Orbán przelicytował i szuka ratunku. Kolejne rewelacje o związkach rządu Węgier i Moskwy
Najnowsze dane płynące z badań opinii nie pozostawiają złudzeń – TISZA, opozycyjna prawicowa partia Petera Magyara, jest murowanym faworytem do zwycięstwa 12 kwietnia. W tej chwili średnia sondażowa daje jej przewagę 10 pkt proc. nad rządzącym od 16 lat Fideszem. W symulacjach wielokrotnych aż w 7 przypadkach na 10 opozycja zdobywa większość, z czego w jednej dziesiątej przypadków – większość konstytucyjną. Jak mówi „Polityce” prof. Gabor Scheiring, ekonomista oraz politolog z Georgetown University Doha, taki scenariusz trzeba już brać pod uwagę, przynajmniej w teorii. Jeszcze kilka miesięcy temu było to całkowicie nie do pomyślenia.
Czytaj także: CPAC na cześć Orbána. Prawica pręży muskuły w Budapeszcie. Ciąg dalszy w Teksasie z Nawrockim
Orbán próbuje wszystkiego
W ostatnich dniach notowania dwóch głównych partii niespecjalnie się zmieniły – co wskazuje, że większość Węgrów gotowych do udziału w wyborach już podjęła decyzję, na kogo zagłosuje. Załamuje się, i to w szybkim tempie, poparcie dla trzeciej partii, która może wejść do parlamentu – skrajnie prawicowego ugrupowania Mi Hazánk („Nasza Ojczyzna”). W pewnym sensie była ona bezpiecznikiem dla Orbána, tak jak kiedyś sławny w całej Europie Jobbik. W tej chwili średnia sondażowa radykałów wynosi 5,4 proc., a symulacje wyborcze dają jedynie 60 proc. szans na przejście przez próg wyborczy.