Kraj

Kłopoty chłopskiej partii

Nieskuteczna egzekucja długu PSL

Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Mimo blokady kont PSL urzędnikom skarbowym nie udało się ściągnąć 18 mln złotych, które ludowcy winni są państwu.

Jak dowiedział się serwis POLITYKA.PL, na rachunek fiskusa wpłynęło zaledwie 760 tys. złotych. PSL-owi grozi teraz zajęcie partyjnych nieruchomości.

- To cała kwota, którą udało nam się uzyskać  – przyznaje Wiesława Druszcz, rzeczniczka Izby Skarbowej w Warszawie. – Liczymy na to, że pojawią się kolejne, bo bank zobowiązany jest do przekazania każdej sumy, która wpłynie na konta – dodaje. Nieoficjalnie wiadomo, że na partyjnych rachunkach więcej po prostu nie ma.

Urząd skarbowy zablokował konta PSL w piątek, chcąc wyegzekwować od PSL 18 mln zł. Zapłatę tej kwoty na rzecz skarbu państwa nakazał ludowcom sąd na wniosek Państwowej Komisji Wyborczej. Był to efekt błędu, jaki popełniło Stronnictwo zbierając pieniądze na kampanię wyborczą w 2001 r. Zamiast gromadzić je na specjalnym koncie wyborczym, trzymali je na partyjnym.

Teraz pieniądze mają wyegzekwować urzędnicy skarbowi. Jeśli nie uda im się to przez zajęcie kont, I Urząd Skarbowy w Warszawie, który zlecił ich blokadę, gotowy jest przejąć nieruchomości, które posiada PSL. Cztery mają już zajęte hipoteki. – Będziemy teraz chcieli określić ich wartość. Jednak z konkretnymi decyzjami w tej sprawie jeszcze się wstrzymamy – zapowiada Druszcz.

Urzędnicy fiskusa chcą najpierw poznać decyzje ministra finansów, do którego PSL zwrócił się w połowie grudnia z prośbą o rozłożenie długu na raty. Partia poskarżyła się też na decyzję o egzekucji. Szef resortu ma 30 dni na rozpatrzenie obu skarg. – Ze spokojem czekamy na to, co postanowi minister. Gdyby zgodził nam się rozłożyć należność na raty, myślę, że w dwa lata dalibyśmy radę ją spłacić – komentuje skarbnik PSL Stanisław Żelichowski. Przyznaje jednak, że jeśli decyzja będzie negatywna, partię czeka poważne zaciskanie pasa. Oznacza to przede wszystkim zwolnienie kilkudziesięciu etatowych pracowników. 

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną