Dlaczego prokuratura zajęła się „Pier..l się, Polsko” Twardocha?
Twardoch poniżej pasa?
Bękart wersalski, małpa z zegarkiem czy też tłuszcza pod biało-czerwoną flagą – za te i gorsze słowa o Polsce nikt jeszcze nikogo po prokuraturach nie ciągał.
Szczepan Twardoch
Facebook

Szczepan Twardoch

Dlaczego więc za „pier..l się, Polsko!” spotkało to pisarza Szczepana Twardocha? W czym rzecz?

Przypomnijmy – Twardoch, którego przedstawiać tu nie trzeba, ostro zareagował na facebookowym profilu na decyzję Sądu Najwyższego, kasującą rejestrację Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej i kwestionującą istnienie narodu śląskiego. Napisał: „Kilkaset tysięcy ludzi [chodzi o przyznanie się w spisie powszechnym do narodowości śląskiej – JD] zasadniczo myli się w kwestii własnej tożsamości etnicznej; sędzia z Warszawy wie lepiej, bo tak go w szkole nauczyli. Za to wielkodusznie przyznaje prawo do »pewnej odrębności«. Pierdol się, Polsko” – tak Twardoch podsumował ten werdykt.

Potem przyznał, że była to mocna, emocjonalna reakcja, skierowana do zamkniętego kręgu, którą jakiś chłystek o esbeckich nawykach wyciągnął na światło dzienne, czyli upublicznił.

Jednak swoich słów nie zamierza się wypierać. Ani za nie przepraszać: „Kogoś uraziłem?” – dziwi się w „Dzienniku Zachodnim”. – „Trudno, nigdy nie zakładałem, że przejdę przez życie w zgodzie ze wszystkimi”. Gdzie indziej powtarza: „Wcale nie uważam, żebym przesadził”. Jak ktoś próbuje napluć mu w śląską duszę – daje w pysk. Jasne?

Poznański prawnik Michał Boruczkowski uznał, że pisarz znieważył Naród i Rzeczpospolitą Polską, i jego samego (art. 133 kodeksu karnego). Bo nie można bezkarnie kalać własnego gniazda, jakim jest Polska. Poznańska prokuratura stwierdziła, że coś w tym doniesieniu jest, i wszczęła postępowanie. Na razie w sprawie, a nie przeciwko Twardochowi. Śledczy muszą najpierw rozstrzygnąć, jaki charakter ma wpis na facebookowym profilu: prywatny, skierowany do zamkniętego kręgu czy publiczny. Karą zagrożone są tylko wypowiedzi publiczne. Coś mi się widzi, że dochodzenie będzie szło ku umorzeniu.

Ale sprawa śląskiej narodowości pozostaje otwarta. Ktoś przecież ustawowo pozwolił zadeklarować w spisie powszechnym taką tożsamość i na pewno nie były to menele spod budki z piwem. Ktoś puścił bąka w towarzystwie i udaje, że to nie jego smrodek. Bo jakże inaczej można odbierać sądowe uzasadnienie: „Szanując przekonanie części Ślązaków o ich pewnej odrębności, wynikającej z kultury i regionalnej gwary, nie można jednak zaakceptować sugestii, iż tworzy się naród śląski, bądź już istnieje – w liczbie kilkuset tysięcy osób, którzy zadeklarowali taką przynależność w spisie powszechnym”. Irytująca refleksja, szczególnie dla tych, którzy śląskość wyssali z mlekiem matki.

Z drugiej strony Twardoch zna wagę wypowiadanych słów – powiedział, co chciał powiedzieć. Prokuratura przyjrzy się tej zbitce słownej i weźmie pod lupę wszystkie możliwości jej znaczeń. Pier..lenie to wszak również pieprzenie, głupot gadanie, śląskie fanzolenie. Może znajdą się okoliczności łagodzące? Bo, moim zdaniem, pisarz zwyczajnie zafanzolił.

Można też się zastanawiać, czy uznanemu już autorowi wolno mniej czy więcej w staraniach o dobro języka, w którym tworzy? Pewnie mniej, ale powiedzcie to facetowi – ja się nie odważę! – wyrastającemu na pierwszego śląskiego skandalistę. Do tej pory monopol w tym względzie dzierżył – dla dobra Śląska, oczywiście – Kazimierz Kutz, który słowem rozpalał polsko-śląskie emocje. Podobną drogą próbuje iść autonomista Jerzy Gorzelik ze swoją małpą z zegarkiem i w otoczeniu biało-czerwonej tłuszczy. Stąd Twardoch mocno musiał zaakcentować swoją obecność na pierwszej linii frontu. Nie pierwszy raz stają na ringu – on, literackie objawienie, i ona, biało-czerwona. Ona rzuciła na stronie: „Beze mnie jesteś nikim”. On charknął: „Pier..l się, Polsko!”. A potem skwitował w jednej z rozmów: „Polski w Polsce wszyscy nienawidzą”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj