Szczecin: „miasto gospodarczo niespełnione”
Mielizna
Od czasu gdy firmy morskie upadły albo straciły na znaczeniu, miasto szuka pomysłu na nową gospodarczą tożsamość.
Tereny postoczniowe: trudno uwierzyć, że na tym przemysłowym rumowisku działa 50 firm.
Marcin Bielecki/PAP

Tereny postoczniowe: trudno uwierzyć, że na tym przemysłowym rumowisku działa 50 firm.

Obchodom 25-lecia polskiej transformacji towarzyszyły rozmaite plebiscyty. „Gazeta Wyborcza” poszukiwała najważniejszego wydarzenia. W większości miast ludzie oddawali głosy na coś, czym można się pochwalić. W Szczecinie pierwsze miejsce zajął upadek stoczni. Dopiero za nim uplasował się finał The Tall Ships ­Races 2007 – międzynarodowych regat żeglarskich, a na miejscu trzecim wejście Polski do UE.

Apel poległych i ocalałych

Wynik plebiscytu skłonił do zabrania głosu dr hab. Anetę Zelek, rektorkę Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu. Padły słowa o karmieniu się traumatycznym wydarzeniem, rozdrapywaniu starych ran. Dostało się lobby, które chciałoby wskrzesić stoczniową produkcję. Aneta Zelek uznała to za „tani sentymentalizm” i „ignorancję wobec nieubłaganych praw rynku”. Włożyła kij w mrowisko. Czy chodzi tylko o sentymentalizm? Szczecin wydaje się najbardziej morskim z polskich miast portowych. Czuje się tu większe przywiązanie do „morskości” niż w Gdańsku czy Gdyni. Tak jakby ci, którzy po wojnie napłynęli do obcego miasta, wykorzenieni, próbowali właśnie w morzu zapuścić korzenie. Albo raczej rzucić kotwicę. Zbudować jakąś wspólną tożsamość na przedwojennej mitologii Polski morskiej.

W Szczecinie było sporo potężnych firm związanych z morzem. Niektóre upadły z przyczyn zupełnie niezależnych od systemowej transformacji. Tak było z przedsiębiorstwami bazującymi na połowach dalekomorskich – z Transoceanem (statki chłodnie plus transport lądowy), szczecińskim Gryfem (trawlery przetwórnie, w szczycie 4,5 tys. ludzi) i świnoujską Odrą. Oceaniczne i morskie łowiska, po których hulały nasze trawlery, przestały być dostępne. Najlepsze z nich państwa przybrzeżne podzieliły między siebie. Nam przypadł chudy bałtycki śledź.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj