Recenzja książki: Denise Kiernan, „Dziewczyny atomowe”
Projekt Gadżet
Miasto Oak Ridge oficjalnie nie istniało. Nie było go na mapach. Stanowiło część ściśle tajnego Projektu Manhattan, który doprowadził do wyprodukowania bomby atomowej, zwanej w języku projektu Gadżetem.
materiały prasowe

W Oak Ridge zbudowano instalacje do wzbogacania uranu. Mężczyźni byli na wojnie, więc większość zatrudnionych stanowiły młode kobiety. „Dziewczyny atomowe” autorstwa amerykańskiej dziennikarki Denise Kiernan to pasjonująca opowieść o tym, jak z niczego powstaje miasto, w którym w szczytowym okresie mieszkało 75 tys. ludzi. Wszyscy pracowali tu nad jednym, ale niemal nikt nie wiedział nad czym. Życie w izolacji i atmosferze tajemniczości (nawet z najbliższymi nie wolno było rozmawiać o pracy) sprawiało, że ludzie popadali w rodzaj nerwicy frontowej.

„Dziewczyny atomowe” to także próba wydobycia z niepamięci dwóch kobiet: Idy Noddak, niemieckiej geochemiczki, która jako pierwsza, już w 1934 r., zasugerowała możliwość rozszczepienia jądra atomu, ale została wyśmiana, i austriackiej fizyk Lise Meisner pracującej wraz z Otto Hahnem. Jako Żydówka musiała w czasie wojny uciekać do Szwecji, ale nadal korespondowali. To ona w jednym z listów zawarła pierwszą teoretyczną interpretację procesu rozszczepienia. Gdy Hahn w 1946 r. odbierał Nagrodę Nobla, Lisę Meisner nazwano jego asystentką. Nie brała udziału w Projekcie, mimo że ją zapraszano. Nie chciała. Ona, w przeciwieństwie do dziewczyn z Oak Ridge, wiedziała, do czego prowadzi.

Denise Kiernan, Dziewczyny atomowe, przeł. Mariusz Gądek, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2013, s. 419

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj