Świat

Chiński plan pokojowy. Zawracanie głowy, Putin może machnąć ręką

Xi Jinping Xi Jinping Li Xueren / Xinhua News Agency / Forum
Pozornie stanowisko Chin wygląda jak ultimatum postawione Władimirowi Putinowi. Odbudowuje rosyjską strefę wpływów, powinien więc przejąć się tym apelem i „porzucić zimnowojenną mentalność”. Ale może machnąć ręką.

Zawracanie głowy – tyle zostanie z czegoś, co według największych optymistów miało być chińskim planem pokojowym dla Ukrainy. W 12 punktach rząd ChRL wyłożył do pewnego stopnia słuszne postulaty, bo – owszem – należy szanować suwerenność wszystkich państw czy zaprzestać działań wojennych. Tak samo co do zasady jakoś cenne są obserwacje, że „konflikt nikomu nie służy” i „nie ma prostego rozwiązania złożonych problemów”.

Jednak w sytuacji zbrodniczej napaści Rosji na Ukrainę, w obliczu działań wojennych i wobec codziennych gwałtów na ukraińskich cywilach do położenia im kresu potrzeba znacznie bardziej zdecydowanej reakcji niż garści powtarzanych od roku komunałów przypominających wypis z notatek studentów prawa międzynarodowego. Oczywiście pod warunkiem, że chce się wojnę faktycznie zakończyć.

Czytaj też: Nowa żelazna kurtyna. Rosja ustawia się plecami do Zachodu

Pokojowy plan Chin

Pozornie stanowisko Chin wygląda jak ultimatum postawione prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi. Odbudowuje rosyjską strefę wpływów, powinien więc przejąć się tym apelem i „porzucić zimnowojenną mentalność”. Ale Putin może machnąć na to ręką. Przywódca z Pekinu Xi Jinping nie zacznie go dyscyplinować. Owszem, dawał dowody zniecierpliwienia, bo wywołująca powszechną niestabilność wojna psuje szyki chińskiemu biznesowi. Putin chyba też do jakiegoś stopnia oszukał Xi – raczej nie powiedział, że tzw. operacja specjalna w Ukrainie pójdzie w tak bestialskim kierunku.

Chińczycy sprawiają wrażenie stania z boku, jakby liczyli na status mediatora, pośrednika w sporze. Teraz jednak nie piszą, jak konkretnie miałoby dojść do zaprzestania działań zbrojnych i nawiązania rozmów pokojowych. Bardziej chronią Rosję, nie przypisują jej winy za napaść i zbrodnie, a odpowiedzialnością za toczące się walki obarczają obie strony. Tuzin punktów opatrzono tytułem zawierającym słowa „kryzys ukraiński” i ktoś niezorientowany nie połapie się, kto na kogo napadł.

Zachód chińskie wystąpienie zgodnie krytykuje. Władze ukraińskie nie mają tego komfortu, starają się nie zrażać do siebie komunistów. Punktują jednak, że skoro Chińczycy deklarują neutralność, to powinni pozostawać w równej odległości do obu stron, a ewidentnie sprzyjają Rosji. Intensywnie z nią handlują, sprowadzają niechciane w Europie surowce energetyczne, co do pewnego stopnia pomaga łagodzić skutki amerykańskich i europejskich sankcji gospodarczych. A rzeczywistą chińską intencją – ostrzegają Stany Zjednoczone – jest wsparcie zbrojne Rosji. Chińczycy mają się do tego przygotowywać mimo zapowiadanych przez rząd USA ewentualnych sankcji odwetowych wycelowanych w chińskie firmy. W przypadku realizacji wariantu zbrojenia Putina przedsiębiorstwa z ChRL zostałyby m.in. odcięte od rynku USA. I także do Chińczyków mówił Joe Biden w ogrodach Zamku Królewskiego w Warszawie.

Xi dał Putinowi wolną rękę

Po roku inwazji nie straciło na aktualności podejrzenie, że niezależnie od rezultatu na polu walki to Chiny będą wśród zwycięzców tej wojny. Po pierwsze, w coraz większym stopniu uzależniają od siebie Rosję. Putinizm potrzebuje zewnętrznego wsparcia, bo stan gospodarki wcale nie ma być tak kolorowy, jak pokazują dotychczasowe wskaźniki makroekonomiczne. Gospodarka została bowiem podtruta sankcjami jak arszenikiem, trucizną, którą można podawać w długich dawkach, trudno wykrywalną, a ostatecznie śmiertelnie skuteczną. Również bilans polityczny Rosji jest mizerny.

W przestrzeni posowieckiej Putin swoją nieobliczalnością budzi przede wszystkim lęk. Podszyty lekceważącą obserwacją, że Rosja jest dziś znacznie słabsza i wojskowo, i politycznie niż przed rokiem. W Azji Środowej i na Kaukazie zwłaszcza Kazachstan i Azerbejdżan podjęły w ostatnich miesiącach sporo ruchów, które osłabiły ich więzy z Rosją i podważały jej moc w obu regionach. Mołdawia odjechała już na dobre do Europy, za chwilę będzie odcinać ostatnie cumy łączące ją ze Wspólnotą Niepodległych Państw. Zostaje Białoruś Alaksandra Łukaszenki, ale nawet jego psia wierność wobec Putina ma swoje limity, bo musi się liczyć z – na razie mocno hipotetycznym – scenariuszem aneksji jego kraju przez Rosję. W tych okolicznościach i Białoruś, i choćby państwa środkowoazjatyckie coraz częściej szukają w Chinach oparcia i balansu dla rosyjskich, jak się okazuje toksycznych, wpływów.

Ponad rok temu Xi dał Putinowi wolną rękę w Ukrainie, razem myślą o rozmontowaniu obecnego ładu międzynarodowego, z ograniczeniem roli Stanów Zjednoczonych, Zachodu i podważeniem lansowanego przez nich systemu wartości. Zbrojąc Ukrainę, Ameryka bije w chińskiego sprzymierzeńca i chińskie interesy. Jednak logika etapu podpowiada, że nie można zrobić tego za mocno. Znokautowana Rosja może nie mieć dość werwy, by opierać się przed próbami zdominowania przez Chiny. Które kiepsko nadają się na neutralnego mediatora, bo też są stroną tej wojny.

Podkast: Chiny jak smok budzą się ze snu. Na czym polega ich fenomen?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kultura

Jerzy Stuhr (1947–2024). Półśrodki go nie interesowały

Wielcy artyści pozostawiają po sobie legendę. Jerzy Stuhr zostawił ich kilka: inteligenta, moralisty, nauczyciela i mistrza rozrywki.

Janusz Wróblewski
16.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną