Skąd się wzięła ONZ

Narody jednoczone
70 lat temu, 24 października 1945 r., powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych. Pierwszym krokiem do jej powołania była aliancka konferencja, zorganizowana w 1941 r. z incjatywy polskiego ambasadora w Londynie.
Na konferencji w Dumbarton Oaks wypracowano projekt nowej organizacji, która miałaby zadbać o nowy światowy ład.
Thomas D. McAvoy/The Life Picture Collection/Getty Images

Na konferencji w Dumbarton Oaks wypracowano projekt nowej organizacji, która miałaby zadbać o nowy światowy ład.

Edward Raczyński, ambasador polskiego rządu emigracyjnego w Londynie
Popperfoto/Getty Images

Edward Raczyński, ambasador polskiego rządu emigracyjnego w Londynie

Deklaracja Narodów Zjednoczonych podpisana przez przedstawicieli 26 państw 1 stycznia 1942 r., zalążek przyszłego ONZ
Hulton-Deutsch Collection/Corbis

Deklaracja Narodów Zjednoczonych podpisana przez przedstawicieli 26 państw 1 stycznia 1942 r., zalążek przyszłego ONZ

Na początku czerwca 1941 r. Londyn był siedzibą rządów emigracyjnych państw podbitych przez Hitlera i Mussoliniego. Nie istniał jednak sformalizowany system kontaktów pomiędzy nimi. Wszystko opierało się na dwustronnych porozumieniach z Brytyjczykami. Liga Narodów stworzona po pierwszej wojnie była w praktyce martwym i skompromitowanym tworem, który nie zapobiegł agresji państw Osi.

5 czerwca 1941 r. Edward Raczyński spotkał się na śniadaniu z byłym polskim ambasadorem w Berlinie Józefem Lipskim, który pod wpływem rozmowy z brytyjskim dziennikarzem Frederickiem Voigtem wysunął pomysł podkreślenia solidarności mniejszych aliantów z Wielką Brytanią poprzez wspólne spotkanie ich przedstawicieli i wydanie deklaracji antyniemieckiej. Raczyński błyskawicznie podjął inicjatywę i spotkał się z Brendanem Brackenem, bliskim współpracownikiem premiera Winstona Churchilla. Raczyński i Bracken, o którym krążyły plotki, jakoby był nieślubnym synem Churchilla, znali się dobrze od początku lat 20. Idea konferencji alianckiej będącej przeciwwagą dla niemieckich zamiarów zwołania spotkania przywódców państw podporządkowanych Trzeciej Rzeszy spodobała się brytyjskiemu politykowi. Nie miał on problemów z przekonaniem Churchilla potrzebującego w tym czasie sukcesów propagandowych.

Brytyjski premier odegrał więc główną rolę w zorganizowanym już 12 czerwca w St. James’s Palace spotkaniu przedstawicieli państw walczących z Niemcami i ich sojusznikami. Wizja pokonania Hitlera i ustanowienia sprawiedliwego ładu powojennego była wtedy jeszcze bardzo odległa. Gen. Władysław Sikorski jako premier rządu największego brytyjskiego sojusznika przemawiał bezpośrednio po Churchillu, przypominając, że to Polska pierwsza stawiła opór Niemcom, które zostały wsparte przez ZSRR. W przyjętej deklaracji Belgia, Czechosłowacja, Grecja, Holandia, Jugosławia, Luksemburg, Norwegia, Polska, Wielka Brytania, dominia brytyjskie oraz Komitet Wolnej Francji zobowiązały się do kontynuowania walki „przeciwko niemieckiej lub włoskiej agresji aż do odniesienia zwycięstwa”. Konferencja aliancka jest dzisiaj uznawana przez Organizację Narodów Zjednoczonych za początek drogi prowadzącej do jej narodzin.

Sytuacja skomplikowała się po ataku Trzeciej Rzeszy na ZSRR 22 czerwca 1941 r. Do grona antyhitlerowskiej koalicji dołączył bowiem kraj współpracujący wcześniej z Hitlerem dla dokonywania własnych podbojów w Europie Wschodniej. Narodziny sojuszu brytyjsko-radzieckiego oznaczały, że Związek Radziecki, reprezentujący inny system wartości niż Wielka Brytania i jej sojusznicy, może uzyskać wpływ na kształtowanie przyszłego porządku w Europie, a może i na świecie. Wszystko zależało od tego, jaką rolę odegra w wojnie.

Churchill początkowo zasady przyszłego ładu światowego wolał ustalać z prezydentem Franklinem D. Rooseveltem, chociaż USA były jeszcze neutralne. 14 sierpnia 1941 r. obaj przywódcy ogłosili ośmiopunktową Kartę atlantycką. Stwierdzali w niej, że chcą, aby przyszły pokój „zapewnił wszystkim narodom warunki bezpiecznego życia wewnątrz swoich granic i dawał pewność, że wszyscy mieszkańcy wszystkich krajów będą mogli prowadzić życie wolne od lęku i nędzy”. Nie ten punkt wzbudził jednak obawy dyplomacji polskiej, ale stwierdzenie, że „sygnatariusze nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą”. Oznaczać to mogło postawienie pod znakiem zapytania polskich postulatów zmian granicy z Niemcami. W praktyce jednak alianci przyjęli zasadę, że Karta atlantycka nie mogła stanowić ochrony dla państw nieprzyjacielskich. Polska wraz z ZSRR i innymi państwami alianckimi przystąpiła do grona sygnatariuszy karty 24 września. Dokument ten nie miał jednak charakteru traktatu, o czym Churchill przypomniał w lutym 1945 r. w zupełnie innych okolicznościach, gdy po Jałcie bronił się przed krytyką polityki oddania ZSRR polskich Kresów Wschodnich.

Wizje sprawiedliwego świata zapisane w Karcie atlantyckiej były piękne, ale do zwycięstwa aliantów było jeszcze daleko. Państwa Osi również ze względów propagandowych próbowały umacniać swoją współpracę. 25 sierpnia 1941 r. w Berlinie podpisano protokół przedłużający obowiązywanie układu przeciwko Międzynarodówce Komunistycznej, zawartego jeszcze w 1936 r. przez Niemcy i Japonię. Deklarację o przystąpieniu do paktu złożyły Bułgaria, Chorwacja, Dania, Finlandia, Rumunia, Słowacja i marionetkowy rząd chiński, rezydujący w Nankingu. Włochy, Węgry, Mandżukuo i nieuczestnicząca w wojnie Hiszpania były już wcześniej sygnatariuszami tego układu. Idea antykomunizmu stała się elementem uzasadniającym ludobójczą politykę.

Przystąpienie USA do wojny w grudniu 1941 r., po japońskim ataku na Pearl Harbor, oznaczało, że nabrała ona zasięgu światowego. 1 stycznia 1942 r. 26 państw, w tym Polska, podpisało uzgodnioną przez Churchilla i Roosevelta Deklarację Narodów Zjednoczonych, przewidującą wspólną walkę aż do zwycięstwa z państwami Osi. Po raz pierwszy w alianckim oświadczeniu padło określenie „United Nations”.

Anglosascy przywódcy unikali deklaracji, jak mają wyglądać powojenne granice. Żądania Stalina z wiosny 1942 r., aby uznać granice ZSRR z 1941 r., spotkały się ze sprzeciwem Waszyngtonu, który nie chciał przesądzać rozstrzygnięć przed zakończeniem wojny. Stalin postanowił odłożyć sprawę na później. Jego podejrzenia wobec intencji mocarstw zachodnich mogły zostać w pewnej mierze uspokojone przez krytyczne słowa Roosevelta, przekazane za pośrednictwem szefa sowieckiej dyplomacji Wiaczesława Mołotowa o Lidze Narodów jako przykładzie organizacji, której fiaska nie można powtórzyć. Prezydent widział dla USA, ZSRR i Wielkiej Brytanii – oraz być może Chin – rolę mocarstw pilnujących przyszłego pokoju na świecie. Wizja ta odpowiadała Stalinowi, o czym powiadomił Roosevelta w czerwcu 1942 r.

Dopiero jednak jesienią 1943 r. zwycięstwa militarne, jakie alianci odnieśli w Europie, Afryce i na Dalekim Wschodzie, sprawiły, że aktualna stała się kwestia dyskusji o konkretnych rozwiązaniach terytorialnych (np. o granicach Polski), ale przede wszystkim o organizacji powojennego świata. Niewątpliwie najwięcej impulsów w tej ostatniej sprawie przychodziło ze Stanów Zjednoczonych.

Prezydent Roosevelt, wbrew silnemu w Polsce przekonaniu o jego naiwności, daleki był od idealizmu i twardo stąpał po ziemi, wysuwając koncepcję czterech policjantów dbających o bezpieczeństwo na świecie. Bliższe były mu więc poglądy sekretarza stanu Cordella Hulla, zdecydowanego realisty, niż idealistyczne wizje drugiej osoby amerykańskiej dyplomacji – Sumnera Wellesa. Roosevelt pragnął zapobiec kolejnej wojnie, ukarać państwa Osi i stworzyć nowy ład światowy. Jego główną troską – poza ich pokonaniem – było zapewnienie ZSRR członkostwa w organizacji światowej. Pomimo namów Churchilla odmówił przyjęcia twardej linii w stosunku do Stalina z powodu sowieckiej polityki wobec Polski. Nie chciał kolejnej amerykańskiej wojny w obronie Europy czy świata. Stąd koncepcja czterech policjantów, bliska pozostałym dwóm przywódcom, choć Churchill i Stalin długo nie byli zwolennikami traktowania Chin jako mocarstwa.

Stalin początkowo był sceptycznie nastawiony do tworzenia nowej organizacji międzynarodowej, po doświadczeniach Ligi Narodów, z której zresztą ZSRR wyrzucono po napaści na Finlandię. Trzy niszczycielskie najazdy w ciągu dwóch wieków umocniły tylko w Moskwie przekonanie o konieczności szukania bezpieczeństwa poprzez terytorialne nabytki i strefy wpływów. Tradycyjna rosyjska nieufność wobec Zachodu, uzupełniona przez agresywną komunistyczną ideologię, powodowała, że Stalin spoglądał z wielką podejrzliwością na Wielką Brytanię i USA. Pragnął nie dopuścić do odbudowy tego, co bolszewicy nazywali kordonem sanitarnym, a więc niepoddających się wpływom ZSRR państw sąsiadujących z nim. Dążył do odbudowy granic carskiej Rosji wyłączając Finlandię i Polskę. Była to Realpolitik w czystym wydaniu.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną