Śmierdzący problem wyborczy na Śląsku
Władze gminy Miedźna na Śląsku przekonują, że oczyszczalnia ścieków to nie fabryka czekolady – tym bardziej perfum. Smród szczególnie intensywnie, także w wymiarze politycznym, notorycznie nasila się w roku wyborów samorządowych.
Lemna żywi się związkami fosforu i azotu. Przez jej kożuch nie mają prawa przedostawać się żadne smrody i wyziewy.
Paul Comstock/Flickr CC by 2.0

Lemna żywi się związkami fosforu i azotu. Przez jej kożuch nie mają prawa przedostawać się żadne smrody i wyziewy.

„Jak jest zima, to musi być zimno” – pouczał Stanisław Bareja w filmie „Miś”. Jak do oczyszczalni komunalnej trafiają nasze odchody, to wokół musi śmierdzieć – przekonują okolicznych mieszkańców władze gminy Miedźna na Śląsku. I dodają: oczyszczalnia ścieków to nie fabryka czekolady – tym bardziej perfum.

Rzecz w tym, że problem ten dokuczliwie zalatuje w stronę obywateli z posesji rozrzuconych nieopodal biologicznej oczyszczalni Lemna. To w sumie około 150 beneficjentów smrodu.

Gmina liczy sobie ponad 15 tys. mieszkańców, połowa z nich wiedzie żywot w pogórniczych blokach zlikwidowanej kopalni Czeczott. Im śmierdzi mniej albo wcale, za sprawą korzystnej róży wiatrów.

Czytaj także: Bitwa o wieś

Smród na ostrzu noża

Smród szczególnie intensywnie – także w wymiarze politycznym, notorycznie nasila się w roku wyborów samorządowych. Był stawiany na ostrzu noża w 2014 r. i w latach wcześniejszych, więc przemożną siłą smrodliwego natręctwa wraca i teraz. Czy uda się go w nadchodzącej kadencji pokonać? I w imię czego? Upiorny problem dotyka kilku procent wyborców. Problem da się spuścić i zamknąć sprawę – ale kosztem inwestycji w chodniki, ulice, przedszkola itp. w sołectwach, w których moc smrodu nie jest przemożna.

– Jak więc żyć? – pytają Elżbieta i Dariusz Kleinowie, lekarze, którzy kupili od gminy w 2009 r. ziemię w sołectwie Frydek, a dwa lata później wprowadzili się do wymarzonego domu. – Czujemy się oszukani przez gminę, która sprzedała nam działkę z uciążliwym sąsiedztwem – mówili na wrześniowej sesji Rady Gminy poświęconej m.in. Lemnej. Nieruchomość Kleinów co rok traci na wartości z racji coraz obrzydliwszego odoru. Zastanawiają się, czy nie pozwać gminy do sądu o odszkodowanie za „ukrytą wadę” przedmiotu sprzedaży.

Owszem, wiedzieli, że kupują działkę o rzut kamieniem – przez pole i las – od oczyszczalni: – Ale zapewniano nas, że gmina lada moment rozwiąże ten problem. Potwierdzali to też wcześniej wybudowani sąsiedzi, których także uspokajano, że sprawa smrodu jest na dobrej drodze. – Proszę nas nie marginalizować, bo nie mamy takiej siły wyborczej, jak ci z bloków, i nie traktować jak mieszkańców drugiej kategorii – prosi Klein.

Kamila Rudnicka, ich sąsiadka, mieszka w Miedźnej od 1998 r. Dodaje: – Obrzydliwy i upierdliwy smród wypełza po zimie i wisi nad nami do następnej. Na okrągło. Okna i drzwi trzeba zaklejać taśmami. Jak żyć?

W odpowiedzi od lat słyszą to samo – że amerykańska technologia oczyszczalni Lemna nie nadaje się do naszego klimatu. – W Kalifornii się sprawdza, u nas nie! – tłumaczy od lat Roman Pająk, prezes Gminnego Zakładu Gospodarki Komunalnej. Jak Abel krowie. Na nic – ludzie chcą dobrej zmiany. Chcą wstać z kolan, i żeby na górze nie śmierdziało.

Kopalnia na sto lat

Miedźna, niczym Kalifornia, od początku lat 90. przyciągała co zamożniejszych. Prawie jedna piąta gminy to dawna Książęca Puszcza Pszczyńska w znakomitej części porosła półwiecznymi drzewami. Tereny położone w dolinie Wisły, poprzecinane parowami, rzeczkami, łąkami, uroczyskami – cuda natury.

Rzut beretem do Bielska Białej i w Beskidy, niedaleko Kraków i Katowice. Nic tylko kupować, budować i najlepiej trzymać konie pod siodło lub do bryczki. Takie maniery kłują w oczy tych z pogórniczych osiedli. Jak to? Im aż tak się nie powiodło.

W latach radosnej górniczej twórczości w sołectwie Wola zbudowano dużą kopalnię Czeczott. Otwarto ją w 1985 r., a w 2005 r. zlikwidowano. Według planu miała żyć ze sto lat. Przy niej powstały duże osiedla z całą infrastrukturą – w tym z mechaniczną oczyszczalnią Promlecz. Wydawało się, że gmina zmierza w stronę statutu miasta z prawdziwego zdarzenia. Nic z tego…Węgiel wprawdzie jest, ale tak poszatkowany, że nie opłaca się go wydobywać. W tamtych latach z tych samych powodów podobny los przypadł nowej kopalni Morcinek – tuż przy czeskiej granicy. Budowa jednej kopalni to kilka miliardów dzisiejszych złotych. Poszły w dym. Ale wróćmy do naszego smrodu…

Innych sołectw nie podłączono do oczyszczalni w Woli, tylko na granicy Miedźnej i Frydka, na początku lat 90. zbudowano biologiczną oczyszczalnię Lemna – według technologii amerykańskiej. Takich zakładów jest w kraju ok. 50. W sąsiedztwie każdego śmierdzi jak cholera. Dlaczego?

Rzęsa nie radzi sobie w tym klimacie

Problem w tym, że główny ciężar rozprawienia się z komunalnymi fekaliami bierze na siebie – według tego pomysłu – rzęsa wodna, czyli lemna. Lemna żywi się związkami fosforu i azotu. Przez jej kożuch nie mają prawa przedostawać się żadne smrody i wyziewy. Nie mają prawa w Kalifornii. U nas to nie działa. Kożuch naszej rzęsy jest nadzwyczajny.

Według instrukcji obsługi rocznie na dnie osadników miało odkładać się do 2 cm osadu nadmiernego. Niewiele. Przez dwie dekady miał być spokój, stąd nie przewidziano wcześniejszego usuwania tej szczególnej „mikstury”. U nas po paru latach było już jej niemal półtora metra.

I wciąż rosła. Szybko się rozkładała i w nadmiarze uwalniała gazy. Pies w tej rzęsie jest pogrzebany w takim szczególe, że rzęsa w naszym klimacie „nie pracuje” w zimie. Zamiera lub wymiera. Gdyby miała temperaturę dodatnią, to przez cały rok dawałaby z siebie wszystko. Jak w Kalifornii. Ale u nas odradza się wiosną i jest już za późno na pokonanie naszych odchodów. Zima trzyma je jeszcze w swoich lodowych objęciach, ale wiosną jak zawieje fekalnym odorem pomieszanym z chemikaliami – wszystko przewraca się na drugą stronę i podchodzi do gardła.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj