szukaj
Fragment książki "Pierwsze słowo. Narodziny mowy i pisma"

Rozdział 2

CYKANIE ŚWIERSZCZY, ŚPIEW PTAKÓW I WRZASK MAŁP SYSTEMY KOMUNIKACJI W ŚWIECIE ZWIERZĄT


Każdy spacer na łonie natury przysparza nam niezliczonych wrażeń słuchowych świadczących o różnorodności dźwięków wydawanych przez zwierzęta - słyszymy śpiew ptaków lub cykanie świerszczy, beczenie owiec czy rżenie koni. Naturalnie najlepiej znamy odgłosy naszych zwierząt domowych: miauczenie kotów i szczekanie psów. Psy w zależności od nastroju i sytuacji mogą też warczeć, skomleć albo wyć, a tym samym dają wyraźne świadectwo, że dźwięki te coś oznajmiają i wyrażają jakieś emocje. Chodzi zatem o sygnały, które służą porozumiewaniu się i wywołują u istot tego samego gatunku określone reakcje: oszczekiwany pies gwałtownie odszczekuje, kaczęta idą za przywołującym je głosem matki, a całe stado ptaków na okrzyk ostrzegawczy momentalnie podrywa się do lotu i ucieka.
Powyższe przykłady to wyłącznie sygnały akustyczne, ponieważ ludzie, przyzwyczajeni do porozumiewania głosowego, właśnie takie wychwytują najwyraźniej.

W rzeczywistości jednak w świecie zwierząt - a po części także u nas samych - równie ważną rolę w porozumiewaniu się odgrywają sygnały wizualne (formy, kolory, ruchy, gesty i mimika twarzy), chemiczne, głównie olfaktoryczne (zapachowe lub smakowe) i dotykowe. Na przykład u psów do zachowań komunikacyjnych należy nie tylko szczekanie i warczenie, lecz także merdanie ogonem lub szczerzenie zębów. To całkowicie zrozumiałe - także w naszych zachowaniach społecznych i komunikacji niewerbalnej nie można nie doceniać mowy ciała, gestów i mimiki. Natomiast nie potrafimy chyba wyobrazić sobie, jak ogromne znaczenie u zwierząt o tak doskonałym węchu jak pies mogą mieć sygnały zapachowe (na przykład związane z wydalaniem i obwąchiwaniem moczu) i jak bardzo mogą one wpływać na ich zachowanie. Oznakowany moczem trop mającej cieczkę suki może wprawić psa w stan silnego podniecenia, natomiast zapach rywala spowodować lęk bądź agresję. U zwierząt tak różniących się, jak ryby i ptaki, podczas okresu godowego i tokowania barwy ciała często stają się wyjątkowo kontrastowe, co odgrywa niezwykle ważną rolę sygnalizacyjną w zachowaniach godowych.


Mnogość środków i metod porozumiewania się w świecie zwierząt uniemożliwia ogarnięcie ich wszystkich. Liczne są także funkcje, jakie pełni komunikacja: reguluje wspólnotę stada oraz równomierne rozprzestrzenienie się zwierząt, oddziela od siebie rewiry i terytoria, uzasadnia porządek i hierarchię społeczną, prowokuje walkę lub zapewnia spokój, ułatwia szybkie reagowanie na zagrożenia ze strony naturalnych wrogów, służy rozmnażaniu i wychowywaniu młodych oraz umożliwia wyrażanie emocji tak różnorodnych, jak agresja i przychylność, strach i zadowolenie.


W celu wypełnienia wszystkich tych zadań natura wykształciła doprawdy godne podziwu formy komunikacji. Rozwiewane przez wiatr substancje zapachowe samiczek motyli są w stanie przywabić samce z odległości kilku kilometrów. Wezwania i śpiewy płetwali błękitnych i humbaków można usłyszeć w oceanie nawet z odległości stu kilometrów, a w czasach gdy mórz nie przemierzały hałasujące statki motorowe, głosy te z pewnością były dobrze słyszalne w wodzie nawet z odległości kilkuset kilometrów. U wielu zwierząt nieodzowne jest stosowanie dokładnie ustalonego wzorca, wymiana wzajemnych sygnałów i kluczowych bodźców, by samce i samice mogły się dobrać w pary (najlepszym przykładem jest „taniec weselny" cierników), a u niektórych wydzielane przez samca substancje (fe-romony) wspomagają nawet regulację cyklu płciowego samicy. U pewnych gatunków ptaków znajdujące się jeszcze w jaju młode poprzez wydawanie sygnałów dźwiękowych przygotowują się do wspólnego wykluwania, natomiast w wypadku nurzyka - ptaka odbywającego lęgi w koloniach - młode już w jaju nawiązują kontakt głosowy z rodzicami i rozpoznają nawoływanie, zanim zobaczą ich po raz pierwszy. Nawet przysłowiowa niema ryba w rzeczywistości wcale nie jest niema, lecz może wytwarzać za pomocą pęcherza pławnego i innych części ciała rytmiczne dźwięki, które mają charakter sygnałów.


Wywodząca się z porównawczych badań zachowań zoosemiotyka (nauka o sygnałach w świecie zwierząt) kilkadziesiąt lat temu zaczęła wyjaśniać ten zagmatwany gąszcz form komunikacji. Próbuje ona uporządkować nieco świat, w którym niezliczone, najróżniejsze sposoby porozumiewania się dzielone są według medium, czyli kanału (na sygnały akustyczne, optyczne, chemiczne, dotykowe), funkcji (rozmnażanie, wyznaczanie rewiru, ostrzeżenie przed wrogami itp.), zasięgu ich działania (komunikacja na małą lub dużą odległość) oraz kilku innych kryteriów. Oprócz odszyfrowania i opisowego klasyfikowania tych systemów zoosemiotyka ustala także, czym różnią się one od mowy ludzkiej, a jakie mają z nią cechy wspólne. Istotne jest przy tym pytanie, czy w obliczu olbrzymiej różnorodności i bogactwa zwierzęcych form porozumiewania się ma jeszcze sens tradycyjny pogląd, że człowiek jest jedyną istotą posługująca się mową i że jej posiadanie stanowi najważniejszą cechę odróżniającą go od zwierząt.


(...)

Rozdział 5

WSPÓŁCZESNE SPEKULACJE NA TEMAT PRAJĘZYKA CZY CZŁOWIEK MA „INSTYNKT MOWY"?


Przypuszczenie to wcale nie jest sprzeczne z założeniem, że u dzisiejszego człowieka mowa stała się prawdziwym, zakorzenionym genetycznie instynktem. Z hipotezą tą wystąpił po raz pierwszy wielki językoznawca amerykański, Noam Chomsky, w latach sześćdziesiątych XX wieku, a ogromną popularność zapewnił jej opublikowany w 1994 roku przez kanadyjskiego lingwistę Stevena Pinkera bestseller pod tytułem The Language Instinct (Instynkt językowy). Obaj badacze powołują się na zadziwiającą łatwość, z jaką małe dzieci w wieku od roku do trzech lat na całym świecie są w stanie nauczyć się macierzystego języka, a także kolejnych, oraz na jednakową „strukturę głęboką" wszystkich języków ziemi, pomimo różnic w gramatykach i słownictwie.


Ta naznaczona wyraźnym rysem biologicznym hipoteza na pierwszy rzut oka przeczy kulturowym korzeniom rozwoju języka i skłania ku interpretacji mowy jako czystego wytworu naszej historii naturalnej. Jednak stanowiska te nie są sprzeczne, gdyż także w innych stadiach ewolucji człowieka natura i kultura intensywnie oddziaływały na siebie, co spowodowało wykształcenie się trwałej symbiozy między nimi. Również nasz duży mózg oraz zdolne do niezwykle precyzyjnych ruchów ręce są bez wątpienia podstawowymi częściami ciała człowieka i tym samym stałym elementem składowym naszej biologicznej natury, a przecież i one zdobyły swą wyjątkową sprawność na skutek naznaczonego coraz bardziej przez technikę i kulturę sposobu życia wczesnych ludzi. Stało się tak, ponieważ nasi przodkowie podczas polowań i wytwarzania różnorodnych przedmiotów musieli codziennie mierzyć się z zadaniami o wiele trudniejszymi, niż miały inne naczelne, i posługiwać się rękami w sposób bardziej zróżnicowany. Specjalizacja mózgu i rąk przyniosła im natomiast wymierne korzyści, które naturalnie przewyższały wady, takie jak stale rosnące zużycie energii przez mózg oraz przybierającą na sile utratę typowej dla naczelnych zdolności wspinania się i zwisania.


W podobny sposób także pierwsze zaczątki mowy u hominidów mogły pojawić się i rozwinąć tylko dlatego, że w efekcie kulturowego sposobu życia przynosiły oczywisty pożytek. Z tego też względu były one „honorowane" przez ewolucję, chociaż oznaczało to równocześnie dość istotne konsekwencje negatywne, na przykład przy oddychaniu i połykaniu (por. s. 64). A zatem przypuszczalnie rozwój naturalny był nierozerwalnie spleciony z rozwojem kulturowym, tak że mowę można uważać równie dobrze za część naszej natury biologicznej, która stała się instynktem, jak też za ewolucyjny wynik naszego rozwoju kulturowego.


Wszystkie te rozważania można podsumować stwierdzeniem, że mowa nie wzięła się znikąd i nie mogła być przypadkowym skutkiem zbiegu okoliczności w naturze. Jej powstanie było prawdopodobnie odpowiedzią - i to specyficznie ludzką - na potrzeby coraz bardziej złożonego sposobu życia i istnienia, na rozwój techniki i kultury, które jako zjawiska nowe i występujące w świecie zwierząt jedynie w postaci szczątkowej wymagały także nowszego i wydajniejszego systemu komunikacyjnego. Nie wiemy i zapewne nigdy się też nie dowiemy, czy u tej nowej formy istnienia poszczególne dziedziny życia, jak na przykład wytwarzanie narzędzi, zdobywanie i rozdzielanie pożywienia, organizacja wspólnoty czy też rozważania nad istotą świata i samego siebie, pobudzały rozwój mowy w jakimś szczególnym stopniu. W tej chwili musi nam wystarczyć stwierdzenie, że mowa wyewoluowała w takim właśnie kontekście ogólnym i że mogło to nastąpić bardzo wcześnie - przypuszczalnie już w czasach Homo erectus. I tak jest to znacznie więcej, niż mogliby się spodziewać badacze z wcześniejszych pokoleń.

   
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj