Studentki ze sponsorem
Uniwersytutki
Jak się zeszmacić, to z klasą, deklarują studentki dorabiające seksem. Sponsoring przestaje być marginesem. Niby rzecz stara jak świat, ale też na wskroś współczesna.
Seks stał się walutą, którą można opłacić mieszkanie czy wyjazd zagraniczny.
calleecakes/Flickr CC by 2.0

Seks stał się walutą, którą można opłacić mieszkanie czy wyjazd zagraniczny.

Juliette Binoche w roli dziennikarki zafascynowanej studentkami żyjącymi z seksu.
Marion Stalen/materiały prasowe

Juliette Binoche w roli dziennikarki zafascynowanej studentkami żyjącymi z seksu.

„Sponsoring jako współczesna forma prostytucji stał się wytworem kultury masowej”.
materiały prasowe

„Sponsoring jako współczesna forma prostytucji stał się wytworem kultury masowej”.

Główną bohaterką „Sponsoringu” jest francuska dziennikarka, zagrana fantastycznie przez Juliette Binoche, która dostaje zamówienie na artykuł o prostytuujących się studentkach. Spotyka dwie z nich: Francuzkę z blokowiska i Polkę, która przyjechała uczyć się do Paryża. Podczas rozmów z nimi początkowa odraza i niesmak zmieniają się w fascynację. Trudno uniknąć skojarzenia „Sponsoringu” Szumowskiej z filmem „Galerianki” Katarzyny Rosłaniec o gimnazjalistkach, które polują na klientów w centrach handlowych. Ale to dwa kompletnie różne obrazy. Szumowska nie stawia społecznych diagnoz, nie ocenia, nie próbuje budzić współczucia dla bohaterek. Bo one nie są ofiarami. Dokonują wolnego wyboru, który daje im niezależność. Owszem, są przedmiotowo traktowane przez mężczyzn, ale one także traktują ich przedmiotowo. W dodatku czerpią z tego erotyczną przyjemność. I kto wie, która ze stron w tym układzie jest słabsza.

Najstarszy zawód świata stale zmienia kształty i formy. Sponsoring to trend najnowszy i niewątpliwie rosnący. Nie tylko we Francji stał się dość powszechnym sposobem finansowania edukacji. Według badań prof. Jacka Kurzępy, socjologa ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, jedna piąta polskich studentek dorabia seksem. To już nie jest nisza, ale zjawisko, które oderwało się od marginesu społecznego, z którym prostytucja była dotychczas kojarzona. Prof. Kurzępa daje mu nawet nowe określenie – uniwersytucja. Ogłoszenia o poszukiwaniu sponsorów i sponsorowanych wiszą na uczelniach, pęka od nich Internet.

Jest popyt i jest podaż. „Sponsoring jako współczesna forma prostytucji stał się wytworem kultury masowej. To kolejna forma uprawiania nierządu, przystosowana do dzisiejszych czasów – atrakcyjnie opakowana, błyszcząca i na wyciągnięcie ręki. Sponsoring nie prezentuje przygnębiającej wizji szybkiego seksu w małym pokoiku agencji towarzyskiej, ale stanowi kuszące marzenie o sfinansowanych studiach, zagranicznych wyjazdach, opłaconym mieszkaniu i luksusowych kosmetykach. Taka forma prostytucji wydaje się atrakcyjniejsza i mniej szkodliwa” – pisze Joanna Mazur-Łuczak w eseju „Sponsoring jako współczesna forma prostytucji – walka o bezpieczeństwo socjalne czy nowoczesny styl bycia?”.

Drugiej stronie też nie chodzi tylko o seks. „Jeśli zdarzyło ci się więcej niż dwa razy w życiu, że ktoś nazwał cię idiotką, nie pisz – deklaruje sponsor w ofercie. – Jeśli szpilki zakładasz tylko na wesele koleżanki, także nie pisz. Dzieci, nie piszcie. Proszę nie przysyłać zdjęć organów, bo już wiem, jak wyglądają”. Wśród wymagań wobec kandydatek często wymienia się inteligencję, umiejętność poprowadzenia interesującej rozmowy, dobre maniery, znajomość języków obcych, towarzyskie obycie. To ma być kobieta luksusowa, Pretty Woman, która doda prestiżu podczas biznesowej kolacji czy służbowego wyjazdu.

To też nic nowego pod słońcem. W starożytnej Grecji na szczycie hierarchii płatnej miłości funkcjonował świat heter; kobiet biegłych nie tylko w ars amandi, ale też muzyce czy retoryce, które towarzyszyły mężczyznom podczas biesiad. W czasach, gdy córki i żony obywateli żyły w zamkniętym na głucho kręgu domowym, były to jedyne kobiety niezależne i funkcjonujące w życiu publicznym. Tylko ich słowa i imiona zapamiętała historia; towarzyszkę Peryklesa Aspazję czy pozującą Praksytelesowi Fryne.

Wyrafinowane kurtyzany były przyjaciółkami i muzami największych artystów włoskiego renesansu, prowadziły paryskie salony, wyznaczały modę i styl XIX-wiecznego Londynu. Piękne, niewyobrażalnie bogate i kreatywne. „Potrzeba więcej inteligencji, by odnieść sukces jako utrzymywana w luksusie kurtyzana, niż by pomyślnie prowadzić dobre przedsiębiorstwo” – pisał Zola. Potrafiły świetnie funkcjonować w męskim świecie, wymykając się niewoli konwenansów, i wywalczyć sobie niezależność w czasach, gdy kobiety były ubezwłasnowolnione na równi z dziećmi i chorymi umysłowo, stanowiąc w zasadzie własność swoich mężów. „Całym moim majątkiem jest niezależność i nie znam innego szczęścia” – deklarowała słynna londyńska kurtyzana Cora Pearl. Postrzegane były jako istoty niemal mityczne, ekstrawaganckie, niejednoznaczne.

Fascynowały nie tylko mężczyzn. Dla pań z towarzystwa półświatek był tematem tabu, oficjalnie nie istniał, ale w skrytości przyglądały mu się z ekscytacją (jak w „Sponsoringu” grana przez Juliette Binoche Anna swoim bohaterkom). „Przyzwoite niewiasty mogły potępiać swoje grzeszne siostry, na pewno jednak zdawały sobie sprawę, że niezależność i prawo do swobody seksualnej, której domagały się kurtyzany, były czymś, o czym zwykła kobieta nie mogła nawet marzyć” – pisze Katie Hickman w książce „Kurtyzany”.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj