Trudno jest odpowiedzieć na tak postawione pytanie z perspektywy psychologicznej, gdyż zagrożenia na rynku pracy wymagają ujęcia makroekonomicznego. Muszę przyznać, że sytuacja jednostkowego człowieka w ujęciu makroekonomicznym, którym posługują się politycy i ekonomiści jest trudna, a może i beznadziejna. Nikt przecież z takiej perspektywy nie myśli o małym „trybiku", który wprawdzie napędza całą maszynerię gospodarczą, ale jest zawsze do wymiany, gdy trzeba tę maszynerię zrekonstruować. Dochodzimy w ten sposób do sedna sprawy czyli do problemów restrukturyzacji wielu organizacji uwikłanych w kryzys światowy, zarówno na poziomie państwa, branż, firm i małych zakładów pracy. Z psychologii organizacji i zarządzania, którą wykładam na UKSW, studenci dowiadują się dwóch prawd o reorganizacji jako podstawy regulacji rynku pracy.
Trudne prawdy
Pierwsza prawda dotyczy jej nieuchronności, gdyż jest częścią dynamiki rozwoju organizacji, którą można ująć następująco: forming - storting - norming - performing and adiourning (studenci uczą się tego wierszyka na pamięć). Ten ostatni człon jest nieunikniony, gdyż żadna organizacja (państwo, branżą, firma, itp.) nie jest przecież monadą zamkniętą, lecz funkcjonuje w określonej przestrzeni makrospołecznej, w której na zasadzie naczyń połączonych los jednej organizacji zależy od innej, nawet jeśli się jest tak potężną organizacją gospodarczą i polityczną jak USA, której pod bokiem poza Unią Europejską, wyrosły Chiny, Indie i Brazylia. Kryzysy w organizacjach są więc błędem systemowym, nie skorygowanym na czas.
Co ma z tym wspólnego psychologia? Otóż ma wiele do powiedzenia. Wielu teoretyków współczesnego kapitalizmu, a także ekonomistów opiera swoje kalkulacje biznesowe i gospodarcze na błędnym założeniu „o racjonalnych zachowaniach ekonomicznych człowieka".