Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Dlaczego Zełenski odwołał Naczelnego Wodza? Niepewność na froncie jest zgubna

Prezydent Wołodymyr Zełenski i gen. Walerij Załużny Prezydent Wołodymyr Zełenski i gen. Walerij Załużny Wołodymyr Zełenski / X (d. Twitter)
Odwołanie naczelnego dowódcy bez silnych i jasnych argumentów może się obrócić przeciw Zełenskiemu, a nawet całemu rządowi. A gen. Załużny odważył się powiedzieć prawdę o sytuacji na froncie.

Ta wieść szeroko się rozniosła: Wołodymyr Zełenski zdymisjonował w czwartek po południu naczelnego dowódcę sił zbrojnych gen. Walerija Załużnego. Powołał na jego miejsce dotychczasowego dowódcę wojsk lądowych gen. Ołeksandra Syrskiego.

Właściwie zaskoczenia nie ma, pytanie „kiedy?” wisiało w powietrzu. O konflikcie między Zełenskim a Załużnym mówiło się niemal rok temu. Sprawa ucichła, bo rozpoczęły się przygotowania i oczekiwana w napięciu wielka kontrofensywa. Powróciła, gdy ofensywa nie przyniosła spodziewanych rezultatów, Rosjan nie udało się odepchnąć, nie udało się też przejąć inicjatywy. Wojna ugrzęzła w okopach, inicjatywa coraz częściej przechodzi na stronę Rosjan, choć przy ciężkich walkach i ogromnych stratach w ludziach i sprzęcie.

Czytaj też: Ameryka, pusta zbrojownia Ukrainy

Ukrainie brakuje ludzi i amunicji

To nie dlatego, że Ukraińcom brakło dzielności i waleczności. Po prostu Rosjanie są silniejsi, a ich możliwości dostarczania na front nowych żołnierzy jest nieograniczona. Gospodarka, przestawiona na wojenny tryb, produkuje przede wszystkim na potrzeby wojska. Plus pomoc Chin, Korei Północnej, Iranu...

Ukraińcom już jakiś czas temu zaczęło brakować amunicji i te braki się pogłębiają. Ciężko walczyć, gdy każdy pocisk trzeba obrócić pięć razy, zanim się go wystrzeli, bo nowych nie ma i może nie być w ogóle. Rosjanin wystrzeliwuje dziesięć pocisków, Ukrainiec – jeden. Taka jest dziś, realnie, proporcja.

W dodatku ukraińska armia jest teraz armią ojców, jak się mówi potocznie. Brakuje nowych, młodych żołnierzy, którzy powinni stanąć do obrony ojczyzny. Nikt nie chce ginąć, to jasne, ale i nikt nie wypełni tego obowiązku za Ukraińców.

Gen. Załużny miał jasne stanowisko w sprawie konieczności przeprowadzenia poboru, uważał, że jest niezbędny, bo armii potrzeba szybko pół miliona świeżych żołnierzy. Zełenski obawiał się niepopularnych decyzji z powodów politycznych. Załużny odważył się powiedzieć prawdę o sytuacji na froncie w tekście dla zachodnich mediów. Zełenski nigdy tego nie zrobił.

Wtedy właśnie wróciła na plan pierwszy sprawa dymisji. Generał cieszy się wielkim uznaniem, niemal uwielbieniem, w badaniach poparcie dla niego przekracza nawet 90 proc. Poparcie dla Zełenskiego tymczasem zmalało i nadal maleje. Czy zaczął dostrzegać w Załużnym konkurenta politycznego?

Dotychczas generał nie przejawiał żadnych politycznych ambicji, jego rzemiosłem była wojna, wojsko, a nie polityczne wygibasy. Ale Zełenski, jak widać, miał rosnące przekonanie, że ta popularność Załużnego może stać się groźna. Zwlekał z dymisją, bo cóż miałby powiedzieć społeczeństwu: że jest zazdrosny o popularność Naczelnego Wodza? Że widzi w nim potencjalnego rywala?

Czytaj też: Żelazny Generał stoi przed najtrudniejszym zadaniem

Między frontem a polityką

Trudno było zrzucić odpowiedzialność na Amerykanów, sugerując, że to oni domagali się zmiany w funkcji dowódcy. Mieli wprawdzie dokładne informacje o możliwości zdymisjonowania Załużnego, wiadomo też, że nie byli tym zachwyceni, ale wyraźnie powiedzieli Zełenskiemu, że nie będą ingerować w sprawy Ukrainy.

Nie dało się też krytykować Załużnego za niepowodzenia, bo w Ukrainie panuje zasada, że nie krytykuje się tego, co dzieje się na froncie. Społeczeństwo stoi murem za armią i decyzjami dowódców.

Dopiero 5 lutego Zełenski wspomniał o bliżej nieokreślonym resecie, a komentatorzy zaczęli się zastanawiać, czy chodzi o gremia rządowe, czy raczej wojskowe. Analizowano słowa doradców prezydenta, niejasne stwierdzenia o audycie po dwóch latach wojny.

Sam Zełenski w wywiadzie dla „The Sun” tak opisał charakter napięcia między nim a Załużnym: „Jeśli zarządzasz wojną, co oznacza, że jutro będziesz zaangażowany w politykę lub wybory, to w słowach i na linii frontu zachowujesz się jak polityk, a nie jak wojskowy”.

Wpływowy portal „Ukraińska Prawda” skomentował te słowa tak: „Prezydent jako polityk postrzega wojnę nie tylko jako problem bezpieczeństwa, ale także jako problem czysto polityczny. Wojna jest czynnikiem decydującym w polityce, od jej wyniku zależy polityczne oblicze Ukrainy”.

Załużny ze swoim otoczeniem powinien więc pracować „na wynik prezydenta”, a nie na własny rachunek, który łatwo przełożyć na ewentualny sukces polityczny. Nie dawał się traktować instrumentalnie. To mogło, nawet musiało irytować Zełenskiego, którego autorytaryzm coraz częściej daje się zauważyć.

Czytaj też: Ukraina w demograficznej zapaści

Zełenski stawia na Syrskiego

Prezydent rozważał dwóch kandydatów na miejsce Naczelnego Dowódcy: szefa wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa i dowódcę wojsk lądowych Ołeksandra Syrskiego.

Budanow, choć znany z wybitnych sukcesów, ataków na Rosjan, nie ma wystarczającego doświadczenia frontowego, na polu walki. Syrski nie jest dowódcą nadmiernie popularnym wśród żołnierzy, bo ponoć – inaczej niż Załużny – mniej szanuje ludzkie życie. Trochę jak ze starej szkoły sowieckiej: trzeba wykonać zadanie za wszelką cenę. Wybór był więc trudny. Ostatecznie prezydent zdecydował się na Syrskiego. Załużnemu zaproponowano pozostanie w wojskowym teamie, nie wiadomo na razie, w jakiej roli. Jak twierdzą komentatorzy, propozycja padła jedynie po to, żeby nie ruszył w stronę polityki. Wiadomo też, że prezydent obawia się niezadowolenia społecznego, gniewu żołnierzy, którzy Naczelnego Dowódcę uwielbiali i ufali mu, co może jest jeszcze ważniejsze.

Jakie będą konsekwencje tej zmiany na niezwykle ważnym – zwłaszcza w czasie wojny – stanowisku? Być może łatwiejszy będzie proces podejmowania decyzji, który poprzez niepewną sytuację głównodowodzącego niewątpliwie został zakłócony. Na froncie niepewność jest po prostu zgubna.

Z drugiej strony odwołanie Naczelnego Dowódcy bez silnych i jasnych argumentów może się obrócić przeciw Zełenskiemu, a nawet całemu rządowi. Zaufanie do podejmowanych przez prezydenta decyzji może teraz osłabnąć. Tymczasem akceptacja i poparcie społeczne jest niezbędne, żeby wygrywać. Nie tylko na frontach, także na arenie międzynarodowej. A ta walka wciąż przed Zełenskim. Cięższa niż kiedykolwiek.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Przybywa dzieci, które nie chcą żyć

O problemach psychicznych najmłodszych opowiada Lucyna Kicińska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Joanna Cieśla
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną