Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Iga Świątek nie zagra o finał w Rzymie. Szkoda, ale w Paryżu może być lepiej

Iga Świątek w Rzymie Iga Świątek w Rzymie Marcin Cholewiński / Zuma Press / Forum
Iga Świątek przegrała pojedynek z Eliną Switoliną w Internazionale d’Italia (4:6, 6:2, 2:6). Nie wystąpi w finale rzymskiego „tysięcznika”. Szkoda, ale można mieć nadzieję, że na kortach Rolanda Garrosa będzie lepiej. To była inna Iga niż w wielu wcześniejszych turniejach.

Elina Switolina miała znacznie mniej czasu na wypoczynek, bo poprzedniego dnia zeszła z kortu późnym wieczorem, do tego po długiej i ciężkiej batalii z Jeleną Rybakiną. Polka w tym czasie była już wiele godzin po meczu. Na korcie tego się nie odczuwało.

Wielki bój na bekhendy

Było dużo długich wymian. Świątek często prowadziła grę, ale Switolina dzielnie się broniła i odgryzała szybkimi i dokładnymi piłkami. W trzecim gemie Ukrainka odebrała serwis Polce, żeby natychmiast przegrać swoje podanie. Ta sama sytuacja powtórzyła się jeszcze raz. Niestety przy stanie 4:5 Elina jeszcze raz przełamała i pierwszy set skończył się wynikiem 4:6. Pewnie byłoby inaczej, gdyby podopieczna Francisco Roiga nie popełniła tylu niewymuszonych błędów. Często miała np. kłopoty z returnem po pierwszym serwisie. Optymistyczne było to, że Iga nie wykazywała objawów zniechęcenia czy też irytacji.

Drugi set rozpoczął się świetnie. Polka skoncentrowana i popełniająca mniej błędów wyszła na prowadzenie 3:0 z podwójnym przełamaniem. Wydawało się, że takiej przewagi nie można zmarnować. No tak, ale po drugiej stronie siatki biegała tenisistka, która żadnej piłki nie oddaje za darmo. Umiejętności i szczęścia wystarczyło do wygrania dwóch gemów. Ostatni wygrany do zera przez Świątek ustalił wynik na 6:2. Trzeba podkreślić zdecydowaną poprawę pierwszego serwisu.

Od pierwszych piłek decydującej partii rozgorzał wielki bój, przede wszystkim na bekhendy. W rywalkę naszej mistrzyni wstąpił nowy duch. Jeśli ktoś liczył na jej zmęczenie, to bardzo się pomylił. Często decydowały centymetrowe błędy. Niestety mniej pomyłek popełniała Ukrainka, i to ona wyszła na prowadzenie 3:0. Mimo bardzo wyrównanej gry decydujące punkty trafiały częściej na konto Switoliny.

Czytaj też: Polka nie dała szans Naomi Osace. Czy to znów wielka Iga? Długo czekaliśmy na taki mecz

Iga zbiera świetne recenzje

Dawno już nie towarzyszyliśmy tak długo Idze Świątek w turnieju. Od środy wiadomo, że nie utknęła na dobre we wcześniejszych rundach. Bezpieczniej jest poczekać z generalnymi wnioskami dotyczącymi jej formy, ale kolejne zwycięstwa w Rzymie, a przede wszystkim ich styl napawał optymizmem przed potyczką z Eliną Switoliną. Tym razem nadzieje się nie spełniły.

Polka zbiera świetne recenzje. Dobrze się ogląda jej tenis, jej spokój, pewność siebie. Tego brakowało od miesięcy. Bardzo przekonujące wygrane nad Naomi Osaką i Jessiką Pegulą mają swoją wagę. Obserwatorzy podkreślają rolę Francisco Roiga, który zdobył zaufanie swojej podopiecznej. Porażka z Eliną Switoliną pokazuje, że praca nie została jeszcze zakończona.

Półfinałowa rywalka, urodzona w Odessie 31-letnia Ukrainka, przeżywa drugą sportową młodość. Po przerwie macierzyńskiej kilka lat temu wróciła do ścisłej czołówki, co wielu innym się nie powiodło. Obecny sezon rozpoczęła od półfinału Australian Open, a kolejne występy potwierdzają jej klasę. Także te na Campo Centrale. Pokonanie Jeleny Rybakiny w ćwierćfinale mówi samo za siebie. Reprezentantka Kazachstanu jest przecież bliska wyprzedzenia Aryny Sabalenki, liderki rankingu.

W sobotnim finale na zwyciężczynię tego pojedynku czekała Coco Gauff. Amerykanka zakończyła piękną przygodę Sorany Cîrstei na rzymskich kortach, wygrywając 2:0 (6:4, 6:3). Rumunka miała swoje szanse w pierwszym secie, ale ostatecznie nie udało się jej sprawić kolejnej niespodzianki. I tak na długo zapamiętamy jej triumf w potyczce z Aryną Sabalenką i inne wartościowe zwycięstwa w ostatnich dniach. Finał w sobotę.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łatwogang rozbił bank. Diss na raka i cud w kawalerce. Jaki będzie ciąg dalszy akcji?

Łatwogang zaatakował raka klinicznego, ale postanowił też walczyć z tym społecznym: z obojętnością.

Katarzyna Kaczorowska
06.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną