Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Historia

Dosiąść kobyłę dziejów

Kategoria: Pamiętniki i Wspomnienia. „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” (Wydawnictwo Iskry) Kategoria: Pamiętniki i Wspomnienia. „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” (Wydawnictwo Iskry) materiały prasowe
Nasza Nagroda Historyczna ma już historię 55-letnią. W maju 1959 r. POLITYKA opublikowała nazwiska pierwszych laureatów, wyróżnionych „w dziedzinie najnowszej historii Polski”.
Polityka
Kategoria: Źródła. „Grypsy z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego)materiały prasowe Kategoria: Źródła. „Grypsy z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego)
Kategoria: Prace Naukowe i Popularnonaukowe. „Gdańsk – miasto od nowa. Kształtowanie społeczeństwa i warunki bytowe w latach 1945–1970” Piotra Perkowskiego (wydawnictwo słowo/obraz terytoria)materiały prasowe Kategoria: Prace Naukowe i Popularnonaukowe. „Gdańsk – miasto od nowa. Kształtowanie społeczeństwa i warunki bytowe w latach 1945–1970” Piotra Perkowskiego (wydawnictwo słowo/obraz terytoria)

Nadając nagrodzie taką formułę, chcieliśmy pobudzić badania nad dziejami najnowszymi, przyciągnąć młodych badaczy do – jak to Amerykanie nazywają – current history. Granica tej najnowszej historii oczywiście się przesuwa. W latach 50. był nią początek XX w. Później – pierwsza wojna światowa, a zwłaszcza to, co się działo po Wersalu. Oczywiście trauma drugiej wojny musiała od pierwszej chwili znaleźć odbicie w dyskutowanych przez jury pracach, czego wyrazem było nagrodzenie w pierwszej edycji z 1959 r. „Dziennika z lat okupacji” Zygmunta Klukowskiego – dziś powszechnie uznanego i bardzo ważnego źródła z tej epoki.

Okres powojenny przez długi czas stanowił tabu: historia ocierała się o politykę, publikacje były narażone na ingerencje cenzury, dostęp do źródeł – utrudniony bądź niemożliwy. Skąd­inąd wiadomo, że w wielu archiwach świata obowiązuje okres karencyjny. Do tzw. teczek Sikorskiego, dokumentów związanych z tragedią gibraltarską – uzyskałem dostęp w Public Record Office w Londynie dopiero pierwszego dnia po upływie 30 lat po katastrofie, w lipcu 1973 r. (Zdaniem niektórych badaczy – wyselekcjonowane dokumenty dotyczące tej sprawy nadal zachowują klauzulę tajności).

Dostęp do teczek w Instytucie Pamięci Narodowej spowodował gwałtowne przyspieszenie w badaniu dziejów najnowszych. Więc zapewne sporo racji ma świetny historyk wrocławski prof. Marcin Wodziński, gdy stawia zarzut („Choroba krótkiej pamięci”, POLITYKA 17), że ogromna większość nagród historycznych w Polsce obejmuje zasięgiem tylko XX w. Nie ukrywam, że jeśli chodzi o naszą redakcję, nie chciałbym zmiany formuły. 55 lat – to już tradycja, która zobowiązuje. Może mnie pamięć myli, ale jest to najstarsza – funkcjonująca – nagroda historyczna w Polsce.

Przejdźmy wszakże do spraw aktualnych, czyli do procesu wyłaniania laureatów 2014 r. W dziale pamiętników i wspomnień nominowane były (POLITYKA 19) trzy pozycje, w tym dwa dzieła tworzone jako dzienniki, zapisy na gorąco: siedmiotomowy „Dziennik wypadków” Karola Estreichera młodszego (z lat 1939–84, wyd. Towarzystwo Sztuk Pięknych w Krakowie) i trzytomowe „Dzienniki” Janusza Zabłockiego (okres 1956–86, Instytut Pamięci Narodowej).

Nie muszę tłumaczyć, jaką wartość dla historyka mają dzienniki jako gatunek źródłowy. Zwłaszcza takie jak Estreichera, pisane – można by powiedzieć w sposób klasyczny – dla potomności. Autor chce je pozostawić przyszłym historykom i dlatego zastrzega sobie termin, po którym wolno będzie je opublikować. Estreicher odnotowuje niemal codziennie „wypadki”, jakie dostrzega – na arenie światowej, w swoim otoczeniu – „wypadki”, w jakich uczestniczy, a także warte zauważenia osoby. Zakłada, że nie będzie obiektywny w ocenie opisywanych postaci i rzeczywiście – dość często nie jest, ale zgryźliwość dodaje często uroku temu, co pisze. Zapiski Estreichera ułatwiają zrozumienie, dlaczego ludzie jego pokroju i formatu postanowili wrócić do Polski i aktywnie – w swojej dziedzinie – działać, mimo umacniania się ustroju, którego nie darzyli zaufaniem.

To świetnie, że „Dziennik wypadków” Karola Estreichera juniora został w końcu wydany. Szczególna w tym zasługa prezesa Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie Zbigniewa Kazimierza Witka, redaktor Anny Marii Joniak i prof. Dariusza Matelskiego.

„Dzienniki” Janusza Zabłockiego, prominentnego działacza katolickiego, posła na Sejm w latach 1965–85, mają nieco inny charakter, bardziej polityczny i bardziej publicystyczny. Są ważnym źródłem informacji o realiach PRL, zwłaszcza o ówczesnych koncepcjach działania osób powiązanych z kierownictwem Kościoła. Zabłocki z racji pełnionych funkcji miał dostęp zarówno do kręgów władzy (spotykał się z partyjnymi decydentami, sporadycznie nawet z Gomułką i Gierkiem), jak i ważnych postaci ze środowiska kościelnego (odbywał m.in. regularne spotkania z prymasem Wyszyńskim).

Odnoszę wrażenie – zwłaszcza gdy zestawiam Estreichera z Zabłockim – że ten ostatni pisał mniej spontanicznie, bardziej się kontrolując. A także – może jestem niesprawiedliwy wobec zmarłego przed dwoma miesiącami autora – chyba z myślą, że swoje dzienniki opublikuje za życia (co zresztą uczynił). Różnica między pisaniem jedynie dla potomnych a pisaniem dla – również lub przede wszystkim – współczesnych jest ewidentna.

Nagrodę w dziedzinie pamiętników i wspomnień Kapituła przyznała – jednomyślnie – Karolowi Modzelewskiemu za „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” (Wydawnictwo Iskry). Między innymi dlatego, że jest to w największym stopniu książka do czytania. Jej autor należy do grona wielkich bohaterów naszych czasów. Jest prawym człowiekiem i świetnym uczonym. Nonkonformistą, który szczerze potrafi ocenić swoją przeszłość, a także bardzo wnikliwie i ciekawie ocenia wydarzenia najnowszej polskiej historii, których był ważnym uczestnikiem – jako działacz opozycji demokratycznej i Solidarności.

Nie było również wahań Kapituły w sprawie nagrody w dziedzinie źródeł – za książkę „Grypsy z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego). Grypsy (zachowało się 214) były wysyłane z obozu między wrześniem 1942 r. a styczniem 1945 r. Jest to wyjątkowej wagi źródło, mówiące o tym, co sami więźniowie widzieli i słyszeli w Auschwitz, jaki był mechanizm zagłady, jaka była struktura narodowościowa ofiar, postawy więźniów, koncepcje samoobrony, dezyderaty więźniów wobec świata zewnętrznego.

Naoczni świadkowie przekazują informacje o składzie i zachowaniach załogi nadzorców. Grypsy dostarczają nam wiedzy nie tylko o obozowym ruchu oporu, ale też dają pojęcie o rozległej siatce współdziałających z tym ruchem ludzi ze świata zewnętrznego, wśród których wysuwa się na plan pierwszy nazwisko Teresy Lasockiej (co za przypadek: zostanie żoną wspomnianego wyżej Estreichera!). Wkład laureatki nagrody prof. Ireny Paczyńskiej w wydanie grypsów jest nieoceniony. Prof. Władysław Markiewicz napisał w „Zdaniu”: „Przygotowanie do druku grypsów (…) jest niedościgłym przykładem perfekcyjnego zastosowania wymogów sztuki edytorskiej: każde wydarzenie stanowiące przedmiot grypsów obudowane jest pieczołowicie informacjami dotyczącymi okoliczności, zaangażowanych osób, następstw i wymowy określonych zdarzeń. Dzięki temu lektura grypsów sprawia, że czytelnik nie tylko »przyjmuje do wiadomości« ich treść, ale jednocześnie przeżywa ich zawartość, rozumie ich wagę i znaczenie, cieszy się i martwi przebiegiem opisywanych wypadków, odnosząc wrażenie, że w nich uczestniczy”.

Książka „Gdańsk – miasto od nowa. Kształtowanie społeczeństwa i warunki bytowe w latach 1945–1970” Piotra Perkowskiego (wydawnictwo słowo/obraz terytoria) – laureat w kategorii prac naukowych i popularnonaukowych – bardziej, jak trafnie określił to Marcin Zaremba, odzwierciedla historię kulturową niż polityczną Gdańska po drugiej wojnie. To praca interdyscyplinarna, włączająca w badania historyka doświadczenia z etnografii, demografii, socjologii, psychologii społecznej. Jest to – moim zdaniem – bardzo zgrabnie opisany rozdział naszej historii, w którym Danzig przekształcił się w Gdańsk, a wymarłe miasto wracało do życia. Najlepsza jest chyba relacja o pierwszym 15-leciu. Później narracja rwie się nieco, informacje są cząstkowe, ale w sumie czytałem książkę z wielkim zainteresowaniem i wzruszeniem. Może dlatego, że w latach 40. żyłem we Wrocławiu. Bardzo dużo podobieństw…

Na koniec powiem (za Okudżawą): i tylko mi żal… Że nie przebiły się do nagrody, a przynajmniej do nominacji, wywiad rzeka Roberta Jarockiego z Witoldem Kieżunem („Magdulka i cały świat”, Wydawnictwo Iskry) ani „Droga lodowa. Od zesłania do wolności – odyseja Polaków” Stefana Waydenfelda (Dom Wydawniczy Rebis), o której Norman Davies napisał, że „stanowi pozycję odzwierciedlającą doświadczenia Polaków jako narodu”, ani fascynująca autobiografia Edwarda Kajdańskiego, Polaka z Mandżurii („Wspomnienia z mojej Atlantydy”, Wydawnictwo Literackie).

W kategorii źródeł żal mi obszernego trzytomowego dzieła, pod redakcją Stanisława Gomułki i Tadeusza Kowalika, o transformacji polskiej (Wydawnictwo Naukowe Scholar), a także tomu 10 Archiwum Ringelbluma poświęconego losom Żydów łódzkich (opracowała Monika Polit, Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma).

I jeszcze żal mi – w kategorii prac naukowych i popularnonaukowych – interdyscyplinarnej książki Weroniki Grzebalskiej „Płeć powstania warszawskiego” (Instytut Badań Literackich i Narodowe Centrum Kultury). Ale książki nagrodzone są naprawdę świetne. Gratulacje dla autorów i wydawców!

Polityka 20.2014 (2958) z dnia 13.05.2014; Historia; s. 64
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama