Tańce polskie
Nie jest tajemnicą, że w kraju toczy się ostra walka nowoczesności z zacofaniem i parafiańszczyzną. Tendencje wielkomiejskie i postępowe coraz gwałtowniej ścierają się z wiejskim wstecznictwem, a miastem leżącym na pierwszej linii frontu w tej walce jest Sieradz.

Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, tamtejszy prezydent zabrał się właśnie za oczyszczanie miasta z trujących złogów prostackiej ludowości, aby w to miejsce krzewić wielkomiejskość. Ostoją lokalnego zacofania jest zespół Sieradzanie, którego członkowie – przyodziani w zgrzebny barchan – wykonują na scenie prymitywne hołubce, podskoki i przytupy, robiąc panu prezydentowi wioskę z miasta na oczach ludzi. Sieradzanie upierają się, że tańczą owijoka, miejscowy taniec ludowy, i są w tym tańcu tak zapiekli, że nie sposób wytłumaczyć im, iż nowoczesny Sieradz nie może się opierać na owijoku, nie może na owijoku budować swojej przyszłości. Sieradzanie nie potrafią zrozumieć, że świat idzie nieustannie do przodu i jeśli ten świat do czegoś doszedł i coś osiągnął, to dlatego, że w pewnym momencie zrzucił barchany i przestał w kółko tańcować owijoka.

W mieście wszystkim wiadome jest, że prezydent sporym nakładem sił i środków unowocześnił Sieradz, uruchamiając m.in. kino, galerię handlową oraz windę w swoim urzędzie. Dzięki temu Sieradz uzyskał wreszcie upragniony wielkomiejski wygląd. Niestety, cieniem na tym wyglądzie kładą się tańcujący w barchanach Sieradzanie. Sieradz musi jak najszybciej z tego cienia wyjść, dlatego prezydent od zespołu Sieradzanie oczekuje, że zrzuci on ciężkie i krępujące barchany i zaproponuje nowoczesną ofertę taneczną, zbudowaną np. wokół tanga, cza-czy, walca angielskiego czy stepowania, wtapiając się w ten sposób w wielkomiejską tkankę Sieradza.

Wsteczne siły skupione wokół owijoka długi czas mówiły ofercie „nie”, twierdząc, że krzewią folklor, a folkloru zmienić nie można. Ale prezydent twierdził, że można, a nawet trzeba, zwłaszcza że miasto taneczną aktywność Sieradzan finansuje. W tej sytuacji powinni oni tańczyć tak, jak im się zagra, czyli po miejsku.

A jak chcą tańczyć po swojemu, niech tańczą za swoje – oświadczył prezydent reporterowi „GW”.

Na szczęście w końcu doszło do porozumienia Sieradzan z prezydentem. Miasto zadeklarowało chęć dalszego finansowego wspierania zespołu, zespół zaś zobowiązał się do ciągłej pracy nad uatrakcyjnieniem artystycznego przekazu.

Uzgodniliśmy, że będziemy poszerzać repertuar, ale w granicach folkloru – deklaruje jedna z tancerek, nie precyzując jednak, czy repertuar ten będzie prezentowany w barchanach, czy bez.

Tak czy inaczej Sieradz odetchnął z ulgą. A nam wypada cieszyć się z tego, że w Sieradzu wszystko nadal pozostaje w granicach folkloru, który – jak widać – jest tam wciąż wiecznie żywy.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj