Znikające porodówki. Całodobowe dyżury położnych kupią tylko czas. To dopiero początek kryzysu
Chyba najgłośniej było o zamknięciu oddziału ginekologiczno-położniczego w Lesku. Znanego jako ostatnia porodówka w Bieszczadach. Do połowy 2025 r. urodziło się tam 74 dzieci. W całym poprzednim 198. Oddział przynosił miesięcznie prawie pół miliona strat. Mimo wszystko w obronie porodówki protestowali mieszkańcy, pracownicy szpitala, samorządowcy. Ówczesna ministra zdrowia Izabela Leszczyna zaklinała się, że znajdzie rozwiązanie sytuacji leskiego szpitala. Na nic się to zdało.
Porodówki znikają
Po Lesku w Bieszczadach została biała plama. Dla części kobiet odległość do najbliższego oddziału położniczego może wynieść nawet 100 km – na Podkarpaciu w ostatnich miesiącach zamknięto bowiem też porodówki w Leżajsku, Przeworsku, Sanoku, Nisku, Lubaczowie, Ustrzykach Dolnych.
Z mapy szpitali sukcesywnie znikają kolejne oddziały. Z powodu spadającej liczby porodów od 2024 do końca lipca 2025 zamknięto co najmniej 19 oddziałów położniczo-ginekologicznych (w całym kraju jest ich ok. 328). Najwięcej na Śląsku, w Małopolsce, na Warmii i Mazurach i w województwie kujawsko-pomorskim. 1 lutego ma zniknąć jeszcze jedna porodówka na Śląsku oraz dwie z 26 porodówek w Wielkopolsce. Inne są w kolejce. Na przykład Wadowice. Dyrekcja szpitala wnioskuje tu o wstrzymanie działalności oddziału ginekologiczno-położniczego i neonatologicznego, zgody nie wyraził na to wojewoda małopolski. Dyrekcja mówi, że sytuacja jest trudna ze względu na zmiany demograficzne, a ich pokłosiem jest zła sytuacja finansowa. W latach 2021–25 skumulowana strata obu oddziałów wyniosła 40 mln zł.