Roman Dmowski znów inspiruje

Drugie życie Dmowskiego
Twórca przedwojennej Narodowej Demokracji, występujący przez lata jako mniejszy brat wśród bohaterów niepodległościowego czynu, daleko za marszałkiem Piłsudskim, teraz trafia na swoją polityczną koniunkturę, ponownie zdobywa ulice i umysły.
Roman Dmowski swoje poglądy wyprowadzał z krytycznego osądu polskiej historii i polityki.
AN/Zbiory Muzeum Przyrody w Drozdowie

Roman Dmowski swoje poglądy wyprowadzał z krytycznego osądu polskiej historii i polityki.

Roman Dmowski z Marią Niklewiczową w Drozdowie pod Łomżą. W domu państwa Niklewiczów i pod ich opieką spędził ostatnie miesiące życia.
AN/Zbiory Muzeum Przyrody w Drozdowie

Roman Dmowski z Marią Niklewiczową w Drozdowie pod Łomżą. W domu państwa Niklewiczów i pod ich opieką spędził ostatnie miesiące życia.

Styczeń 1939 r. Warszawa. Delegacja młodzieży Stronnictwa Narodowego na pogrzebie Romana Dmowskiego.
AN/Ośrodek Karta w Warszawie

Styczeń 1939 r. Warszawa. Delegacja młodzieży Stronnictwa Narodowego na pogrzebie Romana Dmowskiego.

Do pomnika Romana Dmowskiego 11 listopada pielgrzymował Marsz Niepodległości, przed nim zatrzymał się także marsz prezydencki, co odebrano może nawet jako najważniejszy postój tego marszu, choć zaczynał się i kończył przed postumentami Józefa Piłsudskiego.

Najważniejszy, bo niejako zrównywał w dziele odzyskiwania niepodległości w 1918 r. te dwie postaci, dramatycznie ze sobą skonfliktowane w okresie II RP. Prezydent zamierzał wyjść ponad podziały z przeszłości, oddać cześć rzeczywistym zasługom Romana Dmowskiego, ale zapewne także osłabić próby politycznego wykorzystania postaci przedwojennego lidera ruchu narodowego przez środowiska, które współcześnie uważają się za jego spadkobierców.

Organizatorzy Marszu Niepodległości ani myśleli, by 11 listopada oddać honory Józefowi Piłsudskiemu, postać Marszałka jak gdyby dla nich nie istniała. Można powiedzieć, że to i tak nieźle, jeśli przypomni się kampanię nienawiści organizowaną przeciwko niemu przez obóz narodowy przed 1939 r., a także na emigracji. Jeszcze niedawno w wydawnictwach środowisk uważających się za kontynuatorów spuścizny Dmowskiego można było przeczytać o Piłsudskim jako o zdrajcy i agencie.

Postój marszu prezydenckiego przed pomnikiem Dmowskiego został odebrany z pewnym zakłopotaniem przez środowiska postendeckie, ale też przez im całkowicie niechętne, które zawsze protestowały przeciw upamiętnianiu na ulicach i placach w Polsce postaci, która stała się symbolem polskiego nacjonalizmu, politycznego antysemityzmu i bojówkarskich działań w latach 30. Bo rzeczywiście ta postać i ten dorobek da się rozrzucić na obie strony sporu, każda znajdzie wygodne dla siebie argumenty.

Roman Dmowski urodził się kilka lat przed Józefem Piłsudskim, umarł też kilka lat po Marszałku, ale ich biografie szły niejako równolegle. Piłsudskiego jest bardziej znana, Dmowskiego zdecydowanie mniej. Bo był mniej barwny od Naczelnego Wodza, mniej spektakularny, w rolach publicznych raczej przeznaczony do służby dyplomatycznej, dobrze czujący się w sytuacjach kameralnych i gabinetowych. Samotny, tajemniczy i dyskretny w sprawach osobistych, ale jak już znajdował słuchaczy i czytelników, wpływ wywierał ogromny, świetnie zresztą pisał, w sposób bardzo logiczny i zdyscyplinowany. Jego pisma i książki, a przede wszystkim osławione „Myśli nowoczesnego Polaka”, stworzyły nie tylko kanon polskiego nowoczesnego nacjonalizmu, ale też dały wiele recept na konkretne działania – w zgodzie z realiami, ale z wolą ich zmieniania. Z wieloma z nich zgodzić się mogą także głębocy przeciwnicy ideowi Romana Dmowskiego.

Swoje koncepty wyprowadzał z krytycznego osądu polskiej historii i polskiej polityki, zdecydowanie opowiadając się nie za jej romantycznym ujęciem i takimż czynem, a za pracą organiczną.

Przeszło sto lat temu, gdy zaczynał swoją działalność jeszcze jako student biologii, poddał się swojemu niejako zawodowemu przekonaniu, że narody walczą ze sobą wedle kodu darwinowskiego: przetrwać mogą tylko te, które będą silniejsze, wykażą silniejszy instynkt narodowy i będą potrafiły wzmocnić swój narodowy egoizm. Nie tylko mają do tego prawo, ale jest to wręcz ich obowiązek.

Zbudował całą, bardzo skomplikowaną, konstrukcję interesu narodowego, na którą między innymi składał się program „pójścia do ludu” i wyuczenia go, że jest ludem polskim, objęcie tymi działaniami Polaków we wszystkich zaborach (stąd pojęcie „wszechpolskości”). Introwertyczna polskość prowadziła Dmowskiego do określenia relacji z innymi narodami wedle mapy wojennej. Uważał, że polski naród ma siłę, by asymilować te słabsze, ale bał się niemieckiego instynktu narodowego (rosyjskiego już mniej) i tu rysował główny właściwie front wojny. Obawiał się też narodu żydowskiego, z którym nie widział możliwości jakiegokolwiek współistnienia.

Jego obóz, którego stał się autentycznym przywódcą i ideologiem jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, rozpoczął organiczną pracę polityczną – bardzo zresztą skuteczną – a on sam przewodził aktywnej polityce paralelnej i niejako konkurencyjnej wobec koncepcji i działań Piłsudskiego. Podczas wojny opowiadał się więc nie za sojuszem z państwami centralnym, a za ententą i Zachodem. Obydwaj, na moment, spotkali się po zakończeniu wojny, gdy Dmowski – na prośbę Piłsudskiego – reprezentował i bardzo skutecznie bronił interesów Polski w Wersalu.

Prezydent chciał zatem swoim marszem rocznicowym przekazać pewien sposób myślenia, który da się sprowadzić do następującej interpretacji: nie ulega wątpliwości, że wszyscy Polacy, przed których pomnikami stajemy, mają olbrzymie zasługi w walce o niepodległość i jej obronę. Nie rozsądza to jednak starych konfliktów, ani nie rozgrzesza z mało chwalebnych czynów postaci, przed których postumentami składamy kwiaty. Dotyczy to przecież nie tylko Dmowskiego, ale też Piłsudskiego, który po przewrocie majowym, łamiącym demokrację w Polsce, wsadził do twierdzy brzeskiej Wincentego Witosa, trzykrotnego premiera. Przed pomnikiem tego wielkiego przywódcy ruchu ludowego Komorowski także się głęboko pokłonił.

Razem z prezydentem do postumentu Romana Dmowskiego podeszli Maciej i Roman Giertychowie, Michał Kamiński i Aleksander Hall, każdy trochę z innego powodu, ale też zapewne z jednego wspólnego, czyli aprobaty dla rocznicowego aktu prezydenta. Prof. Maciej Giertych (w 1989 r. założyciel Stronnictwa Narodowego) znalazł się co prawda w składzie Komitetu Wsparcia Marszu Niepodległościowego, ale na koniec stowarzyszył się ze swoim synem Romanem, który w licznych wystąpieniach publicznych dezawuował organizatorów tego marszu, jak też dzisiejszą działalność Młodzieży Wszechpolskiej (którą reaktywował w 1989 r.) i jej liderów.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną