Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

9 warunków i ustawa. Bruksela chciałaby się wywikłać ze sporu o polski KPO

Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen i premier RP Mateusz Morawiecki Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen i premier RP Mateusz Morawiecki Krystian Maj / Kancelaria Prezesa RM
Bruksela potwierdziła, że grudniowy pisowski projekt ustawy sądowej to sposób na odblokowanie pieniędzy z KPO. Nie zamknie to wszystkich konfliktów praworządnościowych, ale z tego etapu sporu o fundusze dla Polski Komisja Europejska chce się wywikłać.

Rozmowy o projekcie zmian sądowych, które wystarczyłyby do spełnienia praworządnościowych warunków wartego miliardy euro Krajowego Planu Odbudowy, zakończyły się 13 grudnia. KE poinformowała o tym w nieoficjalny sposób w Brukseli, a władza PiS po kilku godzinach ujawniła projekt, składając go w Sejmie (po krytyce prezydenta projekt wycofano, ma wrócić na najbliższym posiedzeniu). Potem przez ponad trzy tygodnie KE unikała publicznych wypowiedzi w tej sprawie, bo uzgodnienia były nieformalne, a poza tym wolała nie wchodzić w wewnątrzpolskie konflikty. Jednak w instytucjach UE, jak wynika z naszych informacji, ze zdziwieniem obserwowano twierdzenia, jakoby Komisja projektu nie widziała, nie analizowała, nie poparła.

Jerzy Baczyński: Między kompromisem a kompromitacją

Polski KPO i 9 punktów Komisji Europejskiej

W końcu w ten weekend już oficjalnie wypowiedział się na Twitterze komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders. „Nowy projekt ustawy o sądownictwie złożony przez polski rząd w grudniu 2022 r. jest obiecującym krokiem w stronę osiągnięcia zgodności z zobowiązaniami wynikającymi z polskiego KPO” – napisał. Dodał, że w kontekście przyszłej wstępnej oceny Komisji będzie ważne, by „ostatecznie przyjęta ustawa podnosiła standardy w zakresie ochrony sądowej i niezależności sądów”. Celem Reyndersa było wsparcie wersji ministra Szymona Szynkowskiego vel Sęka, że projekt dostał zielone światło od KE.

Polski KPO, czyli szczegółowy harmonogram reform i inwestycji, został zatwierdzony przez Brukselę w czerwcu 2022 r. Ale jakiekolwiek wypłaty będą możliwe dopiero po spełnieniu praworządnościowych „kamieni milowych”, czego nie gwarantowała przyjęta ostatniego lata ustawa oparta na projekcie prezydenta Andrzeja Dudy. „Nie zapewnia sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka potraktowania tego jako przewinienia dyscyplinarnego. To są kwestie, które muszą być rozwiązane, by wypełnić zobowiązania, a więc odblokować pierwszą płatność” – mówiła na początku lipca zeszłego roku szefowa KE Ursula von der Leyen.

Rząd Morawieckiego najpierw przekonywał, że te zastrzeżenia to efekt mylnej interpretacji KPO albo złej woli Komisji. Ale w listopadzie Szynkowski vel Sęk wreszcie zadeklarował w Brukseli gotowość do zmian ustawowych skrojonych pod KPO.

Jak się dowiadujemy, tym razem Komisja przedstawiła polskim negocjatorom dziewięć punktów, w których precyzyjnie rozpisała praworządnościowe wymogi, a polska strona w odpowiedzi napisała projekt ustawy korygowany dwa–trzy razy po informacjach z Brukseli o jego brakach. Przed ogłoszeniem był oceniany przez ekspertów ze służby prawnej Komisji Europejskiej, z Dyrekcji Generalnej ds. Sprawiedliwości i Konsumentów (JUST), a na poziomie politycznym przez grupę komisarzy, którym von der Leyen ostatniej jesieni powierzyła kwestie praworządnościowe z polskiego KPO. To trzej główni wiceszefowie KE (Frans Timmermans, Margrethe Vestager, Valdis Dombrovskis), a także wiceprzewodnicząca Věra Jourová i Didier Reynders.

Ustawa zgodnie z wymogami KPO ma rozszerzyć test niezależności sędziego i przenieść sprawy dyscyplinarne sędziów do Naczelnego Sądu Administracyjnego, choć zapewne Komisja nie miałaby nic przeciwko np. przeniesieniu ich do Izby Karnej SN. Rozwiązanie z NSA było wysuniętym przez polskich negocjatorów pomysłem na zapewnienie – na potrzeby postępowań dyscyplinarnych – „niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy ustawy”, a w praktyce takiego, wobec którego zastrzeżeń dotychczas nie sformułował ani TSUE, ani strasburski Trybunał Praw Człowieka.

W Polsce pojawiły się głosy ekspertów, że to rozwiązanie jest niekonstytucyjne. Według naszych informacji nie było to jednak omawiane na żadnym etapie rozmów między Warszawą i Komisją, której takie zastrzeżenia po prostu nie były znane. A od chwili ogłoszenia projektu Bruksela nie wchodzi w tę sprawę, bo – jak przekonuje jeden z naszych rozmówców – nie ona jest od oceny konstytucyjności projektu. Bruksela także już przed rokiem publicznie zadeklarowała, że w ramach KPO nie zamierza bezpośrednio zajmować się problemem upolitycznienia nowej Krajowej Rady Sądownictwa, odpuszczając tym samym systemowe rozwiązanie kwestii „neosędziów”.

Czytaj też: Władza boksuje się sama ze sobą. A pieniądze z KPO przepadają

KPO. Warunki praworządnościowe i „zwykłe”

Polski KPO to 22,5 mld euro dotacji oraz 12,1 mld euro tanich pożyczek, które są rozpisane do końca 2026 r. na transze wypłacane zasadniczo dwa razy w roku i uzależnione od spełnienia przypisanych do nich warunków. Wśród tych powiązanych z pierwszą transzą KPO dla Polski (ok. 2,9 mld euro) jest np. wdrożenie systemu Arachne – narzędzia informatycznego pomagającego zwalczać nadużycia finansowe. Natomiast zgodnie z zapisami KPO dopiero pod koniec 2023 r. Komisja Europejska zweryfikuje przebieg i efekty postępowań odwoławczych przysługujących sędziom dotkniętym decyzjami już zlikwidowanej Izby Dyscyplinarnej. Wymóg zmian w regulaminach Sejmu, Senatu i rządu, by poprawić proces stanowienia prawa, jest powiązany dopiero z drugą transzą KPO.

Ponadto już przy pierwszej transzy jest szereg „zwykłych” warunków związanych z cyfryzacją i zieloną transformacją, czyli także ustawą wiatrakową. Komisja Europejska ma do dwóch miesięcy na ocenę wniosków krajów Unii o wypłaty kolejnych transz. O ile zobowiązania z praworządnościowych „kamieni milowych” muszą być wypełnione całkowicie, o tyle tylko częściowe spełnienie „zwykłych” warunków pozwala na wypłatę części raty z żądaniem poprawy w ciągu sześciu miesięcy (pod groźbą przepadnięcia reszty pieniędzy). W razie odwrotu od reform Bruksela może zażądać zwrotu pieniędzy z już wypłaconych rat.

Z powodu sporów praworządnościowych Polska nie złożyła jeszcze żadnego wniosku o transzę z KPO, więc na razie jedynym terminem końcowym jest grudzień 2026, po którym wypłaty nie będą możliwe. Wprawdzie przepisy o Funduszu Odbudowy przewidują utratę pieniędzy „w przypadku niepoczynienia przez dane państwo UE wymiernych postępów w realizacji żadnego z kamieni milowych i wartości docelowych w ciągu 18 miesięcy” od zatwierdzenia KPO, ale to obecnie nie jest przypadek Polski.

Rząd Morawieckiego nie zdołał wynegocjować KPO przed końcem 2021 r. i dlatego Warszawa straciła prawo do zaliczkowej wypłaty 13 proc. KPO. Ale te pieniądze nie przepadły, są w puli do wypłacenia w ratach do 2026.

Czytaj też: Igor Tuleya wrócił do sądu. Ale „walka trwa”

Ponad 400 mln euro. Licznik kar się kręci

Praworządnościowe wymogi z „kamieni milowych” KPO zazębiają się z problemami z „ustawy kagańcowej”. Wyroku TSUE w jej sprawie należy się spodziewać wiosną, już latem 2021 r. nakazał on Polsce doraźne zamrożenie kluczowych przepisów (w ramach środków tymczasowych). A potem, wskutek zignorowania tego postanowienia przez Warszawę, TSUE zarządził karę 1 mln euro za każdy kolejny dzień lekceważenia.

Ten licznik kar, które Komisja Europejska sukcesywnie potrąca z przelewów dla Polski, nadal się kręci, a 1 stycznia wskazywał już 425 mln euro. Wejście w życie grudniowego projektu sądowego nie tylko pomogłoby odblokować wypłaty z KPO, ale zapewne zwiększyłoby szanse na zastopowanie tego licznika, choć problemem pozostałby m.in. uchylony jeszcze przez Izbę Dyscyplinarną immunitet sędziego Igora Tulei.

Czytaj też: Milion euro kary dzień w dzień. PiS chciałby to zatrzymać

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną