Marek Henzler
22 czerwca 2011

Permanentna inwigilacja, czyli co wiedzą o nas inni

Państwo państwa śledzi

Różne organy państwa, w tym służby specjalne, mają coraz większe możliwości zdobywania informacji na nasz temat. Projekty przepisów regulujących działania służb przygotowują zazwyczaj one same.

Mamy już ogromny komercyjny rynek pozyskiwania i obróbki danych: firmy bankowe, ubezpieczeniowe, windykacyjne, doradztwa personalnego, badające preferencje konsumenckie i zapatrywania polityczne. Mamy rosnący segment marketingu i reklamy, klienckich kart lojalnościowych i klubów zakupowych, rynek internetowych aukcji, biur podróży i linii lotniczych, gier rozgrywanych w sieci i oczywiście portali społecznościowych. Internet przeczesują nasi nowi i starzy znajomi, potencjalni pracodawcy, osoby weryfikujące nasze ankiety personalne i wnioski o kredyt w banku. To w dużej mierze na Internecie opiera się też dziennikarstwo śledcze, nie mówiąc już o tzw. białym wywiadzie różnych służb. A z edukacją o skutkach złej ochrony danych osobowych jesteśmy w powijakach.

Potykają się o to nawet wielkie urzędy, jak choćby Główny Urząd Statystyczny, który – jak wykazała kontrola przeprowadzona przez generalnego inspektora ochrony danych osobowych – nie wykonał wszystkich niezbędnych zabezpieczeń uniemożliwiających dostęp do danych w formularzu spisu powszechnego. Przeciwnicy budowy w GUS, z okazji spisu, wielkiej megabazy danych obywateli mogą więc mieć satysfakcję. A podobnych baz będzie przybywać.

W tym roku prezydent RP podpisał już dwie ustawy przyzwalające na budowę megabaz danych – o Systemie Informacji Medycznej (SIM) i o Systemie Informacji Oświatowej (SIO). Pierwszy obejmie w zasadzie wszystkich, a drugi ok. 20 proc. obywateli.

Megabazy

Od początku ich budowa budziła sprzeciw, zwłaszcza SIO. Organizacje zajmujące się ochroną konstytucyjnych praw i wolności uznały, że system ten zagraża prawu do prywatności. Wezwały najpierw Senat, a potem prezydenta RP do odrzucenia projektu. Ale prezydent po konsultacjach ustawę podpisał. Teraz zapewne trafi do Trybunału Konstytucyjnego.

Nowy SIO ma zastąpić SIO stary, wprowadzony w 2005 r., bo zdaniem MEN nie pozwalał właściwie rozdysponować pieniędzy z subwencji oświatowej między gminy i szkoły. Gromadził jedynie zestawienia zbiorcze uczniów, opisanych według płci, wieku czy typu szkoły. Natomiast w nowym systemie gromadzone będą informacje o konkretnych uczniach, identyfikowanych przez ich numer PESEL. Dane będą zbierane przez cały okres edukacji, od przedszkola po egzamin na studia. Minister edukacji będzie miał więc dostęp do pełnych „profili edukacyjnych” ok. 6 mln przedszkolaków i uczniów, w tym i do danych wrażliwych – o ich dysfunkcjach i korzystaniu z pomocy psychologicznej. Zebrane zostaną też dane o 600 tys. pracowników oświaty.

Fundacje Panoptykon i Helsińska, Stowarzyszenie Projekt Polska, a także Związek Nauczycielstwa Polskiego i oświatowa Solidarność uważały, że zarządzanie oświatą na szczeblu centralnym nie wymaga gromadzenia w jednej megabazie danych indywidualnych. Wystarczą zbiorcze. Dr Wojciech R. Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych (GIODO), w liście do Sejmu wyrażał poważne wątpliwości, czy zakres danych gromadzonych w SIO nie przekracza kryterium „niezbędności w demokratycznym państwie prawa” (art. 51 Konstytucji RP).

Generalny inspektor zwracał także uwagę, że stwarzana jest pokusa wykorzystania takich danych do celów innych niż te, do których pierwotnie zostały zebrane. Można sobie wyobrazić, jakie mogą być naciski na zdobycie informacji z systemu danych medycznych ze strony firm farmaceutycznych, handlujących sprzętem rehabilitacyjnym, ubezpieczeniowych, doradztwa personalnego czy choćby tabloidów zainteresowanych stanem zdrowia polityków i celebrytów.

Jesteś w mojej kamerze

Coraz więcej naszych danych gromadzi się też w celu walki z terroryzmem i przestępczością. Na tym ostatnim polu mamy przyjętą w maju nowelizację ustawy o grach hazardowych, która wprowadza obowiązek rejestracji gości nie tylko, jak dotąd, w kasynach, ale i w salonach gier, gdzie gra się w bingo na pieniądze.

Nowe przepisy mają pomóc fiskusowi w weryfikowaniu prawidłowości wystawianych zaświadczeń o uzyskanej wygranej. Teraz, jeszcze przed rozpoczęciem gry, do specjalnego rejestru personel kasyna czy salonu będzie musiał wpisać m.in. imię i nazwisko gościa, rodzaj, numer i wystawcę dokumentu tożsamości, datę i godzinę wejścia do salonu, adres, wiek, obywatelstwo i numer PESEL. Sporo, jak na niewinną rozrywkę.

Na kasyna nałożono obowiązek zainstalowania audiowizyjnego systemu kontroli gry. Ma on umożliwić m.in. rozliczania żetonów i gotówki oraz dodatkową kontrolę i weryfikację gości. Rejestry gości i zapisy z kamer przechowywane będą przez trzy lata i mogą być w tym czasie udostępniane służbom celnym, skarbowym, policji oraz prokuratorom i sędziom w przypadku toczącego się postępowania. Nie można wykluczyć, że przy tak restrykcyjnych przepisach hazard zejdzie do podziemia.

Żyjemy pod okiem rosnącej liczby kamer. Poza tymi, które polują na drogowych piratów, tysiące kamer rejestruje nas na ulicach, stadionach piłkarskich, w bankach, supermarketach, stacjach benzynowych, na szkolnych korytarzach czy w miejscu pracy.

Na potrzebę prawnego uregulowania wideomonitoringu od miesięcy zwraca uwagę prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich. Według jej ocen, w polskim systemie prawnym brakuje rozwiązań legislacyjnych, które byłyby podstawą do tak szerokiego jego stosowania. Wykorzystywanie i upublicznianie nagrań z monitoringu narusza prawo do prywatności i ochrony wizerunku. Zdanie RPO podzielił też GIODO, który uważa, że w nowej ustawie powinny zostać ustalone zasady i warunki dopuszczalności stosowania monitoringu oraz wideonadzoru, a także okres przechowywania nagrań i zasady ich ewentualnego publikowania.

Coraz więcej osób instaluje prywatne kamery, rejestrujące osoby wchodzące do ich sklepu czy przechodzące ulicą obok bramy ich domu. Czy dopuszczalna jest taka prywatna rejestracja wizerunku przechodniów i wykorzystywanie nagrań w tzw. dziennikarstwie obywatelskim? Zdaniem GIODO osoby, których wizerunek z takich nagrań został wykorzystany w Internecie, mogą swoich praw dochodzić przed sądem.

Z odpowiedzi MSWiA na wystąpienie RPO dowiedzieliśmy się, że podjęto prace nad dopuszczalnością stosowania i wykorzystywania monitoringu i wideonadzoru przez podmioty prywatne. Nie uda się ich jednak zakończyć w tej kadencji Sejmu. Można mieć nadzieję, że projekt nowej ustawy obejmie także prawne uregulowania innych nowinek, wiążących się z danymi osobowymi, jak np. dopuszczalność stosowania oprogramowania do automatycznego identyfikowania ludzi na podstawie ich wizerunku z kamer, wykorzystywania danych z tzw. geonawigacji czy transmisji danych w systemie Wi-Fi i innych.

Dziś wyspecjalizowane firmy oferują usługę kreowania pozytywnego wizerunku w Internecie. Informacje negatywne w miarę możliwości starają się usunąć albo technicznymi sztuczkami spychać na koniec wykazu wyszukanych przez internetową wyszukiwarkę stron www. My w tej dziedzinie dopiero raczkujemy i potrzeba było wyroku NSA z 2009 r., aby portal społecznościowy zmusić do usunięcia z jego stron wizerunku obywatela z klasowego zdjęcia sprzed 30 lat, wstawionego na stronę portalu przez kolegę z tej samej klasy.

W uzasadnieniu wyroku sąd m.in. napisał, że pojęcie „dane osobowe” na gruncie prawa polskiego „obejmuje co najmniej informacje niezbędne do identyfikacji (imię, nazwisko, miejsce zamieszkania), ale „mieszczą się w nim również dalsze informacje, wzmacniające stopień identyfikacji”. Dziś wprowadzane do internetowej wyszukiwarki informacje „wzmacniające stopień identyfikacji” bez specjalnego trudu pozwalają poznać

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną