Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Ruscy do domu? Kreml udaje, że nic się nie stało. Wini Orbána, szuka pocieszenia

Wiec Viktora Orbána Wiec Viktora Orbána Facebook
Zaawansowane operacje Kremla nie pomogły, dlatego w mediach i w sieci – podobnie było po utracie sojuszników w Syrii i Wenezueli – Rosjanie próbują szukać pocieszenia.

Kreml nie zamierza składać gratulacji zwycięzcy wyborów na Węgrzech, liderowi partii Tisza Péterowi Magyarowi. „Nie składamy gratulacji nieprzyjaznym państwom. A Węgry są nieprzyjaznym krajem, popierają sankcje wobec nas” – zakomunikował w poniedziałek rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow.

Podczas briefingu dla dziennikarzy o dotkliwości porażki wypowiadał się w sposób zawoalowany. Dlatego zdanie: „Kreml szanuje wybór Węgrów”, w istocie oznacza: „nie udało się, ale nie chcemy o tym mówić”. Jak dodał, „rosyjskie władze planują utrzymać bardzo pragmatyczne kontakty z nowymi władzami Węgier”. Bitwa wprawdzie przegrana, ale wojna toczy się dalej.

Kreml wini Orbána

W oczach Kremla za porażkę wyborczą odpowiada i sam Viktor Orbán, i Donald Trump. Głównym argumentem rosyjskich komentatorów jest stwierdzenie, skądinąd prawdziwe, że Węgrzy byli zmęczeni 16-letnimi rządami Fideszu. Poza tym premier popełnił błąd – wyjaśnia na łamach portalu Gazeta.ru Wadim Truchaczew, politolog z Państwowego Uniwersytetu Humanistycznego – stawiając w kampanii na sprawy zagraniczne. Skupiał się na Ukrainie i Unii Europejskiej, a powinien priorytetowo traktować drożyznę, kryzys systemu opieki zdrowotnej i edukacji, stan dróg czy bezrobocie.

Reklama