Recenzja filmu: "127 godzin", reż. Danny Boyle

Piknik pod leżącą skałą
Utrzymana w tempie telewizyjnej reklamówki rekonstrukcji pewnych wydarzeń, w centrum sytuując zmagania z dziką, groźną naturą.
Mężczyzna nienawidzący hałaśliwej cywilizacji marzy o przejściu najsurowszej szkoły przetrwania.
Imperial-Cinepix/materiały prasowe

Mężczyzna nienawidzący hałaśliwej cywilizacji marzy o przejściu najsurowszej szkoły przetrwania.

Kilka lat temu pewny siebie młody człowiek, amator ekstremalnych przygód, wyruszył samotnie na wyprawę w niedostępne zakątki Gór Skalistych w stanie Utah. Nie informując o tym nikogo, bez telefonu komórkowego, pokonywał na rowerze olbrzymie odległości. Ale wpadł w pułapkę – w wąwozie na pustkowiu skała przygniotła mu rękę. Przez pięć dni, bez żywności, zdany tylko na siebie, walczył o przeżycie. Film Danny’ego Boyle’a („Slumdog”, „Trainspotting”) dokonuje błyskotliwej, utrzymanej w tempie telewizyjnej reklamówki rekonstrukcji tych wydarzeń, w centrum sytuując zmagania z dziką, groźną naturą.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną