przez okno, a on, unosząc się honorem, przysięga sobie, że jego noga nigdy więcej nie stanie na jej podwórku.

Podobizna na piersi

Żeni się. Fakt faktem z rozsądku, wyczerpuje go egzystencja kawalera. Podobnie jak praca na stanowisku hutniczym. Przerzuca się na kierowcę w transporcie zagranicznym. Jak już wspomniał, wozi w ciężarówkach do Francji, Holandii i Niemiec towar robiący wrażenie. Prócz wymienionych psychotropów transportuje garnitury z zakładów bytomskich, skórzane buty z Włoch, holenderskie cebulki tulipanów. Przechodzi co roku specjalne badania zlecane przez Ministerstwo Zdrowia, czy jest psychologicznie adekwatny do zleceń na tak odpowiedzialne gabaryty. Zawsze opiniowany pozytywnie.

W szoferce nie rozstaje się z fotografią powódki, sfatygowaną od całowania jej przez lata. Drugą trzyma w kieszeni marynarki na wysokości piersi. Czarno-biała powódka jest nie do poznania z tą z sądowej sali: patrzy melancholijnie, pod szyją koronkowy kołnierzyk à la uczennica. Na rewersie jej pismo: Nie oczom dla krytyki lecz sercu dla miłości, kochanemu Staszkowi – M.

Pół wieku prowadzi z nią wyimaginowane miłosne dialogi, śni sielankowe sceny, np. jak zbierają soczyste jabłka w sadzie: ona stoi na jednej drabinie, on na drugiej, a między nimi koszyk. W międzyczasie rodzą mu się dzieci, kupuje meblościanki, kładzie boazerię w przedpokoju, robi szafy wnękowe, wierci, przybija, przemija.

Nastaje wiosna roku 2013. Gdy żonine dni są już policzone, jest zdeterminowany powódkę odszukać. Własnym samochodem zajeżdża na wioskę, w której stał jej dom, rozpytując przechodniów. Już tu nie mieszka. Poszła za mężem do bloku w Częstochowie, ale na jej działce panieńskiej pobudowała się córka. Nikogo nie zastając, wyrywa z notesu kartkę i zawiesza na klamce.

Pogoda na jutro

Mija kilkanaście dni. Majsterkuje w warsztacie, gdy słyszy jej głos. Osuwa się na tapicerkę, niemal mdlejąc. Jest tak rozedrgany, że kolega chce wezwać pogotowie. Od 10 lat wdowa, serdecznie do siebie zaprasza.

Parkuje pod blokiem. Czeka z luksusową bombonierką. Mija go kilka podeszłych pań wspartych o wózeczki na kółkach. Czy to któraś z nich? Dzięki Bogu nie. Ona biegnie w jego kierunku o własnych siłach. – Staszek? – Maria?

Więc – jak wspominał – rysopisem już zupełnie niepodobna do tamtej czarno-białej dziewczyny, której włosy upięte w kok całował pół wieku. Dla niego jednak wciąż taka sama: żywa, żwawa, nieroztyta. Rzucają się sobie w ramiona. Ona też deklaruje pamięć o nim absolutną. Na dowód wyciąga album z wklejonym wizerunkiem chłopca zaczesanego na Presleya. Na rewersie jego pismo: Gdy będziesz samotna jak księżyc na niebie, spójrz a zobaczysz, kto bardzo kocha ciebie. Ponoć mąż całe lata dopytywał się: kto to? Mówi, że czekała. A przez to okno uciekła na złość, niestety, nie pamięta już, czym spowodowaną. Myślała, że wróci. Aż do 22 lat ociągała się z zamążpójściem.

Tak – wysoki sądzie – odświeżyli między sobą romantyczne kontakty. Ona podarowała mu swoje aktualne zdjęcie w kolorze: lewe ucho odsłaniają włosy siwe, krótkie, wyczerpane wieczną ondulacją. Na rewersie jej pismo: Nie krytykuj, lecz kochaj.

Przyjeżdża do niej kilka razy w tygodniu. Chcąc podkreślić tę miłość, symbolicznie powiększa ich czarno-białe podobizny i oprawione w ramki stawia na regale twarzami zwróconymi do siebie, obok sztuczna róża zatopiona w szkle. Na Jasnej Górze – wysoki sądzie – kupują sobie święcone medaliki, przysięgając, że będą je nosić, póki śmierć ich nie rozłączy.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną