Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Europa szuka miejsca w świecie Trumpa. Berlin godzi się z sytuacją, Madryt idzie na zwarcie

Berlin tłumaczy amerykański atak na Iran. Paryż oferuje swym europejskim sojusznikom współpracę na rzecz odstraszania atomowego. Hiszpania idzie na zwarcie z prezydentem USA. Na zdjęciu przywódcy europejscy i prezydent USA Donald Trump w Białym Domu. Sierpień 2025 r. Berlin tłumaczy amerykański atak na Iran. Paryż oferuje swym europejskim sojusznikom współpracę na rzecz odstraszania atomowego. Hiszpania idzie na zwarcie z prezydentem USA. Na zdjęciu przywódcy europejscy i prezydent USA Donald Trump w Białym Domu. Sierpień 2025 r. Forum
Berlin tłumaczy amerykański atak na Iran. Paryż oferuje europejskim sojusznikom współpracę w zakresie odstraszania atomowego jako uzupełnienie amerykańskiego parasola. Hiszpania sprzeciwia się prezydentowi USA.

Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o – wspólnym z Izraelem – ataku na Iran spotkała się z powściągliwą reakcją przywódców europejskich. Wyjątkiem były publiczne, stanowcze deklaracje hiszpańskiego premiera Pedra Sancheza o łamaniu przez USA prawa międzynarodowego oraz odmowa zgody na skorzystanie przez Amerykanów z baz na terytorium Hiszpanii. Dziś Trump odpowiedział na to zapowiedzią zerwania relacji handlowych z Madrytem.

Czytaj także: Strategia dekapitacji. Czy Moskwa i Pekin mogą się bać tego, co dzieje się w Iranie?

Merz nie widzi problemu

Wprawdzie w Brukseli rozpala się awantura o to, kto i jak powinien wypowiadać się w imieniu podzielonej UE, bo – teoretycznie niemająca uprawnień w sprawach międzynarodowych – szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen już w niedzielę zasadniczo poparła zmianę władzy w Iranie. Jednak kluczowe kraje Europy – poza strukturami UE i NATO – coraz skuteczniej formułują wspólne stanowisko w sprawie wojny.

Kanclerz Friedrich Merz, prezydent Emmanuel Macron i premier Keir Starmer, czyli grupa E3, po atakach odwetowych Iranu na kraje Zatoki Perskiej zadeklarowali, że podejmą „proporcjonalne działania obronne” przeciwko Teheranowi w celu ochrony swoich interesów, w tym środki „mające na celu zniszczenie zdolności Iranu do wystrzeliwania rakiet i dronów”. W odpowiedzi irański MSZ ostrzegł kraje europejskie przed udziałem w amerykańsko-izraelskiej kampanii, co „byłoby aktem wojny”.

Najszybszy w kwestii swoistej realpolitik, czyli godzenia się z wydarzeniami prowokowanymi przez Trumpa, jest kanclerz Merz, który miał dziś spotkanie z prezydentem USA w Białym Domu w ramach zaplanowanej dużo wcześniej wizyty w Waszyngtonie.

Reklama