Dzieciom też warto czytać książki sprzed lat
Elemelek patrzy na orła
Jak po latach czyta się teksty dla dzieci, na których sami się wychowaliśmy? Można to sprawdzić, sięgając po pierwszy tom serii „Cała Polska czyta dzieciom”.
Anita Głowińska

materiały prasowe

Pierwszy tom nowej serii POLITYKI nosi tytuł „Bajki, legendy i opowieści wierszem” i składa się z rozmaitych utworów, które można czytać w dowolnej kolejności. Zacznijmy więc może od rymowanej prozy Hanny Łochockiej, doskonale znanej wszystkim urodzonym w epoce PRL. Znajdziemy tu bowiem jej opowiadania o wróbelku Elemelku, jednym z kultowych bohaterów tamtych czasów. Łochocka – z wykształcenia historyczka i ekonomistka – nigdy nie kryła się z tym, że jej celem jest tworzenie opowieści dydaktycznych. Ale z dzisiejszego punktu widzenia i wobec współczesnej literatury dziecięcej ta zawartość dydaktyzmu w dydaktyzmie może wprawiać w zakłopotanie.

Po pierwsze, choć opowiada o świecie zwierząt, organizuje go na wzór świata ludzi. A zatem mamy tu typowo La Fontaine’owską metodę ganienia naszych przywar poprzez cechy i atrybuty zwierzęce. Wobec tego biedny Elemelek, zamiast przeżywać jedynie przygody typowo ptasie (choć i takie się pojawiają), musi na przykład odgrywać rolę niesfornego ucznia poznającego tajniki alfabetu, a także gapowatego uczestnika leśnego ruchu drogowego zbierającego mandat od milicjantów. Łochocką, a przede wszystkim współczesnego dziecięcego czytelnika, ratuje trochę od tej nieskrywanej moralistyki świetne wyczucie rytmu w rymowanej frazie, a także bogata wyobraźnia. Bo gdy już Elemelek dostaje mandat, to jednak na czarnym bukowym liściu, a nie zwykłym blankiecie. W ogóle im bardziej Elemelek jest nieroztropny, chaotyczny, niezorganizowany i postrzelony, tym bardziej wzbudza naszą sympatię. Trochę taki z niego opierzony anarchista.

O wiele mniej, właściwie prawie wcale, nie zestarzała się twórczość duetu Danuta Wawiłow i Oleg Usenko. Prywatnie byli małżeństwem, a i w twórczości literackiej stanowili dobraną parę. Charakteryzował ich podobny stosunek do literatury dziecięcej: lekkość, swoboda tekstu połączona z zadziornością i surrealistyczna wyobraźnia sprawiały, że ich teksty są wznawiane i wciąż atrakcyjne.

Zawarta w antologii „Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie” to dobry przykład ich twórczości, bo zamiast klasycznej bajki mamy tu zabawę z bajkową konwencją, a autorzy nie przestrzegają zasady jedności miejsca i czasu. Trochę piszą o księciu, trochę o babie, strzygach, a narratorami są lecące nie wiadomo dokąd smoki. Wyobraźnia Wawiłow i Usenko pęcznieje od dygresji, pobocznych wątków, jest i śmieszno, i straszno, ale zawsze zabawnie. Przecież nikt nie powiedział, że bajka musi być dookreśloną i zamkniętą formą, z łopatologicznym morałem.

W zbliżonym duchu utrzymane są teksty Wiery Badalskiej, która też bawi się bajkową konwencją, próbując wyjść poza stereotypowych bohaterów. Co prawda Badalska nie ma w sobie takiej słownej i fabularnej nonszalancji, jak poprzednicy, ale tworzy ciekawe kreacje postaci i właściwie na postaciach szczególnie się koncentruje. Tyle że klasyczny bohater Badalskiej jest całkowicie nieklasyczny. Niezależnie od tego, czy jest to zły czarownik, który zamiast kraść magiczne przedmioty, kradnie ludziom radość, czy roztrzepany rycerz, który nie potrafi się wpasować w rycerski etos, albo król Piecuch, któremu ciągle jest zimno. Cóż, wiersze Badalskiej zamieszkiwane są przez oryginałów i indywidualistów, a przez to stanowią ciekawą i nienachalną lekcję tolerancji dla młodych czytelników.

Gdy czytamy antologię w przedstawionej właśnie kolejności, może nam zabraknąć pierwszoplanowych, silnych postaci kobiecych. Czas nie obszedł się łaskawie z bajką o księżniczce Lucyny Krzemienieckiej. Cała nadzieja w Annie Świrszczyńskiej i jej „Skarbach księżniczki Dobrawy”. Utwór Świrszczyńskiej wpisuje się w dość znaną teorię historiograficzną (którą także kwestionowano), że rozwój państwa Mieszka Polacy zawdzięczają właśnie Dobrawie. I że to ona przyniosła kulturę i cywilizację nieokrzesanym mieszkańcom Gniezna i Poznania. Świrszczyńska – świadomie lub nie – wspiera tę wizję, pisząc, że w ramach posagu Dobrawa zabiera ze sobą nie złoto i aksamity, ale „pięciu uczonych mężów”, by trochę ucywilizowali tę naszą krainę jezior, rzek i sitowia.

Od Świrszczyńskiej dobrze płynnie przejść do Czesława Janczarskiego, który jest jednym z najbardziej znanych polskich pisarzy dla dzieci, a zarazem jego twórczość zawsze była skromna, cicha, wyważona i nienastawiona na stylistyczną wirtuozerię. I Janczarski, i Świrszczyńska mają na swoim koncie wiersze, nazwijmy to najogólniej, piastowskie i prapolskie, bowiem w czasach PRL literatura dziecięca obfitowała w rodzime legendy, baśnie, a także wszelkie opowieści dowartościowujące słowiańszczyznę. I choć to wręcz nie przystoi, by mieszać literaturę dziecięcą do bieżącej polityki, czytając klasyczny utwór Janczarskiego „O Lechu, Czechu i Rusie”, zobaczymy wielką wrażliwość na piękno przyrody. Szumiące lasy i stare dęby jakoś organicznie wpisywały się w edukację patriotyczną i były traktowane jako dziedzictwo. I szczególnie dziś warto o tym dzieciom przypominać, a Janczarski w tym współczesnym kontekście zaskakująco dobrze się do tego celu przydaje.

***

Bajki, legendy i opowieści wierszem, T. 1 Kolekcji Cała Polska Czyta Dzieciom, POLITYKA Sp. z o.o. S.K.A., s. 176

Cała Kolekcja do nabycia na www.sklep.polityka.pl/cpcd

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj