Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Afera Kacprzyka. Chorzy umierali, a sygnalista bał się o siebie? Sieć oskarżeń gęstnieje

Preferuj w Google
Sala operacyjna w szpitalu Sala operacyjna w szpitalu Władyslaw Czulak / Agencja Wyborcza.pl
Sieć oskarżeń na temat tego, jak skandalicznie traktowani byli pacjenci w Szpitalu Południowym, tylko gęstnieje. Nie wiadomo, które zarzuty są prawdziwe, a kto wylewa ściek, żeby ma przykryć własne winy.

Głównym i na razie jedynym oskarżycielem stał się doktor Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym, zwolniony stamtąd przed rokiem. Byli koledzy twierdzą, że z powodu nienależnie pobranych kilkuset tysięcy złotych. Podobno skonfliktowany także z Dawidem Kacprzykiem. Na Kanale Zero mówił rzeczy, które jeżą włosy na głowie. Że pacjenci „ginęli” z powodu braku opieki i popełnianych przez lekarzy błędów. Umierali w toalecie, co zauważano dopiero po kilku godzinach. Że w szpitalu zmieniano dokumentację medyczną.

Nic dziwnego, że tak ciężkie oskarżenia zbulwersowały także prokuraturę, która wezwała Jędrzejewskiego na przesłuchanie jeszcze w środę. W obliczu prokuratora doktor stracił głos, nie odpowiedział na żadne pytanie, nie potwierdził publicznie wypowiadanych zarzutów. Napisał tylko na kartce dane dwóch poszkodowanych jego zdaniem osób, którymi już wcześniej zainteresował się prokurator. Ma zeznawać dopiero w poniedziałek, gdy będzie mógł stawić się z prawnikiem. Do tego czasu gęsta sieć miotanych i niepotwierdzonych oskarżeń służy jednak opozycji do ataków zarówno na prezydenta Warszawy, jak i premiera Tuska. Trafiło się polityczne złoto.

Sygnalista bał się o siebie

Zanim oskarżenia doktora Jędrzejewskiego zostaną potwierdzone albo też uznane za nieprawdziwe, warto się zastanowić nad jego prawie rocznym milczeniem i tolerowaniem zachowań lekarzy w Szpitalu Południowym, które groziły pacjentom – jak twierdzi Jędrzejewski – nawet śmiercią.

Reklama