Podziemna wojna o ojca Mateusza

Lochy Sandomierza
Pieniądze, zazdrość i władza mącą od czterech lat spokój Sandomierza. Wygląda na to, że ziarno prawdy znaleźć może tylko ojciec Mateusz.
Fragment podziemnej trasy pod Sandomierzem
Wojciech Stróżyk/Reporter

Fragment podziemnej trasy pod Sandomierzem

Z pustych piwnic można było stworzyć lochy, o których w Sandomierzu krążyły legendy, a których nikt nigdy nie odkrył.
Wojciech Stróżyk/Reporter

Z pustych piwnic można było stworzyć lochy, o których w Sandomierzu krążyły legendy, a których nikt nigdy nie odkrył.

Zadanie wypełnienia lochów treścią historyczną powierzono PTTK.
Wojciech Stróżyk/Reporter

Zadanie wypełnienia lochów treścią historyczną powierzono PTTK.

audio

AudioPolityka Juliusz Ćwieluch - Lochy Sandomierza

Ojciec Mateusz przejeżdża na rowerze przez sandomierski Rynek. Co czwartek prawie 4,5 mln widzów czeka na to przed telewizorami. Później ulubiony ksiądz Polaków rozwiązuje skomplikowane zagadki kryminalne. A na końcu, w duchu biblijnego pojednania, doprowadza sprawy do szczęśliwego końca. Jest jednak sprawa, z którą ojciec Mateusz poradzić sobie nie może. A może nawet nie chce, bo sam jest w nią uwikłany.

Akt I

W którym producent serialu „Ojciec Mateusz” wspomina, jak zapamiętał Sandomierz po raz pierwszy. W mieście następują zmiany na lepsze, a na samym końcu na gorsze.

Na początku wyglądało to tak, że miasteczko, choć malownicze, było jakby uśpione. Życie zamierało tuż po godz. 18. A turyści wyglądali, jakby trafili tu przez przypadek – wspomina Krzysztof Grabowski, producent serialu „Ojciec Mateusz”. Kierownik planu i scenarzysta do Sandomierza również trafili przez przypadek. Jeździli po całym kraju w poszukiwaniu plenerów do polskiej wersji włoskiego serialu. Mówiąc językiem branży filmowej: musieli spolonizować format.

Poprzeczka była zawieszona wysoko, bo Don Matteo jeździł swoim rowerem po Gubbio, słodkim jak bombonierka renesansowym miasteczku. A Polska, jaka jest, każdy widzi. – Właściwie objechali już prawie cały kraj. Sandomierz był tylko przystankiem – dodaje Grabowski. Bardziej towarzyskim niż zawodowym, bo kierownik planu chciał odwiedzić kuzyna, swoją drogą również księdza. Poszli na spacer i już następnego dnia zapadła decyzja, że Sandomierz to Gubbio na miarę naszych możliwości.

Na początku lipca 2008 r. Artur Żmijewski wsiadł na rower i jako ojciec Mateusz Żmigrodzki po raz pierwszy przejechał sandomierski Rynek. Publiczność go pokochała. Według badaczy kultury zajmujących się tym fenomenem również dlatego, że co prawda nie był „odzwierciedleniem rzeczywistości, ale za to był odzwierciedleniem marzeń”, jaki powinien być ksiądz. Im więcej razy ojciec Mateusz przejeżdżał rowerem przez sandomierski Rynek, tym więcej w mieście pojawiało się turystów. Po emisji pierwszego sezonu liczba turystów się podwoiła, a z czasem potroiła.

– Od razu wiedziałem, że z tymi filmowcami to trzeba jak z żołnierzem w wojsku. Najpierw miłym słowem przyciągnąć, a później już za żadne skarby nie wypuścić. Wszystko, co chcieli, to mieli. Ale myśmy na tym obrastali w tłuszcz – mówi Jerzy Borowski, były burmistrz Sandomierza. Na przykład chcieli tablice rejestracyjne do samochodów, ale takie oryginalne, żeby prawda ekranu zgadzała się z realiami. Były burmistrz kazał ze swoich samochodów odkręcać. Jak się filmowcom zaczęło nudzić, że ten ojciec Mateusz tylko z góry na dół po Rynku jeździ, to burmistrz na głowie stanął, załatwił helikopter. Z hotelami był problem. – Ale ja przedsiębiorcom wytłumaczyłem, jakie to kokosy z tego będą – mówi Borowski. Hotele zaczęły powstawać, kokosy też były. I to takie, że po pierwszym sezonie ekipa musiała z większością zdjęć uciekać pod Warszawę, bo nie mogli udźwignąć kosztów.

Rzucili się na tego ojca Mateusza w Sandomierzu wszyscy. A to wycieczka śladem ojca Mateusza, a to hotel, a to pierogi ojca Mateusza. Szybko przyjechali księgowi ze stolicy, z biura handlowego Telewizji Polskiej i za tę sprawę się wzięli. Ksiądz nie ksiądz, znak towarowy zastrzeżony i za licencję trzeba płacić. Ale trafiła też kosa na kamień. Właściciel pensjonatu Dworek Ojca Mateusza stwierdził, że ojca ma Mateusza, to o co chodzi? A z kolei Ewa Puzio, która miała trasę melexową szlakiem ojca Mateusza, teraz jeździ szlakiem Mateusza. A co turystom opowiada, to jej sprawa. Tym bardziej że tak między Bogiem a ojcem Mateuszem to niewiele jest do pokazywania. Plebanię kręcą w podwarszawskiej Radości. Kościół w Gliniance gmina Wiązowna. A komisariat policji to w rzeczywistości trzy schodki i drzwi, które otwiera się w Sandomierzu i zamyka już w studiu filmowym pod Warszawą. – Ale rośliśmy, rośliśmy jako miasto jak na drożdżach. Bez ojca Mateusza tak byśmy nie urośli – wspomina Borowski. I tu się zaczynają kłopoty, bo zdaniem burmistrza Borowskiego ta turystyczna manna z nieba nierówno skapuje.

Największą atrakcją turystyczną Sandomierza jest Podziemna Trasa Turystyczna i Brama Opatowska. Z tych obiektów miasto nigdy nie dostawało za dużo, bo od lat zarządzało nimi Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (PTTK). Dopóki turystów było mało, miasto nie paliło się do przejmowania atrakcji, które nie do końca nimi były. – Kłopoty zaczęły się, kiedy zdecydowaliśmy się postawić nasz hostel. W takim małym środowisku zazdrość, że komuś się coś udaje, potrafi być niezwykle niszczycielską siłą – mówi Marzena Martyńska, członek zarządu PTTK oddział w Sandomierzu.

Akt II

W którym cofamy się w przeszłość do nieodebranej reszty magistra Fabera. Poznajemy tajemnice sandomierskich kupców i ruchem konika szachowego wracamy do współczesności, gdzie Temida wznosi swój miecz.

Sprawa nieodebranej reszty magistra Tadeusza Fabera była na tyle głośna, że przez krótki moment żył nią nie tylko Sandomierz, ale nawet cała Polska. Te parę groszy zmusiło do milionowych nakładów najwyższe czynniki polityczne państwa, ale w konsekwencji uratowało miasto przed zagładą.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną