Dowiedz się, jak wyglądało życie codzienne Polaków w XX w.
Dzięki Archiwum każdy może śledzić ludzką codzienność w XX w. I wyciągnąć wnioski dla siebie. O Archiwum Badań nad Życiem Codziennym opowiada koordynatorka poszukiwań materiałów w Warszawie.
Idea narodziła się w Poznaniu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.
Archiwum Badań nad Życiem Codziennym/Facebook

Idea narodziła się w Poznaniu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.

JĘDRZEJ DUDKIEWICZ: – Czym jest Archiwum Badań nad Życiem Codziennym? Co można w nim znaleźć?
BOGNA KIETLIŃSKA: – To archiwum wyjątkowe, bo dotyczy nie tyle samego życia codziennego, ile badań dotyczących tego zagadnienia, które były robione w Polsce przez bardzo różne środowiska i w różnym czasie. Zbieramy w nim rozmaite opracowania, takie jak wysoko ocenione prace magisterskie i doktorskie, raporty, materiały surowe. Chodzi o to, by dać użytkownikom możliwość, jeśli nie mogą ich samodzielnie i bezpośrednio dotknąć, zajrzenia do tych materiałów. Naszą ideą jest więc to, by nie ograniczać dostępu do naukowców, ale aby mogli i chcieli z niego korzystać ludzie, którzy się po prostu tymi tematami interesują.

Skąd wziął się pomysł na Archiwum?
Idea narodziła się w Poznaniu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza – kierownikiem projektu jest prof. Marek Krajewski. Archiwum w 2014 r. otrzymało dofinansowanie z Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. U podstaw naszego pomysłu leży przede wszystkim potrzeba ochrony cennych materiałów badawczych związanych z tradycją społecznych i humanistycznych badań codzienności w Polsce. Chcemy sprawdzić, jakie tematy były opracowywane, co znajdowało zainteresowanie wśród badaczy. Pozwoli to znaleźć białe plamy na mapie tych badań. Zależy nam też na dawaniu szerokiej możliwości korzystania z tych materiałów. To tym ważniejsze, że obserwujemy w naukach humanistycznych i społecznych tendencję, by ciągle wytwarzać coś nowego – często bez świadomości, że ogromne zbiory materiałów na dany temat już istnieją. Dlatego działamy inaczej: staramy się choćby digitalizować materiały, które są w archiwach papierowych. Dzięki pomocy dr Katarzyny Walczuk oraz uprzejmości redakcji POLITYKI sięgnęliśmy np. do jej archiwum, w którym znaleźliśmy ogromny zbiór pamiętników gromadzonych przez redaktora Jana Bijaka oraz pamiętniki polskich emigrantów, tworzone na potrzeby konkursu ogłoszonego w 2005 r. przez redakcję POLITYKI w Polsce, gazety „Nowy Dziennik” ukazującej się w USA oraz internetowego Comiesięcznego Magazynu Polonii „Świecie Nasz”, redagowanego w Kanadzie. Ponadto pozyskujemy materiały z archiwów uniwersyteckich i od osób prywatnych. W 2017 r. sami ogłosiliśmy konkurs pamiętnikarski na temat gościnności, który prowadzony był w trzech miejscowościach w województwie lubuskim. Ważna jest dla nas nie tylko wielkomiejska codzienność, ale także codzienność, w tym zjawisko gościnności, w małych miasteczkach i wsiach. Istotny jest też zakres czasowy, z którego pochodzą zbiory. Archiwum jest związane niemal z całym XX w. – od 1918 r. aż do dziś. Dzięki temu będzie można wykonywać analizy porównawcze.

Skąd wzięła się cezura 1918 r.? Dlaczego w Archiwum nie ma wcześniejszych materiałów?
Polskie badania nad codziennością zaczęły zyskiwać popularność dopiero po I wojnie światowej – kształt naszego Archiwum wynika z dynamiki rozwoju tego obszaru badawczego. Wówczas do Poznania powraca Florian Znaniecki, twórca metody biograficznej, zwanej niekiedy za granicą szkołą polską. Do tej tradycji nawiązuje właśnie nasze Archiwum. Co więcej, nie da się po prostu zebrać wszystkiego, co można zdobyć – konieczna jest selekcja. Musieliśmy wybrać określony obszar historyczny. Ograniczenie czasowe daje nieco większe szanse, by Archiwum było możliwie kompletne.

Dużo materiałów odpada? Jak taka selekcja wygląda?
Praca nad Archiwum kojarzy mi się z pracą archeologa, który odkrywa zakurzone pudła i sprawdza, co się w nich znajduje. Albo zagląda za drzwi, o których wszyscy zapomnieli. Nie wszystko jednak, co tam znajdzie, spełnia założenia poszukiwań albo nadaje się do pokazania światu. Po pierwsze, konieczna jest wysoka jakość materiałów: zarówno merytoryczna, jak i graficzna, pozwalająca je zeskanować. Przed digitalizacją czytamy każdy z nich – część odpada, bo nie spełnia wymogów. Nie wszystkie materiały wpisują się też w obszary codzienności, które nas interesują. Wśród wybranych przez nas tematów są m.in. praktyki medialne, cielesne i religijne, różne formy zażyłości, mobilność, drobna wytwórczość, styl życia. I choć czasami tytuł sugeruje, że dany materiał będzie się w nich zawierać, w trakcie czytania okazuje się, że trzeba go odrzucić. Zależy nam też na tym, by nie powielać innych archiwów. Ostatnim aspektem są obwarowania prawne: wiele zależy od tego, czy uda się zdobyć zgodę na publikację danego materiału.

Ile zatem materiałów znajduje się już w Archiwum?
Opisanych jest kilka tysięcy. Zanim jednak w ogóle zaczęliśmy je zbierać, przeprowadziliśmy 30 pogłębionych wywiadów z osobami, które zajmują się badaniami codzienności. Byli to wybitni eksperci – dość wymienić profesorów Rocha Sulimę, Elżbietę Tarkowską, Barbarę Fatygę czy Ludwika Stommę. Na podstawie ich wskazówek rozpoczęliśmy poszukiwania. Wpierw w Poznaniu, potem włączyliśmy Łódź, a następnie Warszawę. Na razie poszukujemy materiałów w tych trzech miastach – również w tej kwestii okazuje się, że nie jesteśmy w stanie objąć całej Polski, tym bardziej że finansowanie projektu jest ograniczone.

Każdy materiał doczekuje się za to opracowania. Co użytkownik może w nim znaleźć?
To bardzo żmudny proces, ale konieczny, by Archiwum było użyteczne, a proces jego przeszukiwania łatwy. Po digitalizacji tworzymy bardzo rozbudowany opis materiału zawierający najrozmaitsze dane: od tego, kto posiada prawa do tekstu, przez informacje historyczne, po słowa kluczowe i opis tego, co można w nim znaleźć. Anonimizujemy też materiały, by postępować w pełnej zgodzie z etyką badacza społecznego. Dotyczy to imion, nazwisk i miejsc. Kluczowa jest czytelność historii, do której zrozumienia nie potrzeba zdekodowania poszczególnych autorów czy bohaterów opowieści. W efekcie od dotarcia do materiałów do ich publikacji mija sporo czasu.

Co na końcu tego procesu użytkownik Archiwum może wziąć z niego dla siebie?
Wiele. Wiem, co mówię, bo sama bardzo dużo zyskałam. Niesamowite było dla mnie przedzieranie się przez te materiały, kontakt fizyczny z nimi, możliwość wzięcia w ręce choćby pamiętników, które powstawały w czasie powstania warszawskiego. Zdarzało się, że mogłam śledzić losy danej osoby przez niemal kilkadziesiąt lat! Miałam poczucie, że nawiązuję z nią niemal osobistą relację. Dzięki Archiwum każdy może śledzić taką – zwykłą i niezwykłą – ludzką codzienność. Sama nieraz się wzruszałam, czytając np. historie miłosne: od powierzchownych po głębokie, od krótkich po wieloletnie, od złamanych serc po nawiązywanie nowych znajomości. Nie trzeba być badaczem, wystarczy empatia i zainteresowanie, by Archiwum Badań nad Życiem Codziennym pozwoliło nam na dzielenie z kimś, nieraz odległym od nas w czasie i przestrzeni, jego losu. Często trudnego, pełnego spraw trudnych, wstydliwych, takich jak zdrada czy przemoc. Mam nadzieję, że podobne wrażenie będą mieli użytkownicy Archiwum – zarówno badacze, jak i tzw. zwykli oglądający.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj