Słowa na stosie. Długie dzieje cenzury w Polsce

Słowa na stosie
Cenzuralna dbałość o dobre imię Rosji i Rosjan posiada w Polsce swoje historyczne tradycje, sięgające połowy XVII stulecia.
Cenzura, karykatura francuska z XIX w., autorstwa Leona Bienvenu
Wikipedia

Cenzura, karykatura francuska z XIX w., autorstwa Leona Bienvenu

Drugi obieg był reakcją na wszechwładną kontrolę państwa nad słowem drukowanym
Wikipedia

Drugi obieg był reakcją na wszechwładną kontrolę państwa nad słowem drukowanym

[Artykuł opublikowany w Tygodniku POLITYKA w 2001 r.]

Już w 1650 r. legacja rosyjska, przybyła do Warszawy, domagała się surowego ukarania czterech autorów opisujących zwycięstwa Władysława IV Wazy nad Moskwą w sposób dla niej obelżywy. Daremnie strona polska tłumaczyła, że także i o Rzeczypospolitej za granicą „wiele obraźliwych rzeczy piszą, a przecież król i my tego za ubliżenie nie mamy”. Ostatecznie, aby ułagodzić rosyjskich posłów, kat spalił na warszawskim rynku te wydarte z inkryminowanych ksiąg strony, na których dopatrzyli się oni obrazy swego władcy, państwa i narodu.

Hańba na Koronę

Ofiarą tej literackiej egzekucji padł m.in. poemat Samuela Twardowskiego „Władysław IV, król polski i szwedzki”(Leszno 1649 i 1650). Wywołało to powszechne oburzenie w całej Polsce, o którym poselstwo rosyjskie niezwłocznie doniosło do swej stolicy. Miano nawet w Warszawie mówić, iż lepiej byłoby zerwać pokój z Rosją czy oddać jej parę miast, aniżeli dopuścić, aby taka hańba „spadła na Koronę i Wielkie Księstwo Rosyjskie”. Panującym wówczas nastrojom dał m.in. wyraz Wacław Potocki pisząc:

„Nie trwóż mnie, cny Twardowski, nie pokazuj z żalem
Pracy swojej przed grubym [tu: barbarzyńskim] spalonej Moskalem”.

Z akcji jednorazowej poczynania cenzuralne rosyjskich dyplomatów dość rychło przekształciły się w systematyczny nadzór nad literaturą polską. Przebywający od 1674 r. w Warszawie Wasyl Tjapkin, stały przedstawiciel cara przy królewskim dworze, skrupulatnie zbierał polską poezję polityczną, którą następnie odsyłał do tak zwanego Posolskiego Prikazu (odpowiednik dzisiejszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych). Wśród ponad dwudziestu tłumaczy, jakich ten urząd stale zatrudniał, kilku specjalizowało się w przekładach z języka polskiego.

Zwłaszcza „Muza polska na wjazd Jana III do Krakowa”, pióra Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, wywołała takie oburzenie carskiego wysłannika, iż zapowiedział hetmanowi wielkiemu Michałowi Pacowi, że nie może się spodziewać przychylności Rosji, jeśli będzie się pozwalać na druk tak obelżywych, nieprzyjaznych i szyderczych utworów. I nie tylko druk, skoro Tjapkin zbierał również rękopiśmienną poezję polityczną, którą posyłano do Moskwy, gdzie była tłumaczona na rosyjski. Daremnie usiłował go zmitygować osobiście sam Jan III Sobieski, wymawiając, że posyła swym przełożonym utwory mające pokłócić Rosję z Polską. Inna sprawa, że nasi historycy literatury kwitują z wdzięcznością te poczynania cenzuralne sprzed przeszło trzystu lat. Dzięki nim bowiem dowiedzieli się o istnieniu pewnych poematów politycznych, które dziś są znane jedynie w przekładach, spoczywających w moskiewskich archiwach.

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj