Moralizator z Polsatu. Co rant Jankowskiego na kobiety i młodych mówi o mediach
Zaczyna się zawsze tak samo. Dojrzali panowie z pozycji medialnych wyżyn postanawiają zdiagnozować problem kobiet i najmłodszego pokolenia. W podcaście „Solo” Grzegorz Jankowski, twarz Polsat News, urządził sobie kolejny festiwal mentorsko-protekcjonalnego pokrzykiwania.
„Wychowaliśmy pokolenie ciamajd” – ocenia, krytykując młodych za podejście do związków i samodzielności. Mają się wziąć w garść, bo nie mają żadnych prawdziwych problemów. Wszystko mieli podtykane pod sam nos, a teraz tylko leżą pod kołderką i oglądają Netflixa. Na wojnie, jeśli ta wybuchnie, szybko zginą, nie obronią naszej Polski. „Nic was nie interesuje – mówi – nie czytacie książek, nawet „Lalki” nie przeczytaliście i nie potraficie krytycznie wypowiedzieć się na temat nowych ekranizacji. Kto wam poda herbatę na starość? Czy będzie miał was kto w ogóle pochować? Tłumy migrantów nie zastąpią wam przyjaciół”.
Trzeba być twardym, nie mientkim
Z wyższego wykształcenia Jankowski uczynił właściwie problem społeczny. Grzmi, że „nawkładaliśmy dziewczynom, że muszą być nie wiadomo jak wykształcone, że muszą mieć magistry, doktory. Języków 50. Tylko potem nie mają z tym co zrobić”.
Pragnienie równości, szacunku i bezpieczeństwa emocjonalnego w związkach to „mrzonki wykreowane przez Instagrama”. „Wy szukacie księcia z bajki. Wy szukacie kogoś, kto nie istnieje. Nie ma kogoś takiego na świecie. Wiem, że macie ogromne wymagania względem faceta i związku, ale one nie są waszymi wymaganiami – to wymagania, które narzuciły wam media społecznościowe i kolorowe obrazki. Idziecie na randki z całą listą red flagów, uciekacie z tych randek. Nie wiem, kto wam wkładał do głów, że jak skończycie studia, będziecie miały wykształcenie, to znajdziecie nie wiadomo jakiego faceta. Potem zostajecie same” – słyszymy we fragmencie jego nagrania.
Młodym mężczyznom też się dostaje: „Nawkładaliśmy chłopcom do głów: nie, ty się nie musisz tak bardzo uczyć, iść na studia, fach musisz mieć w ręku i tak dalej. No i co z tego, że masz fach, bo to jest bajka, że wszyscy zarabiają. Chłopcy po dwudziestce, trzydziestce mają fach, nie zarabiają tyle. Większość chłopców ma zwykłe, normalne prace, gdzie zarabia 5 tys. zł. Taka jest rzeczywistość. I on z takimi 5–6 tys. dziewczyny nie poderwie”.
Problemy ze znalezieniem partnera Jankowski sprowadza do dyskusji o tym, kto płaci na randce: „Jak będziecie mieli 60, 70 lat, nikogo nie będzie obchodziły wasze śmieci, nikogo nie będzie obchodziło, kto płacił na randce”. „Więcej sprzedaje się w Polsce wózków dla psów, dla psieci, niż wózków dla dzieci” – stwierdził.
Młodzi nie powinni się mazgaić na każde złe słowo, trzeba być twardym, a nie „mientkim”.
Liczy się szum
Grzegorz Jankowski mimo stylu wypowiedzi, który przypomina podchmielonego wujka na weselu, to wciąż człowiek, który ma tzw. zasięgi i wsparcie Polsatu. Jego „Solo” z wypowiedzią o pokoleniu ciamajd było promowane na wszystkich kanałach społecznościowych stacji. To zresztą szersze zjawisko: stacje telewizyjne coraz częściej pozwalają swoim dziennikarzom na skrajne opinie i kontrowersyjne monologi w sieci, „solo show” – w kontraście do bardziej wyważonych programów informacyjnych na antenie głównej. Treść nie musi być mądra – ważne, by generowała „szum”, cytowania w portalach plotkarskich oraz odsłony. Tak było i tym razem.
To cyniczny biznes. Prawdziwe zaangażowanie i walka o prawa kobiet nie podbijają algorytmów tak dobrze, jak publicysta mówiący jak żyć. Zamiast rzetelnej debaty o trudnej sytuacji ekonomicznej młodych ludzi (np. cenach mieszkań, rynku pracy) czy innych uwarunkowaniach decyzji życiowych najmłodszych pokoleń, wybrano same klisze. Z jednej strony w komentarzach uaktywniła się głośna grupa (głównie mężczyzn), która przyklasnęła słowom Jankowskiego, twierdząc, że dziennikarz „powiedział niewygodną prawdę”. Z drugiej zaś wiadomo, że najbardziej skrajne, dziaderskie wypowiedzi wywołają wściekłość kobiet. A wściekłość kobiet to dla mediów darmowe zasięgi i pieniądze z reklam.
Polsat od dłuższego czasu forsuje wizerunkową kampanię pod hasłem „Można różnie myśleć”. W teorii to pochwała pluralizmu, dialogu i otwartości. W praktyce? „Różne myślenie” w wydaniu tej stacji staje się wygodną wymówką dla mizoginii.
A że aktualnie w sieci rozpanoszył się samczyzm, promocja patriarchalnego porządku świata i tzw. prosty chłopski rozum, to na tę falę wskakują już nie tylko influencerzy czy politycy, ale też dziennikarze. Jednym z czołowych przykładów jest Krzysztof Stanowski. Jak pisała niedawno Malwina Dziedzic, „ten biznesmen, który raz udaje dziennikarza, innym razem polityka, nie ukrywa, że robi takie medium, na jakie jest zapotrzebowanie – sam przyznaje, że treści lewicowo-liberalne nie monetyzowały mu się tak dobrze, jak te prawicowe i populistyczne”. Na podobnych nutach gra choćby Bogdan Rymanowski.
Bo też w mediach wciąż dominuje układ, w którym to mężczyźni są domyślnymi „ekspertami” od wszystkiego – w tym od życia, wyborów i kobiecych ciał. Kobiety rzadko występują jako partnerki w debacie. Częściej są jedynie „tematem” – zjawiskiem społecznym, które należy opisać, ocenić. W programach publicystycznych na temat demografii, prawa aborcyjnego czy macierzyństwa w studiach po obu stronach stołu wciąż zasiadają głównie mężczyźni.
Gdyby jeszcze wiedzieli, co mówią. Wyhodowaliśmy sobie generację dziennikarzy, których jedynym celem funkcjonowania w mediach jest głoszenie tego, co im się wydaje.