Zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza podzieliło ówczesną Polskę
Zabójca prezydenta ogłosił w dniu wykonania wyroku: „Umieram szczęśliwy, że dzieło zbudzenia sumień i zjednoczenia serc polskich już się spełni”.
Warszawa. Prezydent Stanisław Wojciechowski.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Warszawa. Prezydent Stanisław Wojciechowski.

Bielsko, 28 października 1928. Uroczystość odsłonięcia pomnika Gabriela Narutowicza.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Bielsko, 28 października 1928. Uroczystość odsłonięcia pomnika Gabriela Narutowicza.

Warszawa, 10 grudnia 1922. Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz w Belwederze.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Warszawa, 10 grudnia 1922. Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz w Belwederze.

16 grudnia 1922. Urzędowa odezwa do mieszkańców Kielc w związku z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza.
Biblioteka Narodowa w Warszawie

16 grudnia 1922. Urzędowa odezwa do mieszkańców Kielc w związku z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza.

16 grudnia 1922. Urzędowa odezwa do mieszkańców Krakowa w związku z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza.
Biblioteka Narodowa w Warszawie

16 grudnia 1922. Urzędowa odezwa do mieszkańców Krakowa w związku z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza.

W wyborach parlamentarnych w listopadzie 1922 r. wyłoniono Sejm II RP bardzo podzielony – zasiadało w nim aż 17 ugrupowań.

Obok mocnej prawicy (blisko 1/3 posłów), znaczącą reprezentację zyskały mniejszości narodowe: Żydzi, Ukraińcy, Niemcy, Białorusini. 9 grudnia 1922 r. Zgromadzenie Narodowe wybrało pierwszego w historii Prezydenta II Rzeczpospolitej. Za Gabrielem Narutowiczem zagłosowało 186 posłów polskich i 103 innych narodowości, a przeciw jego kandydaturze było 256 posłów polskich.

Wybór prezydenta głosami lewicy oraz mniejszości narodowych spotkał się z gwałtowną nagonką prasową i protestami środowisk związanych z ruchem narodowym. 16 grudnia 1922 r. Narutowicz został zastrzelony przez malarza, Eligiusza Niewiadomskiego. Krew Prezydenta podzieliła Polskę. Jego zabójca, skazany na karę śmierci, ogłosił w dniu wykonania wyroku: „Umieram szczęśliwy, że dzieło zbudzenia sumień i zjednoczenia serc polskich już się spełni”.

Stanisław Thugutt (prezes PSL „Wyzwolenie”)

Postawiona przeze mnie na parę dni przed terminem Zgromadzenia w klubie PSL „Wyzwolenie” kandydatura Narutowicza przyjęta została po bardzo krótkiej dyskusji. [...] Niestety, osiągnięcie jednomyślności w stawianiu kandydatury przez stronnictwa lewicy okazało się niemożliwe. [...] Musieliśmy szukać oparcia w klubach mniejszości narodowych. [...] Niemcy i oba kluby słowiańskie [Ukraiński i Białoruski] udzieliły nam poparcia bez wahań i bez żadnych zastrzeżeń. [...] Dłuższą i nieco trudniejszą była rozmowa z Kołem Żydowskim, które obiecało wprawdzie swoje głosy, ale proponowało zarazem nasze wypowiedzenie się na temat stosunku do sprawy żydowskiej. Sądziłem, że jest to zbyteczne, wystarcza bowiem stwierdzenie, że w sprawie mniejszości żydowskiej [...] stoimy na gruncie Konstytucji i demokratyzmu, czego rękojmią jest nasze dotychczasowe postępowanie. Na tym stanęło.

Warszawa, początek grudnia 1922

[Gabriel Narutowicz. Prezydent RP we wspomnieniach, relacjach i dokumentach, Warszawa 2004]

Z artykułu w „Gazecie Warszawskiej”

Przed gmachem sejmowym przez czas trwania Zgromadzenia Narodowego gromadziła się młodzież polska, czekając na rezultaty głosowania. Na wieść, iż prezydentem ma zostać Narutowicz, zwolennik Belwederu [Piłsudskiego], który uzyskał większość dzięki głosom Żydów, Niemców i innych „mniejszości narodowych” – z piersi młodzieży wydarł się żywiołowy krzyk: „Nie chcemy takiego prezydenta! Nie znamy go! Precz z Żydami!”.

Warszawa, 9 grudnia 1922

[„Gazeta Warszawska” nr 337/1922]

Stanisław Stroński (publicysta związany z ruchem narodowym) w artykule Ich Prezydent w „Rzeczpospolitej”

Czy pan Gabriel Narutowicz nie ma poczucia niewysłowionej krzywdy, jaką wyrządza narodowi polskiemu, przyjmując wybór dokonany z podeptaniem najsłuszniejszych zasad tego narodu, który walczył z pokolenia na pokolenie, aby sam, naprawdę sam o swych losach rozstrzygać? [...] Wybór ten, zdumiewająco bezmyślny, wyzywający, jątrzący, wytwarza stan rzeczy, z którym większość polska musi walczyć i na podstawie którego żadną miarą nie stanie do pracy państwowej, bo byłoby to tylko utrwaleniem rozstroju i zagładą podstawowych pojęć, którymi stoją narody.

Warszawa, 10 grudnia 1922

[„Gazeta Warszawska” nr 337/1922]

Jan Skotnicki (malarz, dyrektor Departamentu Kultury i Sztuki w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego)

W sobotę odbywało się doroczne otwarcie Salonu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. [...] Na dwie minuty przed dwunastą spostrzegłem wchodzącego do gmachu [malarza i byłego kierownika wydziału malarstwa i rzeźby w Ministerstwie Kultury i Sztuki Eligiusza] Niewiadomskiego. […] Obszedł naokoło wstęgę i szybko pobiegł na górę do sal wystawowych. [...]

Orszak zwiedzających obszedł prawą stronę sali i kiedy staliśmy przed zimowym pejzażem [Teodora] Ziomka, usłyszałem czterokrotny suchy trzask. Jeden, krótka przerwa, później drugi, trzeci i czwarty. [...] Zauważyłem dziwny niepokój w sali i przedzierającego się przez tłum Niewiadomskiego. Trwało to wszystko sekundę, po czym spojrzałem na Prezydenta i zauważyłem, że patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem i chwieje się. Podchwyciłem go wraz z Przeździeckim. W tej chwili upadł na mnie bezwładnie. Dociągnęliśmy go do kanapki, była jednak za krótka, wobec czego trzeba go było położyć na podłodze. Oczy miał otwarte, patrzył na nas i powoli, milcząco gasł.

Warszawa, 16 grudnia 1922

[Jan Skotnicki, Przy sztalugach i przy biurku. Wspomnienia, Warszawa 1957]

Eligiusz Niewiadomski w „ostatnim słowie” podczas procesu o zabójstwo Prezydenta

Do winy się nie przyznaję. Przyznaję się jedynie do złamania prawa i za to złamanie gotów jestem ponieść najdalej idącą odpowiedzialność. [...]

Gdyby Narutowicz przeszedł większością polską albo gdyby wyboru nie przyjął, zamachu by nie było. [...] Jeżeli ktoś znieważa moją matkę, żonę albo córkę, to nie rozumuję, tylko uderzam. Fakt zniewagi tu był, fakt zniewagi naszej wspólnej matki, zniewagi ojczyzny. [...]

Do życia powracać nie pragnę, przynajmniej do życia mego ciała. Chcę, aby żył mój duch – to, co było moją myślą, moim uczuciem, co żyło w moich czynach i co przetrwa w moich pracach. [...] Wystawiłem weksel, chcę go uczciwie spłacić. To jest moje ostatnie słowo.

Warszawa, 30 grudnia 1922

[Proces Eligiusza Niewiadomskiego, Warszawa 1923]

Jan Skotnicki

Po tych słowach Niewiadomski siadł wyczerpany na ławę. Sąd wyszedł, by za kwadrans ogłosić wyrok śmierci. Przyjął go Niewiadomski spokojnie, stojąc dalej z uśmiechem na ustach, gestem ręki uspokajając córkę i żonę znajdujące się w sali.

Warszawa, 30 grudnia 1922

[Jan Skotnicki, Przy sztalugach…]

Jan Baudouin de Courtenay (językoznawca, publicysta) w artykule w „Myśli Wolnej”

Pogrzeb [Niewiadomskiego] nosił na sobie wszelkie znamiona uwielbienia i hołdu, złożonych przez ojczyznę jej „wielkiemu synowi”. Odbywał się przy akompaniamencie łkań, płaczu i ryku, wydobywającego się z piersi i z gardeł „patriotów” i „patriotek”, czcicieli i czcicielek „niewinnie zgładzonej ofiary”.

Warszawa, luty 1923

[Jan Baudouin de Courtenay, Nie wolno kalać ust milczeniem, „Myśl Wolna” nr 3, 1923]

Kazimierz Wierzyński (poeta)

16 grudnia 1922 straciliśmy prawo do słów [poety Cypriana Kamila] Norwida: „Żaden król polski nie stał na szafocie”. [...] Groza objęła Warszawę. [...] Każdy wiedział, że stało się coś, co przechodziło pojemność zrozumienia ludzkiego. [...] Przeszedłem z innymi wszystkie stopnie przerażenia, od zabójstwa do pogrzebu.

Myślałem często o Piłsudskim i usiłowałem wyobrazić go sobie w tych dniach, kiedy zdawało się, że ziemia usuwa się spod nóg. [...] Kula zabójcy ominęła go fizycznie. Strzał ten jednak długo obijał się wewnątrz człowieka, którego całe życie było sporem z Polską. [...] Strzał mordercy trafił nie tylko Narutowicza. Od tej zbrodni zachwiała się raniona miłość w Piłsudskim. Od tego czasu zaczyna się w nim proces, w którym gniew i nienawiść biorą górę.

Warszawa

[Kazimierz Wierzyński, Pamiętnik poety, Warszawa 1991]

Opracowanie: Marta Markowska (Ośrodek KARTA), współpraca: Przemysław Bogusz, Milena Chodoła, Mariusz Fiłon, Amadeusz Kazanowski, Wojciech Rodak, Adam Safaryjski, Małgorzata Sopyło (zespół „Nieskończenie Niepodległej”).

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj