Świątek rządziła na korcie w Rzymie. Praca przynosi efekty: jest pierwszy półfinał w tym roku
Po paśmie niepowodzeń w ćwierćfinałach jest wreszcie awans do przedostatniego etapu zawodów. Do tego po kilku porażkach z rzędu z tenisistkami pierwszej dziesiątki WTA wreszcie jest triumf, i do tego w świetnym stylu. Wygląda na to, że praca z Francisco Roigiem przynosi efekty.
Iga spokojna, dokładna, konsekwentna
Gdy Amerykanka dowiedziała się, że Świątek wybrała akademię Rafy Nadala na miejsce odbudowywania formy, napisała w mediach społecznościowych, że to bardzo zła wiadomość dla przeciwniczek. Pierwszy set całkowicie potwierdził obawy Peguli. Dopiero w szóstym gemie przy stanie 5:0 dla Polki gra się wyrównała i jej rywalka wyrwała tę partię. I to było wszystko, na co było ją stać.
Iga była konsekwentna, spokojna, bardzo dokładna. Absolutnie dominowała. Jej przeciwniczka nie radziła sobie z returnem, popełniała proste błędy, po których piłki lądowały w siatce po jej stronie. A drugi set? Scenariusz z niewielkimi zmianami był ten sam. Były dwa, może trzy gemy wyrównane. W pozostałych nie było żadnych wątpliwości. Po meczu można powiedzieć, że jedynym zagrożeniem były ciężkie chmury, które straszyły nad Foro Italico.
Rybakina albo Switolina
Poza Aryną Sabalenką wszystkie najwyżej rozstawione tenisistki dotarły do ćwierćfinału „tysięcznika” w Rzymie. Jest w nim także Sorana Cîrstea, która sensacyjnie pokonała po drodze liderkę rankingu WTA. 36-letnia Rumunka ogłosiła, że to jej ostatni sezon w tourze, i najwyraźniej postanowiła to zrobić z przytupem. Pokonuje jedna po drugiej wyżej notowane rywalki. Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby w finale stanęła naprzeciw Polki. Na jej drodze do tego wydarzenia stoi jeszcze Coco Gauff. Natomiast Polka musiałaby najpierw uporać się z wygraną w spotkaniu Jelena Rybakina–Elena Switolina.
Skala trudności, przynajmniej teoretycznie, rośnie z każdym etapem rzymskich rozgrywek. Iga Świątek rozpoczynała od Caty McNally (63. WTA), później była Elisabetta Cocciaretto (41. WTA), a w miniony poniedziałek jej rywalką była Naomi Osaka, która jest teraz 16.
Szczególnie ten ostatni pojedynek, którego można się było obawiać z kilku powodów, natchnął optymizmem nie tylko naszą mistrzynię, ale też wszystkich tych, którzy jej kibicują. Oddanie tylko trzech gemów w dwóch setach zawodniczce Tomasza Wiktorowskiego można uznać za potwierdzenie dobrego kierunku zmian w postawie podopiecznej Francisco Roiga.
Polscy kibice mogą się cieszyć
Rozstawiona z piątką Jessica Pegula to obecnie zawodniczka z jeszcze wyższej półki niż Osaka. Rzadko odpada na wczesnych etapach turniejów. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że nie jest zbyt efektowna w pracy na korcie. Jest jednak bardzo regularna i nigdy nie oddaje piłek za darmo. Jej niebagatelnym atutem jest opanowanie. Ma 32 lata i do tej pory nie sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł, ale żadna przeciwniczka nie może jej zlekceważyć.
Iga Świątek wie coś o tym, bo w statystyce bezpośrednich starć prowadziła do dzisiaj zaledwie 6:5. Od teraz jest już lepiej. Polscy kibice mogą się cieszyć, Amerykanka będzie chciała szybko zapomnieć o godzinie spędzonej na korcie z Polką.
Teraz czekamy na wynik pojedynku Rybakina–Switolina.