Jaka będzie kampania Jakiego w Warszawie?
Wystawienie przez PiS Patryka Jakiego w wyborach na prezydenta stolicy oznacza ostrą rywalizację. Potyczki słowne z Rafałem Trzaskowskim już się zaczęły.
Patryk Jaki
Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Patryk Jaki

Jeszcze w poniedziałek prezes PiS nie był zdecydowany: Patryk Jaki czy Michał Dworczyk. Z wyników wewnętrznych badań sondażowych, które spływały na biurko Kaczyńskiego, wynikało, że warszawiacy chcą prezydenta przewidywalnego, spokojnego i europejskiego. Z tej dwójki to Dworczyk lepiej wpasowywał się w oczekiwania. Ale w plebiscycie na to, kto jest bardziej pracowity i zdeterminowany, prowadził Jaki.

Z blokowiska do limuzyny

W czwartek wszystko stało się jasne: Dworczyk zostaje w kancelarii premiera Morawieckiego, a Jaki powalczy o stolicę. Już w piątkowy poranek (to ważne, prezes docenia tych, którzy pracują, kiedy on jeszcze dosypia) Jaki ogłosił: „Muszę stanąć dzisiaj w obronie tych wszystkich ludzi, którzy mieszkają w Warszawie, ale tutaj się nie urodzili, ale czują się warszawiakami. Jeżeli zostanę prezydentem miasta stołecznego Warszawy, to nie będzie dzielenia na żadne kategorie”.

Bronić przed kim? Przed Rafałem Trzaskowskim, kandydatem PO i Nowoczesnej na prezydenta, który zaczepił Jakiego: „Będzie musiał wysiąść ze swojej limuzyny i poznać miasto, którego do tej pory nie znał".

Limuzyna chyba zabolała Jakiego, który mówi o sobie: „chłopak z blokowiska”. Od dawna był zafascynowany wizerunkiem, który wykreował Ziobro – szeryfa i obrońcy uciśnionych, który strzeże zwykłych ludzi przed wyniosłymi elitami w limuzynach. Dziś Jaki chce bronić tych mieszkańców stolicy, którzy w rubryce „miejsce urodzenia” wpisują inne miasto niż Warszawa. Z tego, że i on nie jest warszawiakiem, czyni więc swój atut.

„Jak czołg na mafię reprywatyzacyjną”

Jaki jako szef komisji weryfikacyjnej, bo z funkcji rezygnować nie zamierza, będzie też bronił mieszkań warszawiaków. Jak mówił, jest „zdeterminowany, aby państwo parło jak czołg na mafię reprywatyzacyjną”. I pewnie nieraz przypomni, że Trzaskowski był szefem sztabu wyborczego Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nieraz usłyszymy, że to ona właśnie nie reagowała, ba, nawet przymykała oko na dziką reprywatyzację w stolicy.

Czytaj także: Kim są kandydaci PiS na prezydentów największych miast?

To praca w komisji reprywatyzacyjnej była dla Jakiego początkiem odcinania pępowiny od politycznego patrona Zbigniewa Ziobry. Być może pożądanym, choć pobocznym skutkiem wystawienia Jakiego ma być osłabienie Ziobry i jego Solidarnej Polski. A jeśli Trzaskowski go pokona, to wiadomo, czyja będzie wina – na pewno nie PiS, tylko ziobrystów.

Misja: zaorać przeciwnika i odbić stolicę

Jaki z pewnością już ustala, że Trzaskowski coś kiedyś popierał, a dziś mówi inaczej. Znając jego metody, mogą to być błahe sprawy albo wyrwane z kontekstu wypowiedzi, jak ta z dzieleniem warszawiaków na lepszych i gorszych. Bo dla Jakiego najbardziej liczy się pojedynek na słowa, by zaatakowany zrobił krok w tył i zaczął się tłumaczyć. Kandydatowi PiS chodzi o to, by – jak lubi powtarzać – „zaorać przeciwnika”. Trzaskowski z pewnością tak łatwo zaorać się nie da, ale wolałby powalczyć o stolicę z Dworczykiem. Jego mógłby ignorować, a na zaczepki Jakiego już od pierwszego dnia musi odpowiadać.

Przy Nowogrodzkiej naprawdę silna jest wiara w to, że Jaki może wreszcie po 16 latach odbić Platformie stolicę. To prestiżowe zwycięstwo dałoby Zjednoczonej Prawicy ogromnego kopa na wybory parlamentarne. Niedowiarkom politycy PiS przypominają, że Dudzie też nikt nie dawał szans, ale on ich nie słuchał, tylko od godz. 8 rano (jak Jaki) organizował konferencję i rozdawał herbatę przy metrze. Kandydat Jaki ma powtórzyć ten niespodziewany sukces.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj