Wstrząsająca historia oświęcimskich lekarzy

Doktor Mengele przyjmuje
Brytyjski dokumentalista Laurence Rees przygotowując film o Auschwitz, zebrał dziesiątki relacji ludzi, którzy przeżyli obóz. Oto wstrząsający fragment o oświęcimskich lekarzach.
Number 10/Flickr CC by 2.0

Lekarze w Auschwitz wzięli udział we wszystkich etapach procesu uśmiercania – od selekcji na rampie wyładowczej po umieszczanie cyklonu B w komorach gazowych. Symbolem ich udziału w zbrodni jest fakt, że cyklon B był przewożony do obozu fałszywym ambulansem ze znakami czerwonego krzyża. Całkowicie podporządkowując się zbrodniczym rozkazom, lekarze SS stanęli przed dylematem znacznie wyraźniejszym niż inni hitlerowscy zbrodniarze, najlepiej zawartym w pytaniu: Jak można wziąć udział w masowym morderstwie, jednocześnie zachowując poczucie, że własne czyny są zgodne z przysięgą Hipokratesa, która wymaga od lekarzy, by zawsze starali się leczyć chorych?

Kluczowy dla zrozumienia, jak hitlerowscy lekarze umieli sobie odpowiedzieć na to pytanie, jest fakt, że to nie w Oświęcimiu po raz pierwszy doszło do współudziału lekarza w morderstwie. Od momentu przejęcia władzy w 1933 r. hitlerowscy przywódcy wprowadzali w życie rasistowskie teorie, według których pewne „rasy”, a nawet pewne osoby, są bardziej „godne” życia niż inne. Pierwszą praktyczną konsekwencją tych teorii było wprowadzenie w latach 30. przymusowej sterylizacji psychicznie chorych. W sumie przymusowo zostało jej poddanych około 300 tys. Niemców.

Bliski był związek hitlerowskiego programu eutanazji – rozpoczętego jesienią 1939 r. – i lekarzy uczestniczących w Akcji Reinhard (zagłada Żydów w GG). Wirth i Stangl, ci pionierzy obozów śmierci, rozpoczęli swoje mordercze kariery, pomagając uśmiercać chorych i kaleki. Należy tu jednak zauważyć, że proces selekcji w programie eutanazji dorosłych był kontrolowany przez lekarzy, a nie przez tajną policję, jak w obozie oświęcimskim. Ten związek był logicznym następstwem prehistorii masowego uśmiercania, kiedy zniszczenie „życia niewartego życia” (lebensunwertes Leben) podniesiono do rangi najwyższego obowiązku medycyny. Właśnie dzięki tej spaczonej logice na stanowisku komendanta obozu śmierci w Treblince mógł się znaleźć lekarz, doktor Eberl.

Kiedy Eberl został komendantem obozu w Treblince, koncepcja „życia niewartego życia” została już oczywiście rozszerzona i oprócz chorych psychicznie i fizycznie obejmowała również Żydów. Próbując usprawiedliwić swój udział w uśmiercaniu ludzi, lekarze SS wykorzystali kłamstwo wczesnej propagandy hitlerowskiej, że Żydzi mają niszczący wpływ na społeczeństwo. „Oczywiście, że jestem lekarzem i chcę ratować życie – mówił Fritz Klein, jeden z hitlerowskich lekarzy. – Z szacunku dla ludzkiego życia usunąłbym ropiejący wyrostek robaczkowy z chorego ciała. Żyd jest ropiejącym wyrostkiem w ciele ludzkości”.

Auschwitz, podobnie jak inne obozy śmierci, był więc z punktu widzenia hitlerowców częścią polityki ochrony zdrowia – umożliwiał bowiem usunięcie ludzi będących ciężarem lub zagrożeniem dla rozwoju państwa. Właśnie dlatego pierwsze wypadki uśmiercania ludzi w obozie oświęcimskim odbywały się w bloku 10 – czyli szpitalu – gdzie ofiarom wstrzykiwano fenol. Było to dokładne odwrócenie etyki lekarskiej – wizyta w szpitalu nie miała na celu wyleczenia, ale zabicie pacjenta.

W 1942 r., po wprowadzeniu w obozie systemu selekcji nowo przybyłych więźniów, hitlerowscy lekarze grali istotną rolę w procesie masowego uśmiercania ludzi. To właśnie oni podejmowali w Auschwitz decyzję kluczową dla działania obozu: kto z nowego transportu będzie żył, a kto ma umrzeć. Aktywny udział lekarzy w selekcji był dla hitlerowców ważny z dwóch powodów – praktycznego i filozoficznego. Powód praktyczny jest jasny – lekarze mogli najlepiej na pierwszy rzut oka ocenić przydatność danej osoby do pracy (każdej z nowo przybyłych osób poświęcano zaledwie kilka sekund). Powód filozoficzny nie był tak oczywisty, ale za to znacznie ważniejszy. Angażując lekarzy bezpośrednio w proces selekcji, stwarzano wrażenie, że uśmiercanie nie było wynikiem przesądów i arbitralnych decyzji, ale naukowo udowodnioną koniecznością. Obóz Auschwitz nie miał być miejscem nieposkromionej rzezi, ale planowym przyczynkiem do rozwoju państwa.

Szczególną jednak niesławą okryli się lekarze przeprowadzający eksperymenty medyczne. Wykorzystywanie więźniów jako króliki doświadczalne pasowało do hitlerowskiej koncepcji, że wrogowie państwa powinni „służyć” Rzeszy – jeśli nie niewolniczą pracą, to śmiercią podczas „badań naukowych”. Obóz był niezrównanym laboratorium dla lekarza zainteresowanego badaniami naukowymi, a nie obciążonego współczuciem i ludzkimi uczuciami. Przynajmniej dwóch lekarzy, Clauberg i Schumann, prowadziło w Auschwitz „badania naukowe” nad sterylizacją. Co ważne, Schumann już wcześniej zajmował się uśmiercaniem ludzi – był jednym z lekarzy realizujących program eutanazji w ośrodku uśmiercania ludzi w Sonnenstein, dokąd więźniowie Oświęcimia trafili w lipcu 1941 r.

Sylwia Vesela, jedna z pierwszych Słowaczek, które przybyły do Auschwitz, pracowała jako pielęgniarka w bloku 10 obozu głównego, gdzie przeprowadzano większość eksperymentów, i była zmuszana do asystowania Claubergowi i Schumannowi. „Powiedziano mi, że w jednej z części bloku znajdują się aparaty rentgenowskie. Były to pokaźne maszyny z wielkimi cylindrami. Doktor Schumann przeprowadzał tam te sterylizacje. Inna część budynku należała do doktora Clauberga. On dokonywał sterylizacji za pomocą substancji chemicznych. Wstrzykiwał je kobietom do macic i jajników, żeby spowodować zarośnięcie jajowodów. Głównym celem jego badań było określenie, ile tych substancji potrzeba, żeby przeprowadzić sterylizację”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj