Recenzja płyty: JAVVA, „Picaros”
Wielokulturową formułę muzyki tej polskiej formacji ze spokojem można prezentować na światowych scenach.
Wielokulturową formułę muzyki tej polskiej formacji ze spokojem można prezentować na światowych scenach.
Dlaczego po wygranej na Konkursie Chopinowskim w 2010 r. zwyciężczyni nie została pozyskana przez którąś z prestiżowych wytwórni – trudno powiedzieć.
Smutne memento dla tych, którzy wierzą w siłę rekordów.
Z muzyką postmetalową, ciągnącą za sobą ciężar skojarzeń z różnymi nurtami mocnego grania, jest trochę jak z opowieściami o postapokalipsie. Na tyle mocno wżarła się w mainstream, że powinna zainteresować coraz szersze grono odbiorców.
Oboje w najlepszej wokalnej kondycji, choć w ich śpiewaniu subtelność wyraźnie góruje nad siłą głosu. I o to przecież chodziło.
Towarzyszący Balińskiemu chór to uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej „Frajda”. I sporo tej (dość zaraźliwej) frajdy w tym materiale słychać.
Wyszła krótka i zwarta koncepcyjna płyta, a przy okazji – zapewne jeden z najciekawszych audiobooków, jakie można będzie w tym roku usłyszeć.
Rwie się to momentami jako całość, ale działa na emocje i dopisze się do długiej już listy zwycięstw w dyskografii autora.
To nie jest nowy pomost międzykulturowy, ale solidne przypomnienie tego już dawno istniejącego.
Irlandzcy Fontaines D.C. świetni byli już na debiucie.
Amerykańska artystka – ciągle zawieszona między jazzem a soulem – na kolejnej płycie dla wytwórni Blue Note stworzyła coś jeszcze bardziej ambitnego.
13 krótkich, zwartych, mocnych i melodyjnych kompozycji to rzecz najbliższa korzeniom twórczości White’a.
„Ja, kapitan” jest opowieścią, w której wsparcie, miłość, bezinteresowna pomoc, okazują się silniejsze niż przemoc i chciwość.
„Žaltys” jest podróżą sentymentalną, przywołującą wspomnienia z dzieciństwa, kiedy gitarzysta i kompozytor jeździł na Suwalszczyznę.
„WAWA” jest bardziej kuratorskim przedsięwzięciem Brodki, ułożonym w inteligentnie wymyślony program koncertu poświęconego miastu.
Zaledwie kilka miesięcy temu Donald Glover wypuścił „Atavista”, nową i dopracowaną wersję swojego pandemicznego albumu, a już przygotował kolejną płytę, zapowiadaną jako soundtrack do reżyserskiego debiutu artysty.
Jest to pierwsza płyta Mateusza Smoczyńskiego dla Warnera, na której występuje jako skrzypek i kompozytor.
Minęło 21 lat od śmierci „człowieka w czerni”, ale jego dyskografia poszerza się w takim tempie, że nietrudno znaleźć ironiczne komentarze w rodzaju „jakie to szczęście, że ciągle go mamy”.
Fantastyczna fuzja brzmieniowej lekkości.
Jej muzyka w sposób zupełnie dosłowny nie widzi granic – kojarzy się z przestrzenią natury, niczym nieograniczoną.