Społeczeństwo

Niebieskie światło

Jak wyrwać dzieci z sieci

Jeśli dzieci coraz więcej czasu będą spędzać przed ekranami, kosztem przebywania na świeżym powietrzu, problem będzie narastał. Jeśli dzieci coraz więcej czasu będą spędzać przed ekranami, kosztem przebywania na świeżym powietrzu, problem będzie narastał. Peter Dazeley / Getty Images
Internet i nowe technologie zawładnęły życiem dzieci. Od nas zależy, czy nie ugrzęzną w świecie lajków.
Na portalach społecznościowych dzieci spędzają kilka godzin dziennie, przy grach – nawet po 12 godzin.PantherMedia Na portalach społecznościowych dzieci spędzają kilka godzin dziennie, przy grach – nawet po 12 godzin.

Artykuł w wersji audio

Zaczyna się niewinnie. Od ulubionej bajki lub porannego sprawdzenia fejsbukowych newsów: koleżanka chwali się nową sukienką, kolega wrzucił zdjęcia z egzotycznych wakacji.

Potem może być tak jak w Mińsku Mazowieckim. Co miesiąc jedno, czasem troje uczniów słabnie w szkole. – Nauczyciele wzywają karetkę, która przywozi je do szpitalnego oddziału ratunkowego. I okazuje się, że to z wyczerpania – opowiada lekarz dyżurny mińskiego SOR dr Eugeniusz Sendecki. Dzieciaki całą noc siedziały przed komputerami lub tabletami. Co je tam trzymało przez długie godziny?

Zaangażować

Elżbieta Brzozowska, matka 15-letniej Małgosi i 13-letniego Michała, już dawno w ich pokojach wyłączyła Wi-Fi, żeby nie mogły buszować w internecie zupełnie bez kontroli. Odkąd zauważyła, jak trzyletnia Zosia potrafi sama uruchomić smartfona i zapamiętała, co dotknąć na ekranie, by włączyć ulubioną bajkę – nie ma złudzeń: dzieci lepiej nie wpuszczać samopas do sieci. Ale całkiem odciąć się nie da. – Sześcio- i siedmiolatki nie są wcale za małe, by nauczyć je rozsądnego korzystania z internetu – uważa pedagożka i seksuolożka dr Alicja Długołęcka. – A rozsądek polega na tym, by komputery i tablety traktować jako narzędzie do wyszukiwania rzeczy potrzebnych, które wybiera się z rozmysłem i które dziecko mogą rzeczywiście zainteresować.

No i żeby wyznaczać jakieś czasowe granice. Syn Elżbiety ogląda przeważnie na YouTube kanały blogerów, którzy uczą montażu filmowego, bo sam zaczął interesować się kręceniem filmów. Jego hobby to również gotowanie, ale zamiast korzystać, jak jego mama, z tradycyjnych książek kucharskich, otworzył na YouTube własny kanał kulinarny. Pasją Małgosi są zwierzęta. Przez portale społecznościowe poszukuje dla nich nowych domów. Dzieci Elżbiety niemal więc podręcznikowo wypełniają zalecenie, by internet nie był śmietnikiem, z którego wyjmują co popadnie – lecz użytkową platformą do nauki, a nawet działalności społecznej.

Na wiele nieobyczajnych stron, na które mogłyby wpaść przypadkiem, mają w komputerach i tabletach założone blokady. – Choć czasem są dziurawe – przyznaje mama. – Bo gdy córka, poszukując adresów bezdomnych kotów, wpisze w wyszukiwarce hasło „kociak”, z góry wiadomo, jakie strony pojawią się na ekranie.

Według Alicji Długołęckiej wymagania stawiane dzieciom przy korzystaniu z internetu to jedno, ale dorośli powinni mimo wszystko sporo zmian zacząć od siebie. – Wykształcić w kimś dobry nawyk to również dać dobry przykład. Dziecko trzeba umieć zaangażować i wspólnie z nim tą nową aktywnością się cieszyć. Wymaga to nieraz czasu, by znaleźć i podsunąć mu ciekawą książkę albo skłonić do wspólnej zabawy poza domem.

Alternatyw może być mnóstwo. Nie należy do nich dziecka zmuszać, lecz tak je zainteresować nimi w dzieciństwie, by gdy osiągną wiek nastoletni, dalej miały ochotę je rozwijać. – Nie można odraczać wpajania dobrych nawyków, są niezbędne od wczesnego dzieciństwa, bo w III czy IV klasie szkoły podstawowej jest już naprawdę za późno.

Nauczyć racjonalności

Zbigniew Kozłowski, kierownik kolonii w Pstrągowej pod Rzeszowem dla dzieci w wieku 7–14 lat, już na samym początku zakomunikował rodzicom, że wszystkie telefony komórkowe trafią do depozytu i będą wydawane tylko na czas poobiedniego wypoczynku. A i tak znalazł się chłopak, który oddał jeden telefon, ukrywając drugi. Wydali go koledzy, kiedy pod kołdrą przeglądał zdjęcia na Instagramie. Kary nie było. – Nawet nie musieliśmy dzwonić do rodziców ze skargą – tłumaczy wychowawca. – On szczerze przyznał, że potrzeba posiadania smartfona była silniejsza od regulaminu.

Czy to już uzależnienie? Mówi się: nigdy nie wiesz, od czego jesteś uzależniony, dopóki sobie tego nie odmówisz. U 11-latka mógł to być właśnie ten początek. W Korei Płd. ponad 200 tys. dzieci w wieku od 6 do 19 lat ma stwierdzone uzależnienie od internetu, na Tajwanie – 11 proc. uczniów szkół średnich, w Chinach to już ponad 11-milionowa armia nastolatków. W Polsce brakuje precyzyjnych danych, ale skala zjawiska jest równie duża; prawie 300 tys. osób ma cechy uzależnienia od internetu.

Inicjacja odbywa się coraz wcześniej. Kiedyś w Polsce to było 9 lat, dziś pierwszoklasistów coraz trudniej oderwać od smartfona. Na portalach społecznościowych spędzają kilka godzin dziennie, przy grach – nawet po 12 godzin. Bez wiedzy z dziedziny neurobiologii udzielenie im pomocy nie byłoby możliwe, a ten rodzaj nałogu nierzadko idzie w parze z innymi zaburzeniami.

W ocenie Jakuba Kusia, psychologa internetu i nowych technologii z Uniwersytetu SWPS, cyfrowa sieć, w jaką wpadają nieletni, jest dla nich czymś tak powszechnym, jak woda i prąd. Trudno się więc odciąć od czegoś, co uzyskało rangę dobra użyteczności publicznej. Jeśli nawet jakiś uczeń nie zamierza bombardować znajomych na Facebooku, Instagramie lub Snapchacie wszystkim, co dzieje się w jego życiu, ma koleżanki i kolegów, które to robią. Wciąganie w sieć zaczyna się więc w szkole. Już około 10. roku życia dziecko zaczyna zadawać pytania, kim jest, i porównywać się z innymi. Pojawiają się zachowania, które niby są sprzeczne z własnym „ja”, ale wpasowują się w oczekiwania grupy. Nawet jeśli dziecko nie czuje przymusu, by lajkować znajomych i informować ich, gdzie było, co robiło, to szybko stanie przed dylematem: dostosować się do reguł ustalonych przez rówieśników czy wypaść z towarzystwa. Kto dobrowolnie skaże się na samotność?

Dla coraz młodszych dzieci internet okazuje się platformą autoprezentacji, niekoniecznie uczciwej. Niektórym udaje się wykreować tu swój wizerunek niemal od zera. Niemałej części dzieci zdarza się w ten wizerunek uwierzyć; ich mózgi jeszcze źle odróżniają fikcję od rzeczywistości.

Nie udawać

Współczesny dzieciak nawet z małej wioski może za pomocą hashtaga zaczepić na Instagramie lub Facebooku swojego ulubieńca i przy odrobinie szczęścia otrzymać od niego przepis na sławę, urodę czy nawet bogactwo. Psychologom nie podoba się ta pozornie łatwa droga do szczęścia, gdyż wykreowana przez celebrytów iluzja permanentnego powodzenia w życiu może wpędzić w poczucie beznadziei. Już sama perspektywa, jak łatwo innym odnieść sukces, może być dołująca. Zwłaszcza że przeglądając biernie fejsbukowe newsy, rzadko przychodzi refleksja, jak wiele z nich jest tylko kreacją i udawaniem.

A może ten świat wirtualnej fikcji powinniśmy odczytywać jako zachętę do poprawy dziecięcego losu? – To byłby rzecz jasna najlepszy scenariusz, ale w większości wypadków na dłuższą metę przygnębia – odpowiada Jakub Kuś. Dodając, że czająca się tuż za rogiem wirtualna rzeczywistość, która – za pomocą specjalnych gogli i hełmów – przenosi użytkownika w jeszcze inny wymiar, otwiera kolejne pole uzależnienia. – Bo jeśli ten, kto wiedzie nieciekawe dla niego samego życie, założy na głowę taki sprzęt, to może przestać odczuwać przymus poprawy swojej doli. Choćby przez naukę, samodoskonalenie. Stanie się cyfrowym awatarem, wykreowanym w przestrzeni portali społecznościowych. Ale potwornie samotnym.

Chronić ciało

Fascynacja celebrytami też pewnie minie z wiekiem. Ale neurolodzy i pediatrzy podkreślają mnóstwo zaburzeń w układzie nerwowym, które z winy komputeromanii mogą pozostać na całe życie. – Między 7. a 10. rokiem życia odbywa się bardzo intensywny rozwój intelektualny, eksploracja świata na podstawie różnych eksperymentów, prób i błędów – mówi dr Długołęcka. – Dzieci wpatrzone w ekrany mają zaś wszystko podane na tacy, co je umysłowo rozleniwia. Stają się mniej kreatywne, są nastawione na bierne odbieranie bodźców.

Do dyskusji na temat szkodliwości cyfrowych urządzeń włączają się również optycy i okuliści. – Większość sprzętu elektronicznego ma podświetlenie ledowe, a takie źródła emitują bardzo dużo światła niebieskiego, które wpływa na nasz zegar biologiczny – zauważa Marek Jakubowicz, wiceprezes Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej. – Dlatego dzieci, które wieczorem korzystają ze smartfonów lub tabletów, mogą mieć problemy z zasypianiem.

Epidemia krótkowzroczności wśród najmłodszego pokolenia to jeszcze inny skutek wielogodzinnego wpatrywania się w małe ekrany. – Praca z tymi urządzeniami nie jest korzystna dla wzroku, bo mięśnie utrzymujące soczewkę, abyśmy mogli wyraźnie widzieć litery z bliska, są w ciągłym skurczu – wyjaśnia prof. Iwona Grabska-Liberek, konsultant wojewódzki ds. okulistyki na Mazowszu. W 1954 r. krótkowzroczność występowała u około 15 proc. młodzieży w wieku 14–26 lat, a obecnie już co trzeci licealista cierpi na tę wadę (w Singapurze – 80 proc. nastolatków!).

Jeśli dzieci coraz więcej czasu będą spędzać przed smartfonami i tabletami, kosztem przebywania na świeżym powietrzu – gdzie zmuszone są do patrzenia w dal i mięśnie soczewki rozluźniają się same – problem będzie narastał.

Nie odcinać

Rozwój motoryczny dziecka jest scalony z rozwojem psychicznym. To oznacza, jak tłumaczy dr Długołęcka, że dzieci rozwijają się poprzez zmysły: dlatego raczkują, biegają, liżą, przytulają się do zabawek, ludzi i zwierząt. – W ten sposób poznają świat nawet do 7. roku życia. Jeśli pole eksploracji zawęzimy do oglądania bajek w internecie, a zabawę piłką zastąpimy grą komputerową, będzie to miało fatalny wpływ na harmonijny rozwój percepcji i motoryki.

Według Marka Jakubowicza o ile oglądanie telewizji z odpowiedniej odległości i w ustalonych ramach czasowych można było kontrolować, o tyle pełny monitoring korzystania z mobilnych urządzeń jest trudniejszy. Elżbieta Brzozowska rozkłada ręce: – Co z tego, że staramy się limitować dzieciom obecność w internecie w domu, skoro Wi-Fi jest niemal wszędzie? Dzieci korzystają więc z niego w autobusach, na wycieczkach, no i w szkole.

W wielu placówkach nie tylko dzienniki są internetowe, ale co rano uczniowie muszą sprawdzić w sieci, czy nie mają zastępstw na lekcjach, bo od tego zależy, czy zabiorą właściwe podręczniki. W jednym z warszawskich gimnazjów nauczycielka wprost przyznała rodzicom, że nie potrafi chłopców zagonić do klasy, gdyż nie chcą przerywać swoich gier na smartfonach. A na sugestię, by zabierać uczniom telefony, dyrekcja odparła, że są za drogie, aby można było ponosić za nie odpowiedzialność.

W innej szkole, podczas jednej z wywiadówek, wiele czasu zabrała analiza zachowania dziewczynek, które obgadują się… na portalach społecznościowych. Screenują (czyli zapisują w formie zdjęcia obraz prywatnej rozmowy prowadzonej w telefonie), po czym rozsyłają je między sobą. Nowoczesna forma plotkarstwa – skonkludowali rodzice. Między chłopcami też dochodzi do spięć. Kiedyś było widać, że doszło do bójki, bo wracali do domu z podbitymi oczami. Teraz awantury wybuchają na portalach społecznościowych – i dorośli nie mają o nich pojęcia.

– Można odsądzać od czci i wiary Facebook oraz cały internet, ale to nie medium jest problemem, lecz nieumiejętne korzystanie z niego – podkreśla dr Alicja Długołęcka. To wskazówka, by nie odcinać dzieci na siłę od smartfonów ani nie wyłączać im komputerów. Zanim maluch pójdzie do pierwszej klasy, może się nam uda w ten sposób nie wplątać go w sieć. Ale w szkole i tak zwycięży ciekawość – dziecko tablet pożyczy, a co gorsza, zakazany owoc może stać się pokusą, by ulec czyjejś namowie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Groźny spam z Afryki Zachodniej

Uwaga, powracają internetowi oszuści z Afryki Zachodniej. Próbują starych szwindli w nowej technologicznej odsłonie.

Jędrzej Winiecki
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną