szukaj
Recenzja filmu: "Chinka", reż. Xialou Guo
Ona, ta Chinka
Inicjacja Chinki to rozpacz. Zgwałcił ją prostak, cham, kierowca ciężarówki wioząc niby do kina. A potem wyszła za dziada poznanego w salonie masażu.
Chinka - plakat do filmu
manana.pl/materiały prasowe

Chinka - plakat do filmu

W języku mandaryńskim dziewczyna ma nazwisko rodowe i imię. Nosi też poetycki znak tożsamości nadany przez rodziców. Biała Orchidea, Długoskrzydła Łabędzica, Różowa Wisienka. Ma być kimś, kim nie jest.

Ponieważ film chińskiej pisarki Xialou Guo to sfabularyzowany dokument, przeto tytułowa bohaterka filmu „Chinka” powinna, zgodnie z logiką opowieści, nosić imię Kaczka o Przeciętej Szyi. Autorka filmu nie mogła wystąpić przeciwko tradycji pięknych imion (w żadnej kulturze nie ma imion brzydkich czy tragicznych). Nadała swemu utworowi tytuł „Chinka”. Mógłby być zatytułowany równie dobrze Wietnamka, Polka ze wsi, Rosjanka. Nie mógłby być natomiast zatytułowany Szwajcarka, Szwedka, Holenderka. Po angielsku tytuł brzmi lepiej niż proste „Chinka”. „She, the Chinese” mówi więcej: „Ona. Ta Chinka”. Kamera podpatruje dziewczynę a nie Chinkę. To, że bohaterka jest Chinką wynika stąd, że autorka jest Chinką.

Film opowiada o doświadczeniach i doli dziewczyny, o kondycji i jej duszy. W krajach dostatku nie mówi się o duszy. Nie ma duszy szwajcarskiej, choć istnieje literatura Friedricha Durrenmatta i Maxa Frisha. Ale mówi się o duszy polskiej i rosyjskiej. Tam gdzie bieda, tam jest dusza. Czy istnieje dusza chińska, a w szczególności dusza Chinki, kobiety, która zawsze była przedmiotem, choć bywała nawet wszechmocną władczynią, jak ostatnia cesarzowa Cixi, za młodu Orchidea? Jej dusza mieściła się nie w sercu, a w głowie i w majtkach. Ale my, cudzoziemcy, nazywani przez Chinki „Długimi Nosami”, cóż możemy wiedzieć o Różowych Wisienkach? Wiemy tyle, ile same zechcą nam powiedzieć.

Chinka z filmu jest śliczna, czysta i zimna. Czyta magazyn dla pań i pilnuje bilardu w przydrożnej garkuchni dla szoferów. Po powrocie z pracy myje ubłocone nogi (Azjatki nigdy nie są brudne) i maluje paznokcie u stóp, Za chwilę włoży je w japonki. Słucha zrzędzenia matki, która chce dla niej szczęścia, jak każda matka dla każdej córki. Obok wioski biednej, czyściutkiej, w różową bluzeczkę ubranej Chinki wyrosło graniczące z Hongkongiem miasto Shenzen. Od tego miejsca reformator gospodarki chińskiej, Deng Xiaoping, rozpoczął w Chinach eksperymenty z wolnym rynkiem na ograniczonym obszarze. Kiedy tam się udały, pozwolił, żeby udały się w całych Chinach.

Z Shenzen przyjechał skuterem chłopak ze wsi Różowej Wisienki. Widać, że strojem i manierami przeskoczył rówieśników o cynizm. Dostał robotę w nocnym barze z karaoke (była ta rozrywka znana w Szanghaju już w 1906 roku), który prowadził brat sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin, Jang Zemina. Ale skuterman wolał podrabiać kasety DVD. Mógł być pierwszym chłopakiem Chinki, ale to by się źle skonczyło. Wynaleziony przez matkę urzędnik (miał tylko rower) za to robił piękne fotografie, sfotografował Chinkę na tle Big Bena – też go nie chciała. 

Inicjacja Chinki to rozpacz. Zgwałcił ją prostak, cham, kierowca ciężarówki wioząc niby do kina. Trafiła do salonu fryzjerskiego w Shenzen, ale fryzjerki i kelnerki to „masażystki”. Znalazła się w rękach ochroniarza do wynajęcia, pospolitego bandziora, który też chciał się wybić. W jego ramionach doznała ekstazy. Dzięki niemu zapewne przeszmuglowano ją do Londynu. Tam też była masażystką. Wyszła za starego dziada, którego poznała w salonie masażu. po to tylko, żeby dostać prawo pobytu w Anglii. Uciekła od niego do indyjskiej knajpki roznosiciela zamówionych dań, które wyglądały dla niej jak psie gówno, co mężowi powiedziała. Na zapleczu zaszłą z roznosicielem w ciążę. Indus był muzułmaninem. Kiedy szedł do meczetu, nie zauważył jej na ulicy, bo to kobieta. Wyrzucił ją pod pretekstem, że ze względów rodzinnych nie może się nią dalej zajmować.

Idzie tedy bulwarem nad Tamizą z brzuchem bliskim rozwiązania. Nie ma wątpliwości, po co pisarce i reżyserce potrzebna jest ta wielka, banalna woda. Wiadomo też, że happy-end nie zdarza się w życiu Chinek, choć piętnaście z nich to mulitimilioreki w ChRL. A czy zdarzają się szczęśliwe zakończenia dramatów w życiu Polek w Londynie albo Wietnamek w Polsce? Losy takich kobieta jak Wisienka, pomijając szczegóły, niczym się od siebie nie różnią. Matka nie tego chciała. Może ten urzędnik byłby dla niej lepszy? Dając córce zdjęcie urzędnika z sugestią, by go odszukała i za niego wyszła, wzięła się do przygotowania obiadu. Ujęła szyję szarej kaczki,która miała być po pekińsku i tasakiem lekko nacięła szyję. To pierwsze ujęcie fimowe, które przebija zarzynanie baranka w filmie Wajdy „Piłat” wg „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa. Nie można tego oglądać ani uczestniczyć potem w wieczerzy. Dlatego córka ucieka najpierw do Shenzen, potem do Londynu a potem do piekła.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj