Wydobywanie niemieckiej historii w polskim mieście jest zawsze politycznie ryzykowne
Rozmowa z Kubą Snopkiem, badaczem architektury, o tym, jak różnie Warszawa i Wrocław traktują swoją XX-wieczną historię.
Wrocław
Wroclaw/Facebook

Wrocław

Kuba Snopek
Strelka Institute for Media, Architecture and Design/Flickr CC by 2.0

Kuba Snopek

Urszula Schwarzenberg-Czerny: – Huczne obchody wydarzeń patriotycznych Święta Niepodległości bardziej kojarzą się panu z centrum niż z zachodem kraju?
Kuba Snopek, urbanista i badacz architektury: – Urodziłem się we Wrocławiu, po studiach stamtąd wyjechałem. Od 2007 do 2015 roku mieszkałem za granicą. Wróciłem i od roku mieszkam w Warszawie. Mam więc do porównania nie Polskę Centralną i Polskę Zachodnią, tylko Warszawę i Wrocław. Oczywiście Warszawa jest większym i bardziej złożonym miastem, natomiast rzuca się w oczy bardzo mocno to, że historia jest tutaj bardzo ważna. Miasto historią epatuje, trzeba wręcz czasem iść na wewnętrzną emigrację, żeby nie dopuszczać do życia codziennego informacji o setkach tysięcy zabitych w czasie drugiej wojny mieszkańców.

A we Wrocławiu historia jest zupełnie nieodkryta.
Jest mniej istotna. W 1945 roku narodziło się nowe miasto i to, co było wcześniej, obecnych mieszkańców tak mocno nie interesuje. Tym, co było wcześniej, zajmuje się mała grupa historyków, dziennikarzy, aktywistów. Oni historię miasta dopiero odkrywają i muszą przy tym działać przeciwko materii, bo wydobywanie na powierzchnię niemieckiej historii w polskim mieście jest zawsze politycznie ryzykowne.

Jest teraz również opór społeczny?
Nie wiem, dla ilu mieszkańców to jest w ogóle interesujące. Mogę oczywiście powiedzieć, że w Polsce tyle ludzie mówią teraz o historii, że bycie w mieście, gdzie się nie mówi o historii, jest pewnego rodzaju wytchnieniem. Nie wiem, czy taka hipoteza ma jednak oparcie w faktach. Zastanawiam się po prostu, na ile to jest dla mieszkańców Wrocławia istotne. Mój dom rodzinny to kamienica z 1896 roku, która została wybudowana w czasach boomu budowlanego rozpoczętego po wygranej przez Prusy wojnie z Francją. To jest jedna z tysięcy takich kamienic, takie same są we Wrocławiu i w Berlinie. Ja nie wiem, jaka jest historia tego domu, nie wiem, jaka jest historia jego mieszkańców. Jestem tylko przekonany, że rodzina każdego z sąsiadów przyjechała z innej części Polski. Jedna osoba z tego budynku, Niemka, urodziła się w przedwojennym Breslau, wyszła za mąż za Polaka i została w tym mieście po wojnie. Ona była taką duszą tego budynku.

Wydaje mi się, że Wrocław i Ziemie Odzyskane mają dwie nieodkryte historie. Pierwsza jest historią niemiecką, historią kamieni – budynków, mostów, kanałów. A druga historia to jest historia ludzi, którzy tam przyjechali po wojnie. Z mojej rodziny wszyscy przyjechali z innych miejscowości, każdy przywiózł zupełnie inną kuchnię, każdy przywiózł inny dialekt i tak dalej. Wydaje mi się, że ta druga historia jest wielokrotnie bardziej interesująca. Ona też czeka na odkrycie, bo ta multikulturowość się po jednym, dwóch pokoleniach skończyła. W tej chwili Wrocław jest absolutnie homogeniczny, tak jak cała Polska. Do wydobycia tej drugiej historii potrzeba teraz strasznie dużo pracy.

Pojawia się już taki pomysł na Ziemiach Odzyskanych, żeby obchodzić Stulecie Niepodległości, problematyczne ze względu na przedwojenną historię tych terenów, w trochę inny sposób – poprzez nawiązanie do stulecia uzyskania przez kobiety praw wyborczych w Polsce. Miasta będą mogły się do tego wydarzenia swobodnie odwoływać, skoro nie mają punktów architektonicznych powiązanych z 1918 rokiem. Czy o kobietach można opowiadać również przez historię miejskiej architektury?
Jeżeli popatrzeć na to w szerokim kontekście, to sto lat temu zaczęła się kończyć pierwsza wojna światowa i ukształtował się nowy ład w Europie, szczególnie nowe państwowości w Europie Środkowej i Wschodniej. Moim zdaniem jesteśmy w przededniu dekady stuleć państw, wszystkich instytucji, które tam zostały stworzone, stulecia towarzystw i stulecia wszystkich klubów sportowych. To wszystko powstało w pierwszej dekadzie po odzyskaniu niepodległości w Polsce, na Litwie czy w Finlandii. Ponieważ to jest stulecie tworzenia państwowości, to podejrzewam również, że 99,9 proc. tych obchodów będzie miała charakter stricte narodowy. Nie tylko w Polsce, we wszystkich krajach regionu. My – osoby o liberalnych i lewicowych poglądach – jesteśmy więc na przegranej pozycji ze stuleciem uzyskania przez kobiety praw wyborczych, bo ono utonie w stuleciach narodowych o charakterze bardziej prawicowym niż lewicowym.

Nie wiem, jak architektura może w tym pomóc. Będziemy na pewno obchodzić również stulecia kolejnych budynków, będą wśród nich budynki funkcjonalistyczne, czysto modernistyczne, spółdzielnie mieszkaniowe czy ważne budynki użyteczności publicznej. Natomiast będzie wśród nich również grupa budynków o bardzo „prawicowej” architekturze, np. Świątynia Opatrzności Bożej, której wielki projekt i konkurs sprzed stu lat pewnie też teraz wypłynie. Możliwości obchodzenia stulecia państwowości jest bardzo dużo, ale im bardziej o tym myślę, tym bardziej przekonuję się, że Rosjanie mieli rację, decydując się na nieobchodzenie stulecia swojej rewolucji.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj