Recenzja filmu: „Life”, reż. Daniel Espinosa
Solidny horror. Ale z zastrzeżeniami.
„Life”
mat. pr.

„Life”

Solidny horror, choć nadal wszystkie stereotypowe elementy kosmicznego filmu grozy są w nim zawarte. „Life” Daniela Espinosy to jest właściwie miks „Grawitacji” i „Obcego”: połączenie wątku walki astronautów o przetrwanie na rozpadającej się Międzynarodowej Stacji Kosmicznej z atakami istoty pozaziemskiej. Powtarzają się więc ujęcia krwi unoszącej się w stanie nieważności, a także sceny pościgów, gdy astronauci otwierają i zamykają za sobą szczelne grodzie po to, by odciąć się od przezroczystej rozgwiazdy (bo tak wygląda w tym filmie kosmiczna bestia).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną